Miłość czy przyzwyczajenie?

Większość z nas jest w związku lub ma go za sobą. Każda z nas zastanawia się, czy facet, z którym jesteśmy jest tym jedynym, jest idealny, czy możemy założyć rodzinę i pokonamy razem przeciwności losu.

Tak naprawdę nie ma jednej konkretnej definicji. Musimy same sprawdzać czy to, czego chcemy zaznać w życiu osobistym, ma szansę. Często jest tak, że przyzwyczajamy się do mężczyzny w domu i niekoniecznie jesteśmy szczęśliwe. Myślimy, że dobrze, że jest, że zarabia na utrzymanie, spłaca z nami kredyt na mieszkanie, udajemy, że nie widzimy jak w każdej wolnej chwili zastanawia się nad ucieczką od domowych pieleszy.

Reklama

Czas mija, a my oddalamy się z partnerem od siebie. Zaczyna się od drobnych nieporozumień, małych kompromisów, mimo że przeczucie mówi nam, że powinnyśmy postąpić inaczej. Potem zaczynają się niedomówienia, usprawiedliwiamy sobie każdą porażkę, aż w końcu przychodzi przyzwyczajenie do tego stanu, może to wina naszego wygodnictwa i poczucia wyobrażenia bezpieczeństwa w związku.

Wracamy do domu gdzie otaczają nas codzienne obowiązki, mijamy się ze swoim partnerem, nie rozmawiamy, każde z nas prowadzi osobne życie. Wydaje nam się, że tak wygląda wspólne pożycie, ale się mylimy. Czy jesteśmy w stanie rozpoznać, kiedy kończy się ta prawdziwa miłość i czy w ogóle była, czy chcemy to zauważyć?

Nie wiele kobiet decyduje się na krok przerwania takiego stanu. Często tkwimy w zatrutym i nieudanym małżeństwie czy narzeczeństwie. Wmawiamy sobie, że jak się urodzi dziecko to będzie lepiej, to wzmocni nasze relacje, zmobilizuje naszego mężczyznę. Wydaje nam się, że coś zmienimy. Niejedna z nas zaznała upokorzenia ze strony tego ukochanego przez zdradę, czy brak szacunku. Zawsze mówią jedno i to samo - to ciebie kocham, tamto to tylko seks nic osobistego - a my głupie i naiwne w to wierzymy i wybaczamy. Jednak często jest tak, że facet się nie zmienia. Znajdzie się parę wyjątków nie szukają wrażeń są zadowoleni i szczęśliwi nie szukają przygód cieszą się tym, co mają, ale niestety to tylko wyjątki.

Jesteśmy kobietami, matkami nauczono nas kochać, dawać siebie, ale czy to czyni nas szczęśliwymi... Przecież do udanego związku są potrzebne dwie osoby, zadowolone, potrzebujące siebie na wzajem, uzupełniające się, czy to tak wiele? Kiedy obudzimy się ze snu i zrozumiemy, że otacza nas zakłamanie, że męczymy się i tkwimy w czymś tak naprawdę nam obcym, może czas się uwolnić? To będzie trudne i to bardzo, możemy zostać same, ale czy na pewno, gdzieś jest nam zapisana druga połowa, czeka ten jedyny. Jeśli go nie spotkamy, to nie koniec świata, czy nie lepiej być szczęśliwym i budzić się z uśmiechem na twarzy, a nie zastanawiać się, o co dziś się pokłócimy, czy zupa nie jest za słona?

Może zastanówmy się nad naszym życiem, czy jest sens przeciągać wyobrażenie miłości? Kiedy wszystko wokół wskazuje na niepowodzenie. Na starość nie będziemy miały, do kogo się odezwać nie będzie wspólnych tematów do rozmów, a jedynie żal, który narastał w nas prze wszystkie lata. Warto zastanowić się nad lepszym jutrem, nad znalezieniem namiętności i tego, co najważniejsze -miłości, bo ona da nam szczęście i siłę.

Marysia

Dowiedz się więcej na temat: miłość

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje