Mocne akcenty

Chyba najbardziej znana opinia przeciętnego Polaka o obrazie - to bystra krytyka, że przecież takie coś to ja w nocy i lewą ręką namalowałbym, i to nawet lepiej. Mówię tu o krytyce dotyczącej malarstwa współczesnego, bo nad historycznym są tylko zachwyty. Prawda jest taka, że nie tak łatwo jest malować, a namalować dobrze, to już w ogóle trudno.

Dariusz Łukaszewicz: Pani obrazy. I od razu mi się spodobały. To znaczy najpierw zdałem sobie sprawę, że są inne, w sposób wyrazisty i czytelny, a potem zwyczajnie mi się spodobały.

Reklama

Barbara Hubert: - A co takiego pan w nich dostrzegł?

Są bardzo oszczędne w formie, a przy tym łapią nastrój chwili i miejsca, o którym opowiadają; zawierają atmosferę, która się udziela w taki sposób, że można sobie dorobić prywatny ciąg dalszy historii zamkniętej w kadrze. Więcej opowiadają, czy zapowiadają, niż na ich widać. Są kolorowe w sposób, jaki lubię: z jednej strony subtelne połączenie pasteli, a z drugiej - zdecydowane, brawurowe, prawie brutalne plamy. Wydaje mi się, że Pani je maluje pewną ręką, szast-prast, bez wątpliwości, które dla mnie zawsze są podejrzane - ta udręka artysty, często mylona z aktem/procesem twórczym, najczęściej zastępującym samo dzieło. No i umie Pani namalować pieska. Czy się mylę?

Barbara Hubert: - To dobrze, że nie widać "udręki artysty". Czasem się to zdarza, ale staram się wszelkie ślady owej "udręki" zatuszować. Prawda jest taka, że najlepsze obrazy wychodzą właśnie wtedy, gdy jest się w dobrej dyspozycji, tzn. jest się pewnym, co się chce namalować, jak się chce to przedstawić, ważne też jest, żeby być - tak to sobie nazywam - pod urokiem chwili , która zachwyciła; no, powiedzmy mniej górnolotnie - która sprawiła, że chce się namalować właśnie ten wycinek rzeczywistości, zatrzymany w danym momencie, z określoną kompozycją, światłem, ogólnie - klimatem. Ważne jest też, żeby cały "akt twórczy" zamykał się w stosunkowo niedługim czasie; obrazy malowane, powiedzmy, miesiącami w moim przypadku są dosyć mało udanymi realizacjami. Pewnie dlatego właśnie, że z czasem traci się kontakt, zamazuje w pamięci emocje, które sprawiły, że obraz ma powstać.

Oszczędna forma jest wynikiem eliminacji poszczególnych elementów, często kompozycja wyjściowa wygląda zupełnie inaczej niż końcowy efekt. Malując, pozostawiam tylko kluczowe elementy, na nich opieram całą kompozycję, one tworzą nastrój. Wszystko, co niepotrzebne, jest usuwane, po to, by to, co pozostanie, miało dosyć przestrzeni-powietrza dla siebie, żeby było bardziej wymowne. Może dlatego widz potrafi sobie dointerpretować dalszy ciąg historii; może są to ślady po tych wciąż istniejących, ale już niewidocznych postaciach, drzewach, zwierzętach, sytuacjach?

Lepiej mniej, ale lepiej?

Barbara Hubert: - Ta eliminacja dzieje się jakoś tak - automatycznie. Maluję i okazuje się, że już tylko jeden człowiek pozostał i tak samotnie się zrobiło. Ostatnio moja koleżanka, rzeźbiarka, oglądając moje obrazy, powiedziała, że wieje z nich halnym samotności i nie mogłaby mieć mojego obrazu na ścianie, bo czułaby się okropnie samotna, patrząc na niego.

Dowiedz się więcej na temat: jaja | obraz | obrazy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje