Quo vadis, Manuelo?

Nie wiem, ile nas było. Tysiąc dwieście, tysiąc pięćset czy cztery tysiące? Ale faktem jest, że było nas strasznie dużo. I że było to wspaniale przeżycie. Czułyśmy swoją siłę i solidarność. Wspólny sprzeciw wobec antykobiecej polityki. Był to naprawdę Wielki Marsz Solidarności Kobiet.

Ale byli też z nami mężczyźni. Ci, którzy nie zgadzają się na to, by kobiety traktowane były przedmiotowo. Którzy cenią życie i zdrowie kobiet bardziej niż godność zapłodnionych komórek. Którzy wiedzą, że kobieta musi mieć prawo wyboru. W życiu bowiem zdarzają się sytuacje, o których nie śniło się politykom. Ten marsz to konieczność w kraju, gdzie o życiu kobiet decyduje się, nie używając słowa kobieta. Nie biorąc pod uwagę realnych skutków forsowanych pomysłów, bo nie skutki są ważne, lecz ambicje polityków.

Reklama

Więc szliśmy wszyscy razem i tylko jednego nie mogłam zrozumieć. Jak to możliwe, że nie ma z nami Partii Kobiet? Jak to możliwe, że nowa partia nie wyszła choćby po to, żeby poczuć swoją siłę? Wesprzeć inne kobiety. Wyrazić solidarność. W swoim słynnym manifeście Manuela Gretkowska pisała: "Obowiązująca ustawa antyaborcyjna jest według Kościoła kompromisowa. LPR-owscy ojcowie założyciele nowej Rzeczypospolitej postanowili tę ustawę zaostrzyć i zostać ojcami wszystkich poczętych i jakkolwiek poczynających sobie Polaków. Nieważne, czy ich Matka Polka to przeżyje, czy ma ochotę być matką. Wszechwładza nad kobietami dla wszechpolaków. Podobnie jest we wspólnotach pierwotnych, gdzie kobiety i dzieci są odsuwane na bok, a decyzje podejmuje rada plemienna obradująca pośrodku wioski, u nas - pośrodku Europy." To na ten manifest zareagowały kobiety. Założyły partię, żeby walczyć o swoje prawa.

Jak to możliwe, że 4 marca nie wyszły na ulice Warszawy? Zaproszenie do udziału w Wielkim Marszu Solidarności Kobiet, który zorganizowały feministki, zostało wysłane do Partii Kobiet z dużym wyprzedzeniem. Niestety, członkinie partii nie zostały o tym poinformowane. W każdym razie informacja o tym nie znalazła się na stronach Partii Kobiet w internecie. Zamiast niej ukazał się tekst Manueli: "Dzień 8 marca jest dla jednych kobiet świętem, a dla innych dniem kłopotliwych życzeń. Niektóre z nas nie wiedzą, czy wyśmiać to święto, czy raczej je celebrować. Każda kobieta przeżywa ten dzień inaczej. Nie narzucamy pomysłów regionom. Dla przykładu, w Łodzi nasze sympatyczki wpadły na pomysł, aby pójść wspólnie do kina, w Lublinie będą rozdawać ulotki o partii. Ja w tym czasie, zaproszona przez Parlament Europejski, będę pracować w Brukseli nad nawiązywaniem kontaktów, które mogą okazać się pomocne dla naszej partii. Kobietom, dla których ten dzień jest ważny, życzę wszystkiego najlepszego, pozostałe zaś serdecznie pozdrawiam."

Dowiedz się więcej na temat: "Solidarność" | NSZZ "Solidarność" | marsz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje