Rozdział 5. - Przeklęty dar młodości

Czy rzeczywiście nasze życie da się opisać jako linię zmierzającą w jakimś, choćby nieznanym kierunku? Jesteśmy młode. Nawet bardzo młode. Z trądzikiem walczymy już ponad dziesięć lat, ale wciąż go mamy, a nazywa się przecież młodzieńczy. Nadal z zadziwiającą prawidłowością spotykamy mężczyzn zupełnie jeszcze nie gotowych na stworzenie dojrzałego związku.

Pod tym względem nic się nie zmieniło od wczesnych lat licealnych, kiedy grając w brydża na przerwach, narzekałyśmy na stan naszych nastoletnich cer, ilościowy i jakościowy stan męskiej części naszej klasy, a co się z tym wiąże - także nasz stan wolny. Pamiętamy, że wobec wybitnego nieurodzaju książąt na białych rumakach w naszym otoczeniu, wierząc jednak niezbicie, że jest gdzieś jakaś tajemnicza wylęgarnia tychże, zastanawiałyśmy się jak to będzie, kiedy będziemy miały po dwadzieścia parę lat. Utwierdzane przez dorosłych w przekonaniu, że wszystko z czasem

Reklama

przechodzi (problemy z cerą)

przychodzi (szczęście w miłości)

wyobrażałyśmy sobie nas wszystkie w sposób zupełnie naturalny i bez wysiłku obdarzone alabastrowymi cerami i kochającymi mężami, jakby to była najnaturalniejsza na świecie kolej rzeczy. A teraz... myślimy sobie po prostu jak to będzie kiedy będziemy miały po trzydzieści parę lat.

Jesteśmy bystre. Nie pozostajemy w tyle za techniką ani za modą.

Żeby choć trochę poflirtować na poziomie, e-mailujemy z kimś, kto świetnie pisze, co absolutnie zawsze idzie w parze z tym, że wyjątkowo źle wygląda.

SMS- ujemy na potęgę, żeby nasz piszczący, tudzież wibrujący telefon przykuwał uwagę samców i tym samym czynił z nas jednostki atrakcyjne.

Ponieważ niezmiennie fascynują nas mężczyźni z pasją (najlepiej, żeby to była jakaś niebezpieczna aktywność na łonie natury), próbujemy im zaimponować, dzieląc ich zainteresowania. Kończy się to dla nas w ten sposób, że orientujemy się, w cośmy się wpakowały, kiedy już zwisamy ze skały lub ściany na linie, nie bardzo wiedząc, co robić dalej.

Jesteśmy rozsądne. Mówimy, że zdecydujemy się w końcu na bycie z kimś bez miłości lub na to, że będziemy żyły sobie samotnie. Być może nawet to zrobimy, aż pewnego dnia obudzi się w nas marquezowski romantyzm i zakochamy się na starość. Z nerwów, że jesteśmy takie nieodpowiedzialne, popsuje się nam cera, dwa podstawowe problemy naszej młodości znów staną przed nami na baczność i zamiast sobie w końcu od tego wszystkiego odpocząć, wrócimy do punktu wyjścia. Plus jest taki, że znów poczujemy się młode.

Natalia Palej

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje