Ślubne przeszkody

Odyniec zastał zamknięte drzwi, a konsjerżka powiedziała mu, że polski lokator wybiegł spiesznie z domu już jakiś czas temu. Na szczęście powracający do swego mieszkania Odyniec natknął się na Mickiewicza jadącego dorożką z powrotem do siebie. Powóz zawrócił i co koń wyskoczy podjechał pod kamienicę, gdzie w zamkniętym mieszkaniu Odyńca czekał rozłożony na otomanie weselny strój.

Reklama

Na skutek tych perturbacji narzeczona w otoczeniu mieszkających w Paryżu krewnych czekała w kościele prawie godzinę, a zirytowany tym spóźnieniem i chyba niezbyt dobrze opłacony zakrystian chciał już gasić świece przy ołtarzu.

Pogodowe anomalie

Z pogody w dzień ślubu zwykle wysnuwano prognozy co do szczęśliwego lub mniej radosnego życia poślubionej wówczas pary. Można sobie wyobrazić, co myśleli goście zgromadzeni 18 czerwca 1878 roku na zaślubinach sławnego malarza Józefa Chełmońskiego z początkującą śpiewaczką Marią Korwin-Szymanowską.

Ceremonia miała się odbyć wieczorem w kościele Panny Marii na warszawskim Lesznie. W chwili kiedy ślubna kareta miała wyruszyć z domu panny młodej do kościoła, rozszalała się tak straszna burza, że zdecydowano się poczekać, aż pioruny przestaną bić. Narzeczona, która od dzieciństwa bardzo bała się burzy, była bliska zemdlenia i któraś z litościwych ciotek musiała podsunąć jej sole trzeźwiące. Kiedy na chwilę burza ucichła, wyruszono wreszcie do kościoła.

Ale gdy nowożeńcy stanęli przed ołtarzem i zaczęli powtarzać słowa ślubnej przysięgi, nawałnica rozszalała się znowu. Pioruny biły z ogłuszającym hukiem tak blisko, że ksiądz kazał nowożeńcom zająć miejsce na klęcznikach i przerwał na chwilę ceremonię, modląc się, aby żywioły nie uszkodziły witraży czy kościelnej wieży. Tłumaczył się później, że nie słyszał odpowiedzi narzeczonych na rytualne pytania, a fakt ten mógłby być przyczyną unieważnienia małżeństwa.

Niestety, w tym przypadku przesąd, że burza w dzień weselny nie zapowiada życia w szczęściu i harmonii - miał się sprawdzić. Państwo Chełmońscy po kilkunastu latach coraz bardziej burzliwego małżeństwa, wystąpili o separację, pomimo że mieli cztery córki. Trzy z nich wychowywały się przy ojcu w mazowieckim dworku Kuklówka, najmłodsza Wanda - pozostała z matką. Aż do pełnoletności panny Chełmońskie mieszkające z ojcem nie kontaktowały się z matką i właściwie nie znały najmłodszej siostry. Ciekawe, że to właśnie ona, niepozostająca pod wpływem ojca artysty, jako jedyna z dzieci Chełmońskiego zajmowała się malarstwem.

Przypadki współczesnych narzeczonych

Myliłby się ten, kto sądziłby, że współcześni nowożeńcy docierają bez przeszkód do urzędu stanu cywilnego czy ołtarza. Zaaferowanie przygotowaniami do ślubu, przejęcie się tak ważnym życiowym momentem, obawa, aby wszystko odbyło się jak należy - powodują, że wielu młodych zapomina obrączek, dowodów tożsamości czy popełnia innego rodzaju gafy.

Pani Jadwiga Skalska, która w latach 70. i 80. minionego wieku pracowała w urzędzie stanu cywilnego w jednym z wojewódzkich miast, wspomina, że najczęstszą przeszkodą w ceremonii ślubnej było niezabranie z sobą dowodu osobistego, bez którego nie można ani wziąć ślubu, ani nawet wystąpić w roli świadka.

Zdarzało się też, że ten ważny dokument z całą złośliwością rzeczy martwych, potrafił wsunąć się pod podszewkę torebki, albo po długim poszukiwaniu nieoczekiwanie znaleźć się w niewłaściwej kieszeni garnituru.

Dowiedz się więcej na temat: małżeństwa | mieszkanie | strój | przyjaciel | burza | ślub

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje