Ten straszny urlop...

I wreszcie nadszedł ten dzień. Praca precz! Wyjeżdżamy na urlop. Jeszcze tylko ostatnie pakunki do bagażnika, rzut oka na mieszkanie i jazda. Dwa tygodnie razem. Cały czas! No właśnie...

Przecież wasze życie jest zupełnie inne. Przytłoczeni absorbująca pracą mijacie się w domu. Zostają tylko weekendy (a i to nie wszystkie) upływające na nadrabianiu zaległości rodzinno-towarzyskich. Czy poradzicie sobie na urlopie z nadmiarem wspólnie spędzanego czasu?

Reklama

Już pierwszy dzień brutalnie to zweryfikował. Poszło o głupią szklankę. Tę z herbaty, nieumytą po śniadaniu. Kto ją miał umyć?! Podniesione głosy, trzaskanie drzwiami. I godziny milczenia. O taką bzdurę. Potem oczywiście rytuał przeprosin, pocałunki, obietnice, że to już ostatni raz.

I tak do następnej bzdury urastającej do rangi hiperproblemu. Czy cały ten cholerny urlop ma być taki? Może lepiej go przerwać i wrócić do codzienności. Tego komfortowego mijania się w życiu bez konieczności dialogu i wspólnego rozwiązywania problemów a tak naprawdę problemików...

A może po prostu przed urlopem usiąść na godzinę i zamiast sprzeczania się, co jeszcze zabrać, zawrzeć pewnego rodzaju układ. Kochanie, niech ten urlop, na który tak ciężko razem pracowaliśmy, będzie jak nasz miodowy miesiąc. Pamiętasz? Nie mieliśmy kasy, jeździliśmy stopem, piliśmy piwo z jednej butelki, spaliśmy w namiocie, pływaliśmy nago w jeziorze. Kochaliśmy się. Cieszyło nas wszystko, a problemy a właściwie problemiki znikały jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki...

Założę się, że nie będzie wam potrzebna nawet ta godzina. Wystarczy pięć minut. I wszytko pójdzie jak z płatka. A brudna szklanka? Za okno z nią. Na szczęście!

Dowiedz się więcej na temat: urlop

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje