To dzięki Kylie!

O tym, jak silny wpływ na społeczeństwo mają gwiazdy popkultury, nie trzeba przekonywać chyba nikogo. Okazuje się jednak, że wzorce lansowane przez celebrities mogą dotyczyć nie tylko stylu bycia czy sposobu ubierania, lecz również, jak pokazują badania przeprowadzone przez Australijczyków, świadomości zdrowotnej.

Jak sugerują naukowcy z antypodów, pojedynczy przypadek raka piersi u znanej piosenkarki Kylie Minogue wystarczył, by odsetek kobiet poddających się badaniom przesiewowym (ang. screening) wzrósł o trzydzieści procent.

Reklama

Jak donoszą badacze z University of Melbourne, aż trzy na dziesięć kobiet, które wcześniej nie korzystały z możliwości regularnej kontroli lekarskiej, zdecydowały się na ten ruch w ciągu sześciu miesięcy od momentu pojawienia się w mediach informacji o zachorowaniu na raka piersi przez Kylie Minogue, mającą w swojej ojczyźnie status supergwiazdy.

Od momentu, gdy rodacy Kylie usłyszeli o jej chorobie, wielu z nich z zapartym tchem śledziło jej losy. Miało to najprawdopodobniej wpływ na wiele młodych kobiet, które zgłosiły się do lekarza w celu wykonania badania, którego celem jest wykrycie zagrożenia możliwie wcześnie, tak jak udało się to piosenkarce.

Podstawowe dwa badania, wykonywane rutynowo w poszukiwaniu wczesnych zmian nowotworowych w obrębie piersi, to mammografia (czyli specjalny rodzaj prześwietlania rentgenowskiego) oraz ultrasonografia (USG).

W przypadku podejrzenia transformacji nowotworowej lub rozwoju innych chorób, często pobiera się dodatkowo fragment tkanki - procedurę taką nazywamy biopsją. Tego typu system powszechnie dostępnych badań funkcjonuje w wielu krajach świata (także w Polsce), lecz stosunkowo niewiele pań korzysta z tej możliwości. Niestety, oznacza to często, że znaczny odsetek kobiet trafia do lekarza dopiero wtedy, gdy zmiana jest już zaawansowana i trudna lub nawet niemożliwa do wyleczenia.

Co ciekawe, ogromny wzrost liczby pacjentek poddanych screeningowi w Australii nie pociągnął za sobą wyraźnego wzrostu wykrywanych zmian nowotworowych. Może to oznaczać, że zainteresowanie losami Kylie Minogue mogło skłonić do badań niewłaściwe osoby, choć, jak zaznacza autorka badań, dr Margaret Kelaher, wzrost świadomości potrzeby badań przesiewowych jest dobrym zjawiskiem.

Zdaniem badaczki, należy poprawić sposób przekazywania informacji o screeningu tak, by dotrzeć z nimi przede wszystkim do osób o podwyższonym ryzyku zachorowania.

Obecny trend może bowiem prowadzić do sytuacji, w której szczególną opieką są otaczane kobiety, które w rzeczywistości nie potrzebują tak pilnej obserwacji, za to samo wykonywanie badań mammograficznych może być niekorzystne dla ich zdrowia z uwagi na wytwarzane promieniowanie rentgenowskie. Cierpią na tym także osoby chore, których leczenie może stracić na jakości.

Dr Kelaher zaznacza, że choć Kylie Minogue była wspaniałym ambasadorem na rzecz świadomości zagrożenia rakiem piersi, reakcja społeczeństwa pokazała, że przesłanie wynikające z jej historii mogło trafić do niewłaściwych osób. Z tego powodu potrzebne jest, jak to ujęła badaczka, "lepsze zarządzanie wiadomością" i kierowanie jej do odpowiednich grup pacjentek.

Jak zaznacza współautorka badań, doktor chirurgii Julie Miller, jest bardzo ważne, aby kobiety były świadome zagrożenia rakiem i konsultowały z lekarzem wszelkie wątpliwości na temat jakichkolwiek zmian w swoich piersiach. Z drugiej jednak strony zastrzega, że nie ma potrzeby screeningu kobiet w wieku poniżej 40. roku życia, jeśli nie występują u nich niepokojące objawy lub genetyczne obarczenie ryzykiem zachorowania.

Wojciech Grzeszkowiak

Kopalnia Wiedzy
Dowiedz się więcej na temat: kylie minogue | Piersi

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje