W pułapce wyzwolenia

Na imprezie tańczysz wyzywająco na środku parkietu. Rzadko nosisz bieliznę. Mówienie o seksie przychodzi ci tak samo bez trudu, jak uprawianie go na ławce w parku...

Uważasz się za kobietę wyzwoloną.

Reklama

Nie przywiązujesz się do żadnego mężczyzny. Są według ciebie po to, by dać rozkosz, zapewnić towarzystwo. I to już chyba wystarczy. Zresztą, gdy akurat żadnego nie ma w twoim łóżku, radzisz sobie "sama". O czym też nie wstydzisz się mówić.

I tak z tygodnia na tydzień, miesiąca na miesiąc, płynie twoje życie. Nie uskarżasz się na brak wrażeń, o nie! A wspaniali faceci ścielą się u twych nóg okrywanych coraz krótszymi spódniczkami.

Aż przyszedł dzień X. Poranek. A właściwie świt. W twoim łóżku śpi jakiś "misiu". Nawet przystojny. I starał się bardzo. A teraz pochrapuje a ty, gdybyś wypiła dwa drinki więcej, nie pamiętałabyś jak ma na imię. Chcesz żeby jutro o świcie też tu pochrapywał? Właśnie on? Nie!

A kto? Po raz pierwszy poczułaś niesmak. Szybko się z niego otrząśniesz, udając że wszystko jest OK. Ale idąc po zakupy zaczniesz przyglądać się parom, po których widać, że poznali się wczoraj i nie rozstaną jutro. Zaczniesz zauważać piękne dziewczyny, które nie muszą chodzić bez biustonosza, by przykuwać dziesiątki męskich spojrzeń. Dostrzeżesz szczęśliwe rodziny. Dzieci! Brrrr. Nigdy nawet do głowy nie przyszłaby ci myśl o dziecku. Ale oni naprawdę wyglądają na szczęśliwych.

Zasypiasz sama. Znalazłaś nawet jakiś podkoszulek, w który wskoczyłaś przed pójściem do łóżka. Miałaś niezwykły sen: pomagałaś odrabiać lekcję jakiejś drobnej blondyneczce z mysimi ogonkami.

To była twoja córka. Podobał ci się ten sen.

To jak będzie dalej z tym wyzwoleniem?

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje