Wielkanoc po francusku

Dodatkowy dzień wolny, chowanie jajek z czekolady tak, żeby dzieci mogły ich szukać, i obiad z obowiązkową pieczenią baranią - to największe przyjemności wielkanocne Francuzów.

Choć Francja bywa jeszcze czasem nazywana, jak niegdyś, "najstarszą córką Kościoła", to praktykujący katolicy są w tym kraju mniejszością - stanowią 8-9 procent ludności.

Reklama

Świecki charakter świąt można zaobserwować zwłaszcza w Wielką Niedzielę, kiedy otwarta jest większość małych, prywatnych sklepów. Odbywają się również coniedzielne, lokalne targi.

Wedle tradycji, dzieci już w czwartek i piątek idą do lasu lub do parku, gdzie zbierają mech i słomę, z których wiją "gniazda" w przydomowym ogródku. W niedzielę rano, kiedy po trzydniowej przerwie dzwony kościelne znowu zaczynają dzwonić, dzieci znajdują w gniazdach jajka z czekolady. Czasami są tam też czekoladowe rybki. Dzieci wierzą, że zostawił je wielkanocny zajączek.

Niegdyś istniał zwyczaj kolorowania jajek w wywarach ze szpinaku, buraków czy marchwi, teraz jest już tylko ciekawostką.

Ugotowane na twardo jajka dzieci toczą po trawie ogrodu, jakby grały w kule, starając się stłuc skorupkę innym i zachować swoje jajko nietknięte. W wielkich miastach poszukiwania jajka organizowane są np. w parkach.

W niektórych regionach Francji, np. na południowym zachodzie, zachowały się jeszcze tradycje pogańskie. Z okazji końca zimy wypuszcza się na wody jezior pływające świeczki albo pali wielkie ogniska.

W Niedzielę Wielkanocną dziewczęta powinny wstać przed wschodem słońca, pójść zaczerpnąć wody ze strumyka i przynieść ją do domu, nie mówiąc ani słowa. Taka woda ma stać się świetnym środkiem na zachowanie urody i zdrowia.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje