Gwiazdorzy świetni w roli kaskaderów

Aktorzy lubią, gdy się mówi, że są tak dzielni jak ich bohaterowie. Dlatego sami chcą grać w najtrudniejszych scenach, choć... nie muszą.

Kaskader to dubler aktorów, który wykonuje za nich niebezpieczne zadania, jak wypadki samochodowe, upadki z dużych wysokości, ewolucje konne itp. Dziś filmowcy powszechnie korzystają z pomocy takich zawodowych ryzykantów. Ale nie zawsze tak było!

Reklama

- W "Panu Wołodyjowskim" nie miałem kaskaderów - wspominał Jerzy Hoffman, swój film z roku 1969. - Masztalerze (opiekunowie koni) szli na doły, w których miały się wywracać konie: pierwszy się żegnał, ruszał na dół, bach! - i po chwili się podnosił. Następny się żegnał, ruszał i bach... Tak się kręciło upadki.

W "Potopie" Daniel Olbrychski nie chciał żadnego zastępstwa

Artysta przeżywał trudne chwile, kiedy pół Polski protestowało przeciwko obsadzeniu go w roli Kmicica. Skoro więc ją dostał, czuł potrzebę udowodnienia wszystkim naokoło, że jest najlepszy pod każdym względem. Również i w niebezpiecznych scenach, a już szczególnie z końmi, które uwielbiał.

- Dlatego kręcąc szerokie plany, oszukiwaliśmy go, że tego dnia nie będzie potrzebny - wyznał Hoffman. A jednak głównego bohatera "Potopu" nie udało się uchronić przed wypadkami! Kiedy kręcono atak Kmicica na przeciwników Janusza Radziwiłła, ktoś nie dociągnął popręgu w siodle Olbrychskiego. Skutek był taki, że artysta spadł z pędzącego araba na kamienne płyty, wprost pod kopyta 40 galopujących za nim koni. Przeżył, bo odruchowo przetoczył się pod ścianę. Gdyby nie zdążył, zapewne by go stratowały...

Innym znów razem wjechał w zbroi konno do Dniepru. Zwierzak wpadł w jakąś dziurę i przerażona ekipa straciła ich z oczu. Na szczęście wysportowanemu aktorowi starczyło siły, żeby wyciągnąć konia i siebie.

Bogusław Linda stał nad przepaścią

Podobnie jak Olbrychski, Linda był sprawny fizycznie. Uprawiał ryzykowne sporty, m.in. ekstremalne nurkowanie i skoki ze spadochronem. Nikt nie ośmieliłby się uznać go za słabeusza. Może dlatego tak otwarcie opowiedział o chwili słabości, jaką przeżył na planie filmu "Prowokator" (1995), nagrywanego w wysokich partiach Tatr.

Miał tam przejść kilka metrów wąską granią. - Robiłem takie rzeczy wielokrotnie bez problemu. Ale tamtego dnia siadła mi psyche i nagle poczułem, że nie jestem w stanie podejść do krawędzi przepaści bliżej niż na półtora metra. Byłem tak rozdygotany, że wiedziałem: jak tam pójdę, spadnę! Wszyscy skonsternowani, bo wcześniej grałem w bardziej ryzykownych ujęciach i nic. Sam byłem na siebie wściekły. (...) W końcu mówię do reżysera: "Nie dam rady". Ambicja niewątpliwie ucierpiała, lecz w tym wypadku twardziel zaufał intuicji i - kto wie - być może ocaliło mu to życie?

Mirosław Baka o mało nie zginął na planie

W scenie kończącej "Krótki film o zabijaniu" (1987) bohater grany przez Bakę miał zawisnąć na szubienicy. - Wszystko było wyliczone tak, żebym mógł stać na koniuszkach palców - zapamiętał aktor. - Facet, który kręcił korbą napinającą linę, chciał wypaść bardzo wiarygodnie i dołożył od siebie ze dwa obroty. Baka autentycznie zawisł na sznurze! Całe szczęście, że czujny kierownik planu w porę to spostrzegł, rzucił się na ratunek tracącemu już przytomność aktorowi i ocalił go, chwytając wpół i unosząc do góry.

Z kolei na planie filmu "Obywatel świata" (1991) Mirosław Baka wystąpił osobiście w scenie, w której wykreowana przez niego postać trzyma się płozy startującego helikoptera. - Trochę za długo grałem do kamery ustawionej w śmigłowcu, a kiedy się zorientowałem, że coś jest nie tak, byłem już dobrych 5-6 m nad ziemią. Puściłem się i spadłem na bruk.

Kiedy leżał, sprawdzając, czy może poruszać kończynami, podbiegł do niego kolega i zaczął ciągnąć za sobą. Po chwili... obaj leżeli na bruku. To kierownik planu powalił ich na ziemię, bo w porę dostrzegł, że mężczyzna ratujący Bakę ciągnie go prosto w tylny wirnik lądującego helikoptera...

Po latach aktor podsumował swoje wyczyny: - Dobrze, że z wiekiem człowiek mądrzeje i już tak nie kozaczy.

Dorota Filipkowska
Korzystałam z wywiadu-rzeki z Jerzym Hoffmanem pt. "Po mnie choćby Potop"oraz z wywiadów Bogusława Lindy dla "Twojego Stylu" i Mirosława Baki dla "Playboy’a".

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje