Królowa i jej gwiazdy

W jej fotografiach była magia, więc najsłynniejsze aktorki i piosenkarki ustawiały się do niej w kolejce. Zofia Nasierowska przez niemal pięćdziesiąt lat robiła zdjęcia najwspanialszym polskim artystom.

Najbardziej popularna fotografka w powojennej Warszawie. Tyszkiewicz, Osiecka, Dygant, Winnicka, Wiśniewska, Raksa, Braunek ustawiały się do niej w kolejce. Zofia Nasierowska zmarła 3 października po dwóch latach walki z ciężką chorobą. Zostały po niej przepiękne zdjęcia. Na zawsze!

Reklama

Kochały ją zwłaszcza kobiety. Bo na jej fotografiach wyglądały tak, jakby nie miały wieku, kłopotów, zmarszczek. Nasierowska potrafiła uchwycić portretowaną osobę w najkorzystniejszej pozie. Każda sesja u niej trwała co najmniej trzy godziny. Jaki był przepis Zofii Nasierowskiej na dobre zdjęcie? "Długo obserwuję twarz: grymas, skrzywienie, uśmiech. Chcę wiedzieć, czym się interesują, o czym marzą, aż wyzbędą się sztuczności i pozy, aż się polubimy"- zdradzała w rozmowie ze swą biografką Zofią Turowską.

Przepis na dobre zdjęcie

Nasierowska zaprzyjaźniała się ze swoimi modelami. Potrafiła dopieszczać ich komplementami. Twierdziła, że dzięki dobrym słowom portretowany człowiek rozkwita przed obiektywem "niczym zakochana dziewczyna, jego rysy rozluźniają się, w oczach zaś pojawiają się iskry". Zależało jej, by gwiazdy czuły się w jej atelier po domowemu. Dlatego piekła dla nich smakołyki i zapraszała po sesjach do siebie na pyszne obiady (słynęła z nieprzeciętnych zdolności kulinarnych). Kalina Jędrusik, aktorka i piosenkarka, która zawsze była na diecie, bez wyrzutów sumienia zajadała się ciasteczkami Zofii.

To właśnie domowa atmosfera, którą tworzyła wokół swojej pracy, sprawiała, że gwiazdy nie miały przed nią tajemnic. Dzieliły się z nią swoimi przeżyciami, opowiadały o prywatnych sprawach, radziły się. "Zosia to kronikarka naszej młodości, naszych uczuciowych związków, mody i nastrojów" - przyznaje w SHOW jej przyjaciółka Beata Tyszkiewicz. "Są tacy przyjaciele, po których zawsze można spodziewać się właściwej pomocy. Właściwej, czyli taktownej" - dodaje.

Kobiety prosiły Zosię o porady sercowe. A ona nigdy nie mówiła: "Zostaw go, daj spokój". Raczej radziła, by podejść mężczyznę sposobem. Nasierowska potrafiła wczuć się w sytuację porzuconej żony, zawiedzionej kochanki, matki zamartwiającej się o niewdzięczne dziecko.

Przed erą Photoshopa

"Na jej czarno-białych fotografiach wyglądałyśmy tak, jakbyśmy były Gretą Garbo albo Marleną Dietrich z przedwojennego kina. Magia!" - mówi SHOW Grażyna Szapołowska. A przecież w latach 60. i 70. nie było mowy o "czyszczeniu" i wygładzaniu zdjęć. Nie było Photoshopa, który urodę fotografowanej osoby może praktycznie wykreować na nowo. Magia, o jakiej mówi Grażyna Szapołowska, była wynikiem wyjątkowych ustawień światła, które stosowała Nasierowska. Kiedy dziennikarka Irena Dziedzic ujrzała efekt swojej sesji zdjęciowej, poprosiła Zofię, by identyczne światło ustawiła jej w studiu telewizyjnym!

Kunszt, z jakim artystka wykonywała fotografie, bywał w czasach PRL źródłem problemów. Do dziś przyjaciele Zosi wspominają, jak Kalina Jedrusik w latach 70. wysłała do urzędu paszportowego zdjęcie autorstwa Nasierowskiej i otrzymała... odpowiedź odmowną. "Proszę przysłać bardziej aktualne zdjęcia! Pani tak dziś nie może wyglądać! Przecież wiemy, ile ma pani lat" - przeczytała podobno w liście z urzędu.

Sławy ekranu i estrady ceniły Zosię nie tylko za talent i sukcesy zawodowe, lecz również za wartości, którym hołdowała. "Ja szalenie podziwiałam ją za to, że potrafiła stworzyć stabilną, solidną rodzinę. Dzieci - córka Anna Klara, syn Paweł i wnuk Franek - wszystkie są udane. A przecież to nie wzięło się z powietrza" - mówi SHOW Beata Tyszkiewicz.

Małżeństwo idealne

Janusza Majewskiego, swojego męża, Zofia Nasierowska poznała jeszcze na studiach w łódzkiej Filmówce. Na początku nic nie wskazywało na to, by kiedykolwiek mogli być razem. Bo ona już na wstępie skreśliła go z listy potencjalnych kawalerów do wzięcia. Po latach tłumaczyła, że uchodził wtedy za playboya. Jednak Majewski, dziś uznany reżyser, przy spokojnej, opiekuńczej Zosi szybko się ustatkował. Jest na ten temat nawet anegdota. Kiedy Janusz zwierzył się koledze, z którym wynajmował pokój (a był to Roman Polański!), że związał się z Nasierowską, ten przeraził się nie na żarty. Czuł, że wszystko się zmieni i że nigdy już nie będzie prowadził z kumplem kawalerskiego życia. I miał rację!

Choć najpierw para wzięła ślub cywilny, rodzina Zosi zadecydowała, że do czasu ceremonii w kościele nie wolno im mieszkać razem. Ona spała więc w rodzinnym domu, on w hotelu MDM... Tuż przed ślubem w kościele Świętej Anny, ojciec Zosi spytał: "Jeszcze się zastanów, jeszcze masz czas". Ale ona była pewna decyzji. Z Januszem byli małżeństwem 51 lat. Do śmierci fotografki w październiku tego roku byli nierozłączni!

Po 35 latach pracy w ciemni i atelier fotograficznym, Nasierowska zaczęła mieć kłopoty ze wzrokiem. Kiedy dowiedziała się, że nie może już pracować, przeżyła załamanie. Ale szybko zdała sobie sprawę, że ma jeszcze inne pasje: kocha ludzi i uwielbia eksperymentować w kuchni. "Gotowanie przypomina fotografowanie. W obu sztukach obowiązują przecież te same zasady: proporcje, dobór, kompozycja, smak" - mówiła, i zdecydowała, że wyjeżdża na wieś, pod Ełk, by założyć pensjonat.

Znajomi twierdzili, że tak towarzyska osoba szybko znudzi się Mazurami. Pomylili się! Zaczęli więc przyjeżdżać w odwiedziny. Wśród nich Marek Kondrat, Beata Tyszkiewicz, Anna Dymna, Jerzy Hoffman, Danuta Rin. Ludzie niezmiennie ją uwielbiali. Na Mazurach, razem z mężem stworzyła magiczny świat. Wspólnie realizowali pasje: pisali scenariusze, kręcili filmy, budowali hotelik, działali charytatywnie.

Tyszkiewicz twierdzi, że Majewski i Nasierowska byli małżeństwem doskonałym. "Janusz to wizjoner. A Zosia była raczej motorem tych działań. Zachwycająco niezłomna i pełna energii!" - wspomina aktorka. Właścicielka wydawnictwa Marginesy, Hanna Grudzińska, mówi SHOW: "Janusz Majewski w trakcie choroby Zosi napisał dla niej Siedlisko, powieść opartą na scenariuszu filmowym Zosi oraz Wandy Majerówny. Zrobił to, by spełnić marzenie żony. Chciała, aby ta piękna filmowa historia została zapisana w książce. Prosiła o to wiele lat. Zdążył!". "Siedlisko" ukazało się w księgarniach dokładnie w dniu śmierci artystki. Na pierwszej stronie Majewski umieścił dedykację: "Dla Zosi, gdziekolwiek teraz jest...".

W ostatniej drodze towarzyszyły artystce gwiazdy. Na jej pogrzebie w połowie października zjawili się m.in. Magdalena Zawadzka, Wojciech Pszoniak, Emilia Krakowska oraz synowa Zofii, Sonia Bohosiewicz.

Iwona Zgliczyńska

Nowy większy SHOW - elegancki magazyn o gwiazdach! Jeszcze więcej stron, więcej gwiazd i tematów! Więcej przeczytasz w najnowszym wydaniu magazynu, w sprzedaży od 24 października!

Dowiedz się więcej na temat: Zofia Nasierowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje