Liga aktorskich dżentelmenów

Uwielbialiśmy ich oglądać na szklanym ekranie: w serialach, filmach i w Teatrze Telewizji. Kochaliśmy i podziwialiśmy za role niezwykłych mężczyzn. Ale też za nienaganną prezencję i szacunek dla kobiet. Za klasę w pracy zawodowej, jak i w życiu prywatnym...

Jerzy Kamas

Reklama

Podbił nasze serca rolą Stanisława Wokulskiego w serialu "Lalka". Jego bohater to mężczyzna z krwi i kości, silny, przystojny i... intrygujący przez swoją wstrzemięźliwość w wyrażaniu uczuć.

Prywatnie też był powściągliwy. Gdy schodził z planu albo ze sceny Teatru Ateneum, znikał fanom z oczu. Rzadko spotykał się z publicznością, przez całe życie udzielił kilku wywiadów. Nie bywał na bankietach, na wakacje jeździł z rodziną nad polskie morze, do swego domku w Karwieńskich Błotach.

Kiedy umarł w 2015 r., prasie zabrakło plotek o nim do tekstów wspomnieniowych! Znaczna ich część kończyła się ubolewaniem, że wielki aktor tak mało o sobie mówił. O innych też niewiele, zwłaszcza jeśli nie mógł za dobrze.

Po emisji "Lalki" rozeszły się pogłoski, że Jerzy Kamas i Małgorzata Braunek (serialowa Izabela Łęcka) szczerze się nie lubili. Spytany wprost przez widza, jak mu się pracowało z tą aktorką, odrzekł jedynie, że... przyzwoicie, choć nie było między nimi szczególnej chemii. To się nazywa dyskrecja!

Również i za to cenili go koledzy, m.in. Beata Tyszkiewicz, grająca Łęcką we wcześniejszej wersji filmowej. Stwierdziła nawet, że gdyby to ona tańczyła z nim w roli panny Izabeli, z pewnością zakończyłoby się to... małżeństwem.

Prywatnie Kamas był żonaty dwa razy. Drugie małżeństwo okazało się szczęśliwe, urodziło mu się dwóch synów. W życiu był więc spełniony, nie umiał tylko odnaleźć się w rzeczywistości showbiznesu. Grał coraz mniej, przegrał z nowotworem jelit.

Igor Śmiałowski

Jeżeli do filmu potrzebny był arystokrata, zapraszano właśnie jego! We fraku lub w smokingu, "pod muchą", z laseczką i w cylindrze prezentował się jakby żywcem przeniesiony z przedwojennych salonów. O wyszukanych manierach nie wspominając... Nawet w ekranizacji "Chłopów" grał dziedzica, co mu wypomniał żartobliwie Bronisław Pawlik, mówiąc, że kolega dzięki aparycji ma lepsze warunki pracy, podczas gdy on ze swoim proletariackim wyglądem musi grać kowala, umorusany po łokcie.

Śmiałowski urodził się tuż przed wybuchem rewolucji październikowej, w Moskwie. Rodzina pochodziła z polskich Kresów i wróciła do Wilna, nim imperium spłynęło krwią. Ojciec artysty był lekarzem. Chłopiec dostał się po maturze do Akademii Sztuk Pięknych, lecz porzucił ją dla szkoły wojskowej. Podczas okupacji ukończył tajną szkołę aktorską.

Już w Białymstoku ożenił się ze swą wileńską narzeczoną Danutą, którą edukowały guwernantki zatrudniane przez jej zamożnych rodziców. Dasia - jak nazywał żonę - i Asia - córka, która im się urodziła, stały się treścią jego prywatnego życia. Ten fantastyczny gawędziarz i dandys miał także "przedwojenny" stosunek do małżeństwa: związek państwa Śmiałowskich trwał aż 61 lat!

Stanisław Mikulski

Jak on wyglądał w mundurze oficera Abwehry! Jego Hans Kloss był rycerski wobec dam, męski, odważny i prawy! W tych sprawach aktor go obdarzył swoimi cechami.

"Bardzo przyzwoity facet. (...) Był człowiekiem stabilnym, niemizdrzącym się do życia, do ludzi. Przy nim czułam się bezpieczna w drobiazgach i w rzeczach większych", mówiła już po jego śmierci Ewa Szykulska.

Wobec kolegów także zachowywał się uczciwie. Miał kiedyś zagrać postać, z której zrezygnował Jan Machulski, znęcony inną propozycją, ale coś mu nie wyszło i został bez pracy. Mikulski oddał mu wtedy rolę bez mrugnięcia okiem, żeby kolega nie został na lodzie.

Był dżentelmenem "z natury", wychowanym na robotniczych łódzkich Bałutach. Mówił o sobie niechętnie, nie zwierzał się z nieudanego młodzieńczego małżeństwa. Nie szukał też pomocy w chorobie drugiej żony, którą sam pielęgnował do końca jej dni. Życie mu to wynagrodziło: po kilku latach wdowieństwa zakochał się szczęśliwie i ożenił po raz trzeci. - Negatywne cechy Mikulskiego to naiwność, młodość, dobroć - mówiła o nim Beata Tyszkiewicz.

Karol Strasburger

Grał role główne i znaczące, lecz nieśmiertelność zapewnił mu epizod w ekranizacji "Nocy i dni". Wspaniała scena, w której jako Józef Toliboski klęka przed Barbarą z naręczem nenufarów, przez lata śniła się filmowej bohaterce i żeńskiej części widowni. Do dziś niejedna wzdycha za takim adoratorem! - To pan jest Toliboski i przynosi kwiaty? - spytała go raz urzędniczka na poczcie, gdy przyszedł nadać przesyłkę. - To cudownie, bo ja też o tym marzę - dodała zachwycona. Wtedy zrozumiał, że rola, którą zrazu zlekceważył, przeszła do legendy.

Wśród jego przodków byli profesorowie Uniwersytetu Warszawskiego, dyrektorzy Kolei Warszawsko-Wiedeńskiej i ministrowie II Rzeczypospolitej. Prywatnie też uchodził za "chodzący ideał". Chociaż... gdy już się zakochał, to szedł na całość. W końcu to on odbił żonę Andrzejowi Jaroszewiczowi - synowi premiera PRL. Był z nią aż do jej śmierci. Przez trzydzieści dwa lata.

Dorota Filipkowska

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje