Mama z wywiadówki wracała smutna

Jarosław Kret opowiada nam, jak mama załatwiła mu pierwszą pracę, o babci z Zachodu i o najważniejszej kobiecie swojego życia.

Co zawdzięczasz mamie?

Reklama

Jarosław Kret: - Załatwiła mi pierwszą w życiu pracę! Pracowała wtedy w kinematografii - gdy potrzebowali dzieci do reklamy, zaproponowała mnie i brata. Miałem 5 lat i wziąłem udział w reklamówce. To była chyba Bobovita. Chodziłem z koszykiem po supersamie i kazali mi wrzucać do niego puszki z odżywką. Zapłacili nam przyzwoite pieniądze, za które kupiliśmy klocki i jeszcze poszliśmy do baru mlecznego na naleśniki i pierogi leniwe.

Była surowa czy pobłażliwa?

- Jako dziecko buntowałem się, zawsze chciałem iść swoją drogą. W szkole wciąż miałem kłopoty. Z wywiadówki wracała smutna. Nie należałem do dzieci, które mają czerwony pasek na świadectwie. Ale choć byłem dość rozwydrzonym nastolatkiem, to jednak znałem granice - nie piłem, nie narkotyzowałem się, nie paliłem.

Mama była mamą na obcasach?

- Gdy przychodziła do szkoły, rozpierała mnie duma. Była przepiękną blondynką z niebieskimi oczami, zawsze elegancko ubraną i na szpilkach. Ale pamiętam tę moją biedną mamę, jak wracając z pracy, w obu rękach niosła ciężkie siatki z zakupami, a po każdej stronie dodatkowo wisiałem ja i mój brat-bliźniak. Jednak mama miała taki szarm i szyk. Chyba po swojej mamie. Babcia Maria to dopiero była kobieta! Lubiłem jeździć do niej na wakacje.

Twoja ulubiona babcia?

- Była taką babcia z Zachodu (śmiech). Pochodziła z Poznania, ale mieszkała w Chojnicach. Miała własną kamienicę, mieszkanie z antykami i obrazami. Ubierała się bardzo elegancko, szare włosy czesała jak królowa Elżbieta i gdy urządzała proszony obiad, to obowiązywały pewne zasady. Po obiedzie zasiadało się do kawy, którą piło się z malutkich filiżanek. Wtedy babcia pozwalała sobie zapalić papierosa. Ale tylko wtedy. U niej obowiązywała kindersztuba. "Jarku, zdejmij łokcie ze stołu" - słyszałem. Zresztą podobne uwagi słyszałem też od mamy. To po nich mam poznańskie zamiłowanie do porządku.

Dzięki babci stałem się człowiekiem dociekliwym...

One ukształtowały też twój gust?

- W znacznej mierze tak, choć fascynację butami mam po ojcu. Coraz częściej widzę, jak bardzo jestem podobny do ojca. Rodzice zarazili mnie też miłością do książek. W domu była wielka biblioteka, choć w części dość specyficzna. Mama straciła ojca w obozie koncentracyjnym i miała kilka półek książek o obozach. Wszystkie przeczytałem. Duży wpływ w tym względzie miała też mama mojego ojca. Babcia Wincentyna była położną. Nie znałem jej, bo odeszła, zanim się urodziłem, ale zostawiła po sobie ogromną bibliotekę podręczników lekarskich i książek o położnictwie.

Anatomii kobiety uczyłeś się więc bardzo wcześnie?

- Nie dość, że wcześnie, to w dodatku dzięki tym książkom babci dowiedziałem się, co to jest pępowina. Wtedy zastanowiło mnie, dlaczego Adam i Ewa mają pępki. Pośrednio więc dzięki babci stałem się człowiekiem dociekliwym, który lubi stawiać pytania.

A pierwsza miłość?

- Spadła na mnie już w pierwszej klasie. Były dwie śliczne dziewczyny, w jednej kochała się jedna połowa chłopaków, w drugiej - druga połowa. Ja kochałem się w obu. Pierwszy raz pocałowałem się z dziewczyną dopiero pod koniec liceum. Nawet nie wiem, czy to była bardziej miłość czy przyjaźń. W każdym razie z Kaśką przyjaźnimy się do dziś. Mieszka w Niemczech, ma fajnego męża, wychowała dzieci, hoduje psy. Spotkałem się z nią niedawno i rozmawialiśmy tak, jakbyśmy rozmawiali ze sobą dwadzieścia lat temu. Cenię ją za inteligencję i trzeźwość spojrzenia na rzeczywistość.

A zawodowo: kobiety, które cię czegoś nauczyły?

- Na pewno ważną kobietą, choć nie była moją przełożoną, jest Nina Terentiew. Przyglądałem się kiedyś, jak Nina negocjuje, jak rozmawia, zarządza - niezła lekcja. Pokazała mi, jak odnaleźć się w telewizji i w show-biznesie. Pokazywała, że o niektóre rzeczy trzeba samemu powalczyć. Duży wpływ miała na mnie również Agata Młynarska, z którą byliśmy parą.

Zadedykowałeś jej nawet książkę...

- Bo kiedy zauważyła mój potencjał, cały czas inspirowała mnie do tego, żeby działać. To dawne dzieje, parą już dawno nie jesteśmy, ale pamiętam tę jej pomoc.

...a z Beatą chciałbym spędzić resztę życia


A ta najważniejsza kobieta w życiu?

- Beata oczywiście. Jesteśmy jak dwa magnesy, które się przyciągają na zasadzie różnic, ale potrafią też istnieć osobno. Najpierw zakochałem się w jej głosie, gdy jeszcze pracowała w TVN. Ale w głosie Beaty kocha się prawie cała Polska! Spotkaliśmy się przypadkiem, na Wielkim Teście Wiedzy o Telewizji. Właśnie przeszła do TVP. Nie mogłem od niej oderwać oczu, pomyślałem: "Jakie urocze maleństwo" (śmiech). A potem któregoś dnia zobaczyłem ją w pracy. Prowadziła "Wiadomości", a ja miałem po niej wejście z pogodą. Skończyła "Wiadomości" i wtedy podszedłem do niej: "Jaki ty masz głos! Po prostu zapiera dech" - powiedziałem. Ale musiałem "zrobić" pogodę. Kiedy skończyłem, jej już nie było. Spotkałem ją następnego dnia, coraz częściej rozmawialiśmy ze sobą w pracy. A dziś tworzymy rodzinę patchworkową - bo ja mam syna Frania, a Beata - Jaśka, i wiemy, że chcemy razem spędzić życie.

Wysłuchała Beata Biały

Jarosław Kret - Z wykształcenia jest egiptologiem. Zaczął pracować jako dziennikarz prasowy i telewizyjny, ale popularność zdobył jako prezenter pogody. Zawsze realizował też swoją pasję podróżniczą, przygotowując programy telewizyjne i pisząc książki. Prywatnie związany jest z Beatą Tadlą. Para wystąpi w "Tańcu z gwiazdami", ale każdy z innym partnerem.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje