Najwięksi kobieciarze PRL

Niejeden premier, minister, prezes miał piękną żonę i... mnóstwo romansów. Wielu polityków miało bowiem duszę playboya…

Premier Józef Cyrankiewicz miał piękną żonę - aktorkę Ninę Andrycz - a mimo to wiele romansów. W konkurencji na największego erotomana wśród polityków PRL mógł z nim jednak konkurować Włodzimierz Sokorski.

Reklama

Jeszcze podczas wojny potrafił zaskoczyć samego Stalina, gdy do dyktatora dotarły pogłoski, że Polak... sypia z adiutantem. Okazało się, że Sokorski na tym stanowisku zatrudnił jedną z najładniejszych dziewcząt w 1. Dywizji Piechoty im. T. Kościuszki. Ożenił się z tą adiutantką, a dziecko poczęli w przeddzień bitwy pod Lenino. Sokorski zapomniał się jednak wcześniej rozwieść, zatem związek miał charakter bigamii. Małżeństwo nie przetrwało próby czasu, co nie zniechęciło Sokorskiego do płci pięknej.

Już jako przewodniczący Radiokomitetu miał zwyczaj witania nowo poznanych aktorek i dziennikarek pytaniem, czy przypadkiem nie mieli już romansu. Sokorski był cztery razy żonaty, a jego ostatnie małżeństwo wywołało niemały skandal. Otóż w wieku 57 lat poślubił przyjaciółkę swojej córki, Wiesławę Fedorońko. Wiesława i Włodzimierz stworzyli jednak całkiem udany związek dzięki "wzajemnej tolerancji i zrozumieniu różnych dróg".

W 1966 r. urodził się im syn Filip, a młodsza o blisko 40 lat partnerka zaspokajała próżność Sokorskiego. Bardzo lubił chwalić się jej roznegliżowanymi zdjęciami, co do szału doprowadzało Władysława Gomułkę.

Następca Sokorskiego, Maciej Szczepański też miał opinię playboya. Upodobania prezesa nie były tajemnicą, uważano, że nawet kelnerki na Woronicza zatrudniane są pod kątem urody, a nie kompetencji. Gdy w telewizji pojawiły się hostessy (tzw. służba informacyjna), uznano, że w ten sposób powstał prywatny harem prezesa i jego zastępców. Zapewne było w tym dużo racji, gdyż niejedna z późniejszych gwiazdek zawdzięczała karierę szefowi.

O telewizyjnych karierach "przez łóżko" plotkowano zresztą w całym kraju. Istotnie, coś musiało być na rzeczy, skoro poirytowana Irena Dziedzic pomstowała na młodsze koleżanki, które "myślą, że raz dadzą i już gwiazdy". Inna sprawa, że Szczepański faktycznie robił wrażenie na kobietach swoją inteligencją. Potrafił też być czarujący. Kiedy chciał zaimponować dziewczynie, to na randkę przylatywał śmigłowcem (oczywiście służbowym). Ponadto dysponował dużymi pieniędzmi i miał realną władzę, a to podobno dobry afrodyzjak.

Mieczysław Rakowski przez czternaście lat żył w trójkącie. Z żoną - skrzypaczką Wandą Wiłkomirską i aktorką - Elżbietą Kępińską. Nie potrafił się zdecydować i wybrać jednej partnerki, być może cała sytuacja mu zresztą odpowiadała. Tym bardziej, że z Wiłkomirską miał dwóch synów. Tak więc cała Warszawa od lat wiedziała o romansie Rakowskiego z Kępińską, natomiast Wanda pozostawała nieświadoma osoby rywalki. Przyjaźniła się nawet z Elżbietą, która była częstym gościem w jej domu.

Gdy jednak sprawa w końcu wyszła na światło dzienne, Wiłkomirska musiała zareagować. Doszło do rozwodu. Jednak nie zakończyło to problemów uczuciowych Rakowskiego. Po wprowadzeniu stanu wojennego Kępińską bojkotowało środowisko aktorskie, o co winiła partnera (był wówczas wicepremierem). W efekcie ich związek przerodził się w ciąg kłótni, rozstań i powrotów, a Rakowski na przemian wprowadzał się i wyprowadzał z mieszkania.

"Elka urządzała Mietkowi nie kończące się awantury - wspominała druga żona Jerzego Urbana, Karyna Andrzejewska. - Całe noce potrafiła się z nim kłócić. Zbierały się konwentykle w tej sprawie, absorbowało to sfery rządowe. Słyszałam od Urbana, że nawet generała Jaruzelskiego w to wciągano. Urban wracał do domu i mówił, że Mietek znowu miał jakieś piekło, że zgodnie z wolą Jaruzelskiego spakował się i wyprowadził się z domu, że postawił jakieś ultimatum, że Jaruzelski dzwonił do Eli. Nie mieści się to w głowie, ale jest prawdą".

Ostatecznie Mieczysław Rakowski i Elżbieta Kępińska pozostali ze sobą do końca życia polityka, a legalizacja związku przyniosła im upragniony spokój. Wieloletni redaktor naczelny "Polityki" nigdy zresztą tej decyzji nie żałował.

Żadnych romansów nie miał natomiast Edward Gierek. Dlaczego? Plotkowano, że... żony bał się bardziej niż Leonida Breżniewa.

Sławomir Koper

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje