Niezwykły krem córki Baldwina

​Hailey Baldwin używa kremu do twarzy wyprodukowanego z jej własnej krwi.

20-letnia modelka odwiedziła dermatologa, który pobrał krew z jej ręki, przefiltrował przez specjalną maszynę, a następnie dodał ją do kremu. Gwiazda przyznała, że taki pomysł wydaje jej się "trochę dziwny". Powiedziała: "Używam kremu od dermatologa, który pobrał krew z mojej ręki. W maszynie oddzielono komórki krwi i stworzono krem specjalnie dla mnie. Wydaje mi się to trochę dziwne."

Piękna blondynka stara się dbać o swoją skórę i przyznała, że "panikuje", gdy na jej twarzy pojawi się jakaś krosta. Mimo to wyznała również, że nie zdarza się to zbyt często. Zapytana o to, co by zrobiła, gdyby obudziła się z pryszczem dzień przed pokazem, odpowiedziała: "Mam obsesję na punkcie swojej skóry. Najpierw spanikowałabym i zapytałabym samą siebie: 'Czy to się naprawdę stało?'"

"Dbam o moją skórę, więc nie zdarza się to zbyt często. Mam specjalne leki od dermatologa, których używam, ale w ich przypadku trzeba być cierpliwym."

Gdy Hailey nie pracuje, to nie maluje się, ponieważ uważa, że jest najpiękniejsza wtedy, gdy nie ma na sobie makijażu. Powiedziała: "Wolę swoją naturalna wersję. Wydaje mi się, że jestem ładniejsza, gdy mam delikatniejszy makijaż. Czuję się najpiękniejsza, gdy jestem latem na wakacjach, gdy nie muszę się codziennie malować, gdy czuję słoną wodę na swojej skórze i gdy nie muszę się wysilać."

Mimo to Hailey pamięta swoje urodowe wpadki z przeszłości. W rozmowie z magazynem "Look" przyznała: "Niebieski cień do powiek i wydepilowane brwi. O czym ja wtedy myślałam? Wyrywałam je jak szalona, gdy byłam młodsza, ale dzięki Bogu odrosły."

Bang Showbiz

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje