Otylia Jędrzejczak: Córka w wodzie czuje się jak mama

Choć dziś jest mistrzynią olimpijską, na basen rodzice zabrali ją dopiero w wieku 6 lat. Z kolei swoją córkę Otylia Jędrzejczak wzięła na pływalnię, gdy ta skończyła rok. W wywiadzie dla PAP Life przyznaje, że jej córka w wodzie czuje się jak ona sama.

PAP Life: Pierwszy raz na basen rodzice zaprowadzili panią, kiedy miała 6 lat i to ze względu na wadę kręgosłupa. A kiedy pani zabrała swoją córkę na basen?

Reklama

Otylia Jędrzejczak: Kiedy skończyła rok. Wynikało to m.in. z tego, że wychodziły jej ząbki. Uważam, że z dzieckiem powinno się pójść dopiero wtedy, kiedy jest już ono po pierwszych szczepieniach i kiedy osiągnie pewną wagę. Jak przyszedł ten moment, to była zima, więc też nie chciałam ryzykować. Chciałam i ja czuć się komfortowo, bo kiedy rodzic czuje się komfortowo, to i dziecko tak się czuje. Minął roczek i powiedziałam: dobra, próbujemy.

Nie czuła pani presji, żeby pójść z dzieckiem na basen?

- Właśnie nie, bo gdybym ją czuła, to pewnie poszłabym w trzecim miesiącu, a tak poczekałam spokojnie do roku, kiedy czułam się najbezpieczniej, kiedy wiedziałam, że jestem przygotowana, miałam sprawdzony obiekt, wiedziałam, że spokojnie mogę wejść do szatni, przebrać dziecko i nie będę musiała przejmować się na pozór prostymi rzeczami, a jednak dla mamy wielkimi. Więc kiedy poczułam ten komfort, kiedy zapoznałam się ze specjalnymi pieluszkami, które też o ten komfort dbają, bez problemu poszłam na basen i się tego nie obawiałam.

Czy do tej pierwszej wizyty z dzieckiem na basenie jakoś specjalnie się pani przygotowywała?

- Tak, bo już od drugiej kąpieli, bo przy pierwszej pomagała mi położna, wprowadzałam adaptację z wodą, czyli bawiłam się z córką chlapiąc ją wodą po kropelce, potem bawiłyśmy się w wanience, również pod prysznicem. Dziś już w wannie robię jej tzw. tajfun, aż cała jest zalana wodą, co jej się bardzo podoba. Czyli całą adaptację, którą możemy zrobić w domu, przeszłyśmy. Wówczas wiedziałam, że jak pójdę z nią na basen, to nie będzie bała się tego, że chlapnę jej w twarz. Też już w domu zakładałam czepek, żeby mogła zobaczyć, że inaczej w nim wyglądam, podobnie jak w okularach. Warto to zrobić i przyzwyczajać dziecko do takich "widoków". Także jestem zwolenniczką adaptacji w domu, a dopiero potem pójścia na zajęcia na basen, bo jeżeli dziecko czuje się bezpieczniej to i rodzic jest spokojniejszy.

Dlaczego pani zdaniem to takie ważne? Co, jeśli zaniedbamy ten element?

- Kiedy nie mamy zielonego pojęcia, nie robiliśmy nic z dzieckiem w domu i nagle chcemy wyjść z nim na wielki obiekt, bo dla dziecka basen właśnie takim obiektem jest, grozi to dyskomfortem obu stron. Dziecko musi poznać sufit, musi zobaczyć odległość czy padające z zewnątrz światło na basen, który wówczas nabiera jeszcze większego rozmiaru - inaczej będzie przerażone. Teraz jako mama już wiem, że kiedy mała zaczyna płakać i się denerwować, to ja sama wewnętrznie też zaczynam się denerwować, więc ona jeszcze bardziej się denerwuje. Dlatego warto nauczyć się opanować swój stres, wtedy dziecko będzie czuło komfort.

Czyli pani córka w wodzie czuje się nie jak ryba, a wręcz jak mama?

- Tak (śmiech). Rzeczywiście woda sprawia jej przyjemność. Mam znajomych, którzy przyznają, że mieli problem z pójściem z dzieckiem na basen, mieli problem z kąpaniem dziecka. Ja nigdy nie miałam z tym kłopotu. Od najmłodszych miesięcy, wręcz już od pierwszej kąpieli, mała w wodzie się uśmiechała, co dobrze wróżyło na przyszłość. Nie zapominajmy też, że to dziecko w wodzie jest przez 9 miesięcy i musimy dać mu możliwość właśnie tego ruchu w wodzie, a to możemy zrobić w wanience polewając dziecko wodą z prawej, z lewej strony, na brzuszek, na bark. Ono wtedy czuje się jakby cały czas było u mamy.

Z pływaczką Otylią Jędrzejczak rozmawiała Paulina Persa (PAP Life).

autorka: Paulina Persa


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje