Sekrety "Czterech pancernych"

Serial o przygodach załogi czołgu Rudy 102 jest uwielbiany do dzisiaj. Większość z nas mało wie o jego kulisach. A są one bardzo ciekawe!

Rolę Gustlika powierzono Franciszkowi Pieczce, nie wiedząc, że jest Ślązakiem jak jego bohater, i że swobodnie mówi gwarą. Zdecydowała postura aktora, który budził respekt wyglądem fizycznym. W rzeczywistości Pieczka nie był tak silny jak Gustlik. Wprawdzie zgiął dłońmi wielki gwóźdź w pierwszym odcinku, jednak był to specjalny gwóźdź ołowiany. I samochodu też nie podniósł w innej części filmu. Dokonał tego z pomocą lewarka nieznany dziś z nazwiska szeregowy LWP ukryty za autem.

Reklama

Pogodny Pieczka czarował za to statystki i rozśmieszał kolegów, np. podczas wsiadania do czołgu. - Pamiętam, że wciąż dochodziło do kolizji z Gustlikiem. On jest długi, zanim się władował do czołgu, to już mu siedziałem na głowie. "Tomuś, pieronie zatracony - klął mnie. - Kaj mi leziesz z tymi kulasami na głowa!" - wspominał Wiesław Gołas, odtwórca roli Tomka Czereśniaka.

Janusz Gajos o mało nie przypłacił kalectwem roli Janka Kosa. Pewnego ranka po pierwszych zdjęciach położył się na trawie i zasnął. A obudził się pod kołami ciężarówki, której kierowca, manewrując, nie dostrzegł śpiącego! Gajosa zawieziono do szpitala, z pękniętą miednicą, ale nie pozwolono mu tam leżeć bezproduktywnie. Scenariusz filmu przerobiono: Rudy został trafiony, reszta załogi też znalazła się w lecznicy, a Gajos grał w gipsie.

Raz, kiedy zarządzono przerwę w zdjęciach i ekipa poszła na obiad, mało nie poturbowała go sprzątaczka. Kobieta nie chciała uwierzyć, że naprawdę jest ranny, i próbowała ściągnąć go z łóżka w bandażach! Potem na chwilę szczęście się do niego uśmiechnęło: w szpitalu poznał pierwszą żonę, która tam była laborantką. Oświadczył się niemal od razu i po już trzech miesiącach wzięli ślub. Niestety, ich małżeństwo trwało krócej niż kręcenie serialu. Trzy lata później wiarołomna odeszła do... Andrzeja Herdera, kolegi swego męża z planu "Czterech pancernych".

Serialowy Grigorij nie miał prawa jazdy! Dlatego też realizatorzy robili z Włodzimierzem Pressem jedynie krótkie ujęcia, głównie w studio. A w słynnej scenie, w której Grigorij wbija gwóźdź w drzewo, maszynę poprowadził prawdziwy czołgista. Z pancernych tylko Press nie stał się gwiazdorem. To niesprawiedliwe, bo aktorem był i jest znakomitym. Być może na planie został za dobrze ucharakteryzowany i ludzie nie poznawali go na co dzień?

Odwrotnie niż Roman Wilhelmi, który - jak wyznał - przyjął rolę Olgierda Jarosza, bo rozpierała go energia po latach drugoplanowych ról w teatrach. "Po tym serialu stałem się popularny, tyle że niezupełnie o to mi chodziło. Dyzmę musiałem grać, w Pancernych wystarczyło być" - podsumował po wielu latach. Wyznał też z rozbrajającym wdziękiem, że zarobione w "Czterech pancernych" pieniądze przehulał, a po serialu pozostała mu jedynie marynarka i niezbyt do niej pasujący krawat...

Pola Raksa z początku nie była zachwycona rolą sanitariuszki Marusi. Nie podobało jej się, że ma grać Rosjankę, która odbija Polce chłopaka. Zdecydowała się po dłuższym namyśle. Była już wtedy mężatką, a małżonek - także filmowiec - był o nią tak zazdrosny, że bardzo często przyjeżdżał na plan, a po zdjęciach zabierał aktorkę do domu. Mimo krążących po całym kraju plotek Poli Raksy prywatnie zupełnie nic nie łączyło z Januszem Gajosem. Aczkolwiek prawdą też jest, że podczas komisyjnego pokazu serialu jeden z obecnych na nim decydentów uznał pieszczoty Janka i Marusi w przyszpitalnym parku za... zbyt rozerotyzowane. Ustąpił, kiedy mu wytłumaczono, że to pocałunki polsko-radzieckie!

Rywalka Ogonioka, Lidka, która w "Czterech pancernych" jest dziewczyną z temperamentem i inicjatywą, dołączyła do obsady, będąc grzeczną szesnastolatką, pilną uczennicą liceum ogólnokształcącego. Tam wypatrzyli ją producenci, którzy wędrowali od szkoły do szkoły, szukając kandydatki do roli Lidki Wiśniewskiej. Szczęściem rodzice panny Małgosi zgodzili się na te występy. Jej starsza siostra, Ewa Wiśniewska była już wtedy aktorką, więc młodsza, żeby się odróżnić, przyjęła panieńskie nazwisko mamy.

Barbara Krafftówna bała się wybuchu trotylu. Na planie używano tylko prawdziwej amunicji. Niewiarygodne? A jednak! Tak po prostu było taniej... Pani Barbara wspomina, że gdy pewnego razu zobaczyła dwa kilo trotylu, które pirotechnik podłożył pod wieżę przeznaczoną do wysadzenia, uciekała stamtąd w popłochu, w takim tempie, że kamerzyści jej nie dogonili. Zamiast zrobić zbliżenia, zarejestrowali sylwetkę. Artystka zrazu odmówiła zagrania Honoratki, bo nie spodobała się jej perspektywa tułaczki po poligonach, wśród komarów i pokrzyw. Przełamała się, widząc rozpacz syna, który był wielkim fanem serialu.

W końcu zagrali w nim oboje z mężem, także aktorem, Michałem Gazdą (pojawił się w odcinku "Tiergarten"). Niestety, w czasie przerwy w zdjęciach Gazda zginął tragicznie w Warszawie. Po jego śmierci pani Barbara na pewien czas zeszła z planu, nie była w stanie grać radosnej dziewczyny... Kiedy wróciła, wielkim wsparciem był dla niej jej filmowy partner, Franciszek Pieczka, z którym do dziś bardzo się lubią.

Obok Krafftówny świeżą krew do serialu wniósł Wiesław Gołas w roli Tomka Czereśniaka. Lubiliśmy, jak pilnował, żeby żadne jedzenie nigdy się nie zmarnowało, oraz jak smażył jajecznicę i grał na swojej ukochanej harmonii. Tak naprawdę jednak na planie sadzano naprzeciwko niego akordeonistę. Aktor tylko naśladował muzyka - manipulował klawiszami, rozciągał instrument - ale tak dobrze, że w filmie wypadł jak wirtuoz.

Gołas był ulubieńcem wszystkich trzech psów grających Szarika. Najczęściej na planie występował łagodny i uzdolniony aktor aktorsko milicyjny owczarek Trymer. Aktorzy do dziś wspominają, jak to reżyser nieraz przerywał jakąś scenę i domagał się jej powtórzenia, krzycząc, że... tylko pies dobrze zagrał. - Gdy jego trener musiał wyjechać, to Szarik spał u mnie w hotelu, a dietę na wyżywienie miał większą niż ja - śmiał się Wiesław Gołas. Za Jankiem Szarik nie przepadał! Nijak nie można go było zmusić, żeby w dowód sympatii polizał filmowego pana. Kiedy scenariusz tego wymagał, pomagało posmarowanie Janusza Gajosa... koglem-moglem.

Na planie, mimo wszystkich kłopotów związanych z produkcją serialu, panowała świetna atmosfera. Aktorzy się lubili, byli też życzliwi dla statystów i osób z obsługi technicznej. Ludzie ci do dziś wspominają tę pracę z łezkę w oku i traktują jako przygodę życia.

Dorota Filipkowska

Korzystałam z książek: Marek Łazarz: "Czterej pancerni i pies, przewodnik po serialu i okolicach", Remigiusz Grzela: "Krafftówna w krainie czarów", "Gołas" - wywiad-rzeka z aktorem, przeprowadzony przez córkę, Agnieszkę Gołas, oraz z biografii Romana Wilhelmiego pióra Marcina Rychcika.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje