Siostra Anastazja: Z kim łączy nas stół, a z kim telewizor

Przez wieki najważniejszym meblem w domu był stół, dziś w wielu domach jest nim telewizor. Warto zadać sobie pytanie, z kim łączy nas ekran, a z kim stół... - mówi Siostra Anastazja Pustelnik FDC, znakomita kucharka i autorka bestsellerowych książek kucharskich.

Pamięta Siostra z dzieciństwa smaki potraw wigilijnych?

Reklama

Siostra Anastazja: - Tak, oczywiście. Potrawy na Wigilię u nas w domu przygotowywała mama. Były to pierogi, gołąbki z ziemniaków, kapusta, barszcz biały, kompot. To są smaki, które wciąż pamiętam. Ryb się u nas nie jadło.

Było dwanaście potraw? W wielu regionach przywiązuje się dużą wagę do tego zwyczaju.

- W każdym regionie Polski były trochę inne zwyczaje. W niektórych potraw musiało być dwanaście, w innych była to liczba nieparzysta. W moim rodzinnym domu w Bieszczadach potraw było tylko kilka. Zapewne dlatego, że nie jadało się jednej wieczerzy wigilijnej. Po posiłku w domu odwiedzało się rodzinę i tam również się wieczerzało.

Dziś na stole w Wigilię króluje karp. Jak pojawił się w naszej tradycji?

- Karp nie jest bardzo szlachetną rybą. Co prawda był spożywany w Polsce już w średniowieczu - trafił na stoły dzięki cystersom jako postna, mało szlachetna ryba - ale na wigilijnych stołach pojawił się niedawno, w XX w. Karp wciąż jest popularny, ale pojawiają się też inne ryby, które wcześniej były o wiele częstszym gościem w polskich jadłospisach: szczupaki, liny, węgorze, śledzie.

Czy tradycje polskich bożonarodzeniowych potraw zmieniły się przez lata? Zauważa Siostra różnice?

- Jeśli mówimy o potrawach świątecznych, czyli tych, które podawane są w polskich domach w pierwszy i drugi dzień świąt, to na pewno są bardziej zróżnicowane i chyba lżejsze od tych sprzed lat. Większa różnorodność, zdecydowanie.

A co ze słodkościami? Jakie się jadło kiedyś, a co dziś?

- Dla mnie bezkonkurencyjny był i jest sernik. To według mnie najlepsze ciasto, ponadczasowe.

Na wschodzie Polski popularna jest kutia, czyli pszenica z miodem, makiem, bakaliami. Ale są też inne słodkie dania wigilijne.

- Na przykład na Śląsku robi się moczkę. Prawdziwi Ślązacy robią ją na pierniku. To danie powstaje z dużej ilości bakalii i czekolady, i ma konsystencję gęstej masy. Bardzo smaczne. Są jeszcze na Śląsku różnego rodzaju makówki. W wielu regionach robi się też kluski z makiem, na wschodzie oprócz kutii także kisiel żurawinowy.

Oprócz tradycji kulinarnych mamy w Polsce też inne: siano pod obrusem, nakrycie dla nieznajomego. Zna Siostra jeszcze jakieś?

- Na przykład karmienie zwierząt domowych specjalnymi kolorowymi opłatkami. To było przypomnienie, że Jezus narodził się w stajni, wśród zwierząt, a więc i one powinny mieć udział w tej radości.

Myśli Siostra, że Polacy chętnie kultywują stare zwyczaje? Dziś często ludzie zastępują niektóre tradycyjne potrawy nowymi. "Menu" wigilijne ewoluuje.

- Polacy zmieniają menu świąteczne głównie dlatego, że nieustannie się przemieszczają. Wyjeżdżają do pracy z rodzinnych miejscowości w inne regiony Polski czy za granicę. Wszędzie tam spotykają się z różnymi odmianami kuchni. Dawniej skład potraw wigilijnych był ograniczony sytuacją ekonomiczną, życiową rodzin. Po prostu takie produkty były dostępne, takie były zwyczaje. Nikt nawet nie myślał, że może być inaczej. Dziś jesteśmy o wiele bardziej otwarci na zmianę. I chyba dobrze. Ważne, żeby nie zatracić przy tym najważniejszego, czyli pamiętać ze względu na kogo obchodzimy te święta, co świętujemy.

Czy jest coś, czego absolutnie nie powinno się jeść w Wigilię?

- Na pewno nie powinniśmy jeść potraw mięsnych. W naszej tradycji wieczerza wigilijna składa się z jarskich potraw i według mnie tak powinno pozostać. Przy całej otwartości, o której mówiłam, warto zachowywać pewne stare zwyczaje. Jest w nich wiele życiowej mądrości. Wieczerza wigilijna to jeszcze nie jest świętowanie, to wciąż czas postny. Moment narodzin Jezusa wyznacza Pasterka.

Dziś gotowanie jest w modzie. Ale na święta, kiedy jest sporo pracy, niektórzy wolą zamówić gotowe dania.

- Polacy, jeśli tylko mają czas, lubią gotować i dobrze to robią. Na spotkaniach z moimi czytelnikami zawsze powtarzam, że w domu posiłki powinno się przygotowywać wspólnie. Oczywiście w miarę możliwości, np. w dni wolne od pracy. Nie traktujmy osoby, która przyrządza obiad (kobiety czy mężczyzny, bo mężczyźni dziś też świetnie sprawdzają się w kuchni) jak kucharki i kelnera w jednej osobie. Przecież rodzinne przygotowywanie posiłków, zwłaszcza na święta to dla dzieci radość. Obserwuję to u moich znajomych.

- Oczywiście najmłodszym można powierzyć tylko najprostsze prace, ale nawet wtedy będą czuły się ważne i potrzebne. Taka wspólna praca bardzo łączy. Przez wieki najważniejszym meblem w domu był stół, dziś w wielu domach jest nim telewizor. Warto zadać sobie pytanie, z kim łączy nas ekran, a z kim stół...

Jak Siostra spędza Święta Bożego Narodzenia?

- Święta spędzam wraz z siostrami z mojego domu zakonnego w Krakowie. Spożywamy wieczerzę wigilijną, w nocy jest Pasterka, śpiewanie kolęd i radosne świętowanie narodzin Jezusa.

Ulubiona wigilijna potrawa Siostry to...

- To są potrawy, które pamiętam z dzieciństwa. Myślę, że dla każdego z nas smaki tradycyjne, domowe - zwłaszcza w okresie świąt - są najlepsze.

A jest jakaś potrawa, której Siostra nie lubi?

- Staram się jeść wszystko, co ktoś przygotuje. Nawet przypraw nie dodaję. Wiem bowiem, że każdy, kto gotuje, stara się to zrobić jak najlepiej, stara się dogodzić wszystkim. Choć to, jak wiemy, jest niemożliwe. Dlatego jem, nie poprawiam i nie krytykuję.

Będzie Siostra przyrządzać potrawy na najbliższą Wigilię?

- Nie. W naszym domu zakonnym ja nie gotuję, robią to inne siostry. I gotują bardzo dobrze.

Czego Siostrze życzyć na nadchodzące święta?

- Niezmąconej radości z narodzenia Pana. Przydałoby się też trochę zdrowia. A ja czytelnikom Interii życzę błogosławionych, ciepłych i rodzinnych świąt.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje