Bikini kończy 70 lat

Obok "małej czarnej" Coco Chanel nic tak nie wpłynęło na rewolucję w modzie jak pojawienie się na plażach stroju bikini. I choć 5 lipca obchodzone jest święto bikini, w tym roku przypada jego 70. rocznica, nie każda z kobiet ma odwagę eksponować swoje wdzięki.

Dwuczęściowy kostium kąpielowy powstał w odpowiedzi na nieatrakcyjną damską modę plażową, która przetrwała do początku wieku XX. Kobiece kostiumy kąpielowe z tamtego okresu to ciężkie suknie i pantalony sięgające do kolan, często z doszytymi obciążnikami, które bardzo krępowały ruchy.

Reklama

Samo pojęcie "bikini" wprowadzili prawdopodobnie Amerykanie, którzy na atolu Bikini na południowej części Pacyfiku, prowadzili pierwsze próby z bronią jądrową (Operacja Crossroad). W purytańskiej i pruderyjnej powojennej rzeczywistości bikini musiało znaleźć się na cenzurowanym. Pojawieniu się bikini na plażach towarzyszyła aura skandalu.

Jednak hasła reklamujące kostium nawiązywały do motywów przebudzenia kobiecości oraz wzrostu świadomości w celebrowaniu i odkrywaniu uroków kobiecego ciała. Za ojca współczesnego bikini uważa się projektanta Louisa Rearda, który 5 lipca 1946 roku w Paryżu zaprezentował swój wynalazek światu.

Bikini, które często sprowadza się do czterech trójkątnych kawałków materiału i sznurka, było dla konserwatywnej części społeczeństwa szokiem. Podczas pierwszej prezentacji Reard nie mógł znaleźć odpowiednio śmiałej modelki, więc wynajął Micheline Bernardini, tancerkę z klubu nocnego.


Minimalistyczny strój plażowy nie prędko jednak został zaakceptowany. Dopiero po kilkunastu latach od swojej premiery bikini zyskało pełną aprobatę i przychylność społeczną w Stanach Zjednoczonych. Z pewnością przyczynił się do tego sukces filmu "I Bóg stworzył kobietę" z 1957 roku.


W latach 60. do popularyzacji mody na bikini niewątpliwie przyczyniło się kino. Właśnie w produkcjach z tamtego okresu Ursula Anderss wyłaniała się z morskiej piany odziana w legendarny dwuczęściowy kostium ("Doctor No", pierwsza część przygód Jamesa Bonda).

Nawet laureatka Oscara, Sophia Loren, pokusiła się o występy przed kamerą w takim stroju, co mocno wywindowało jej karierę artystyczną. Kilka lat później Hugh Hefner unieśmiertelnił bikini i wprowadził je do popkultury, zamieszczając zdjęcie ubranej w kusy kostium dziewczyny na okładce "Playboya". Wraz z popularyzacją stroju powszechna stała się depilacja tzw. linii bikini, czyli okolic pachwin.


"Wyzwolone" lata 70. przyniosły jednak ze sobą kontrrewolucję w strojach kąpielowych. Wiązało się to z opatentowaniem materiału zwanego "lycra". Szybko uznano, że elastyczne włókno idealnie sprawdzi się przy masowej produkcji kostiumów plażowych. Powstał jednoczęściowy strój kąpielowy, jaki dobrze znamy. Dziś za sprawą gwiazd ten strój ponownie wraca do łask i nie tylko zakrywa więcej ciała, ale również nieco przyćmiewa bikini.


Niezależnie od tego jak wiele chcemy pokazać na plaży, każda z kobiet marzy, żeby zrobić to bez skrępowania i kompleksów, zatem już na kilka miesięcy przed wakacjami w fitness klubach trwa "sezon bikini", czyli żmudne przygotowania do zaprezentowania swojej sylwetki w kostiumie kąpielowym. Bo jak pokazują badania, choć bikini kojarzy nam się z beztroskim latem, wypoczynkiem i relaksem, dla kobiet jego założenie jest niemałym stresem.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje