Marzenia i sny o Diorze

Sukienka o nazwie "diablica", choć bardzo elegancka, wydaje się dosyć skromna. Jej czerwień, określona, jako "szatańska", nie ma w sobie niczego piekielnego, ale być może 70 lat temu była bardziej krzykliwa. Pokazana została, bowiem w 1947 roku, na pierwszym pokazie nowego domu mody "Christian Dior".

Oglądać ją obecnie można na wystawie "Christian Dior, krawiec marzeń i snów", otwartej w paryskim Musee des Arts decoratifs (Muzeum Sztuki Stosowanej) w siedemdziesięciolecie kultowej marki. Spojrzenie na tę sukienkę wymaga dystansu, trudnego z tak wielkiej odległości.

Reklama

Dwa lata po II wojnie światowej paryżanki chodzą w szaro-burych strojach, skutecznie ukrywających ich kobiecość. Płaszcze przypominają męskie marynarki - również długością, to pozostałość po wojennej reglamentacji towarów, wśród nich tkanin.

I wtedy pojawia się Christian Dior. Nie pojawia się znikąd. Wcześniej był współwłaścicielem galerii, wystawiającej uznanych malarzy nowoczesności, jak Picasso i Matisse. Pokazującej również młodych artystów, którzy staną się sławni, wśród nich Alberta Giacomettiego czy Rene Magritte'a.

Zmuszony zamknąć galerię z powodu kryzysu, zrujnowany Christian żyje ze sprzedaży (za bezcen) obrazów, które mu pozostały. Zaczyna rysować i udaje mu się sprzedać domom mody rysunki sukien. Następnie projektuje dla znanych marek i wreszcie, za namową i z kapitałami Marcela Boussaca, właściciela największych francuskich tkalni, zakłada firmę pod własnym nazwiskiem.

"To przecież rewolucja drogi Christianie" - zachwyciła się pierwszym pokazem nowej marki Carmel Snow, naczelna amerykańskiego Harpers' Bazaar, najważniejszego wtedy pisma o modzie. "Pańskie suknie są cudowne, jest w nich takie świeże spojrzenie, mają taki new look!" - zachwycała się dziennikarka.

Inne recenzentki były szczęśliwe, bo Dior "przywrócił kobietom biust" Wcięta talia i nieprzesadna długość jego strojów, poprzez sublimację kobiecych kształtów, zrywały zarówno z wojenną ponurością roboczych drelichów, jak i ze stylem chłopczycy wcześniejszych "szalonych lat 30,".
Po stracie galerii nie stracił kontaktu z artystami i przyjaźń z malarzami widoczna jest nie tylko w sukniach serii "hołd dla Picassa". Kochał kwiaty - jednym z wielkich sukcesów były suknie "corolle", co znaczy korona kwiatowa. Kochał klasycyzm francuskiego ogrodu i przeniósł tę miłość na swe dzieła.

Prawdziwy luksus - pisał - wymaga prawdziwej materii i prawdziwie rzemieślniczej pracy. Sens ma tylko wtedy, jeśli jego korzenie sięgają głęboko w glebę podlewaną tradycją.

Suknie Christiana Diora zakładały królowe i księżniczki, tak samo, jak królowe scen i gwiazdy ekranu. A przecież równie w nich dobrze każdej kobiecie, gdyż pod tym strojem nie przestaje być sobą.

Christian Dior zmarł w wieku lat 52. Jego imię i nazwisko było wtedy światowym symbolem mody. Do dziś marka należy do garstki najbardziej znanych.

Po nagłej śmierci założyciela, zastąpił go jego dwudziestojednoletni asystent Yves Saint-Laurent. Była to kolejna rewolucja, ale nie zerwanie. Christian mógłby się podpisać pod tym, co Saint-Laurent projektował u Diora. Odleciał dopiero na skrzydłach własnej marki.

W tej kontynuacji, przestrzeganej przez następców, od bardzo zdyscyplinowanego Marca Bohana po Marię Gratię Chiuri, która jest obecnie pierwszą kobietą na stanowisku dyrektora artystycznego, jedynym zgrzytem okazuje się John Galiano, uprawiający nieelegancką prowokację dla prowokacji, pstrokacizną piór obniżający loty Diora.

Wystawa jest wspaniała, przede wszystkim dzięki eksponatom i scenografii. Oprócz wielkiej liczby strojów Christiana Diora i następców, zgromadzono na niej zdjęcia rodzinne i obrazy mistrzów malarstwa, którzy natchnęli mistrza mody. Użycie najnowszych technologii audiowizualnych ani przez chwilę nie onieśmiela zwiedzających. Pozwala im lepiej widzieć, rozumieć i czuć.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje