Power dressing - ubierz się w profesjonalizm

Zamiast kusej mini i frywolnie wydekoltowanej bluzki - zapięta pod szyję koszula i garnitur. Uchodzące niegdyś za typowo męskie elementy garderoby zadomowiły się w kobiecych szafach wiele lat temu. Formalny ubiór to wciąż ważny element budowania autorytetu kobiet.

Czy warto czasem zrezygnować ze zmysłowych sukienek, obcisłych bluzek i odsłaniających nogi spódniczek? Jeśli zależy ci na wizerunku profesjonalistki - a i owszem. Z atrybutów męskiej garderoby, takich jak garnitur czy krawat zaczęłyśmy korzystać nie bez powodu. Zrodzony na przełomie lat 70. i 80. sposób ubierania się mający pokreślić profesjonalizm kobiet i dodać im pewności siebie wynikał z ruchu emancypacyjnego i dążenia kobiet do uzyskania równych praw w każdej dziedzinie - również na płaszczyźnie zawodowej. Pragnęły one za pomocą ubioru zamanifestować swoją siłę, sprawczość, kompetencje, które w niczym nie ustępowały przecież mężczyznom.

Reklama

Strój wpisujący się w nurt tzw. power dressingu miał dopomóc im w budowaniu autorytetu i ułatwić odnoszenie sukcesów w zmaskulinizowanych środowiskach zawodowych, takich jak biznes czy polityka. Stylizacje Margaret Thatcher, która słynęła z formalnych, surowych wręcz strojów są najlepszym przykładem na to, jak moda prócz wyrażania naszej ekspresji i gustu może również pomóc w kreowaniu wizerunku kobiety silnej i władczej - niczym ówczesna brytyjska pani premier.

Elegancki, formalny strój dodaje nam powagi, a osoba, która wchodzi z nami w interakcję zaczyna postrzegać nas, jako bardziej kompetentnych. Ma to niebagatelne znaczenie zwłaszcza w miejscu pracy, gdzie nasz autorytet oraz zaufanie, jakim jesteśmy darzeni są wprost kluczowe. "Każda grupa społeczna ma swoje własne kody estetyczne. Respektując je, jesteśmy dla tych osób wiarygodni. Pracownicy korporacji, dużych kancelarii prawniczych, posłowie w rządzie - obowiązuje ich pewna uniformizacja ubioru. Rozumiem, że młode kobiety, które interesują się modą, chcą podkreślać swoją kobiecość, ale krzykliwe ubrania, zbyt dekoracyjna, kolorowa biżuteria odwracają uwagę od spraw merytorycznych. Ubranie przekazuje wszak, czy jesteśmy wiarygodni" - mówi w rozmowie z PAP Life Krzysztof Łoszewski, kostiumograf, autor książek i specjalista w zakresie dress code'u.

Nie od dziś wiadomo, że ubiór ma olbrzymie znaczenie w kontekście budowania społecznej pozycji i tego, jak odbiera nas otoczenie. Przeprowadzony przez Roberta Cialdiniego eksperyment dotyczący siły autorytetu wynikającego z odpowiedniego ubrania (udowodnił on, że m.in. wzbudzający respekt mundur wojskowy lub lekarski kitel sprawiają, że automatycznie ufamy danej osobie i postępujemy tak, jak sobie tego życzy) pokazał dobitnie, jak wielką moc ma strój oraz w jak dużym stopniu to, co mamy na sobie, decyduje o wystawianej nam przez innych ocenie - nie zawsze sprawiedliwej. Ocenie, która notabene dotyczy nie tylko naszego modowego gustu, ale np. tego, jakim jesteśmy pracownikiem.

"Ubranie to niepisany język, zapis kodów społecznych, czasem decyduje o tym, czy zaufamy czyimś kompetencjom. Podejście do schludności i jakości ubrań jest równie istotne, co odpowiedni fason czy kolorystyka. Np. wiszący na nitce guzik, wystrzępiony rękaw, brudne buty - to są niuanse, które wpływają na to, że jesteśmy postrzegani, jako ludzie niechlujni. Wiele zawodów ma swój własny dress code, on pozwala zaznaczyć przynależność do grupy i status, jaki się w niej zajmuje, pomaga osiągać różne cele. Inaczej prezentować się będzie adwokat na sali sądowej, inaczej osoba pracująca w branży kreatywnej, u której strój - mimo że wciąż elegancki - powinien być również "jakiś"- wyjaśnia Antonina Samecka, autorka książki "Modoterapia", właścicielka marki Risk Made in Warsaw.

Inspirowane męską garderobą stroje bynajmniej nie pozbawiły jednak kobiet atrakcyjności, co udowadniali i wciąż udowadniają kreatorzy mody. Garnitury od Armaniego stały się symbolem stylu, który akcentował kobiecą siłę i charakter, nie deformując przy tym sylwetki ani nie tworząc karykaturalnego męskiego przebrania. Ten rozdział w modzie bynajmniej nie jest zamknięty. Obecnie styl ów przeżywa istny renesans - od kilku sezonów najwięksi projektanci lansują na pokazach rozmaite wariacje na temat garnituru, który stał się stylowym uniformem - synonimem współczesnej elegancji, a nawet nieoczywistego seksapilu.

Obecnie zasady rządzące dress code'm uległy pewnego rodzaju rozluźnieniu. "Współcześnie w dużo większym stopniu autorytet buduje się nie zachowywaniem wszystkich norm dress code'u, ale poprzez przemycanie do nawet bardzo formalnego stroju swojej osobowości. Są kobiety, które potrafią zaznaczyć swoją osobowość, ekspresję i moc, nie łamiąc zasad dress code'u. Do nich należą m.in. Michele Obama, czy premier Wielkiej Brytanii Theresa May ze swoją kolekcją nietuzinkowych butów. Wyrazistość i nieszablonowość są w cenie - to ma swoje odzwierciedlenie w ubraniu. Zamiast więc zakładać kostium "taki jak wszyscy" możemy sięgnąć po ten sam fason, ale w kolorze, który jest nam bliski, w którym czujemy się najbardziej sobą - np. zamiast granatu - butelkowa zieleń" - przekonuje Samecka.

Ubrania inspirowane stylem power dressing możemy włączyć również do naszej codziennej garderoby - nie jest on, bowiem zarezerwowany wyłącznie do biura. Marynarka z poduszkami noszona wraz z jeansami, wzorzysty garnitur czy też kombinezon w intensywnym kolorze zamiast sukienki - możliwości jest obecnie doprawdy wiele. Nie bójmy się więc elegancji - ma ona wielką moc. (PAP Life)

autor: Iwona Oszmaniec


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje