Porozmawiajmy o kobiecości

Jaki jest świat współczesnej kobiety? Co jest naprawdę ważne? Co daje siłę w pokonywaniu trudności? Co myśli o mężczyznach? O miłości? Swoimi refleksjami dzielą się trzy gwiazdy: Edyta Olszówka, Grażyna Wolszczak i Katarzyna Zielińska.

Świat współczesnej kobiety jest inny niż świat naszych mam, babć...

Edyta Olszówka (41): - Zupełnie inny. Moja babcia np. nigdy nie założyłaby koszuli dziadka. Kobiety ubierały się kobieco, miały być piękne. Za to nie mogły same o sobie decydować, być niezależne. Nie chciałabym być kobietą w tamtych czasach.

Reklama

Grażyna Wolszczak (54): - Tak, kiedyś kobieta to były koronki, a nie męska koszula. A dziś wszystko się wymieszało.

Katarzyna Zielińska (33): - Czasem z sentymentem myślę, że kiedyś ludzie mieli więcej czasu dla siebie, dla bliskich, byli bardziej uważni na innych. Z kolei moja mama często powtarza mi, że cieszy się, że jej córki żyją w czasach pokoju, wolności, możliwości podróżowania. Bo świat po prostu poszedł naprzód. Nie jest ani lepszy ani gorszy. Mnie z dawnych lat najbardziej brakuje magii pisania listów.

Silna kobieta to...

G.W.: - Taka, która ma poczucie własnej wartości, której nikt nie będzie mówił, co ma robić, jak wyglądać, jak żyć.

E.O.: - Walczy o swoje marzenia i spełnia je. Nie czeka na królewicza na białym koniu, sama rusza na podbój świata.

K.Z.: - Dla mnie silna kobieta, to taka, która kocha. Innych ludzi, ale i samą siebie. Ze wszystkimi wadami i zaletami.

Gdy w życiu brakuje nam miłości...

K.Z.: - Wtedy jest ciężko. Ale chodzi o to, by nie budować swojej wartości w oparciu o innych. Nie przeglądać się w oczach mężczyzn. Pokochać siebie to ciężka praca. Ale można nauczyć się być dobrą dla siebie. Nawet jeśli ktoś uważa, że to syzyfowa praca.

E.O.: - To nie jest takie proste, takie: "pstryk, dziś o 16.34 zacznę kochać siebie". To jest proces, który trwa do końca życia. Każdego dnia uczymy się kochać siebie i to wyznacza naszą siłę. Silna kobieta jest niezależna. Przede wszystkim intelektualnie, duchowo. Niezależność materialna też jest ważna, ale dziś każdy może sam na siebie zarobić.

Potrzebujemy mężczyzn, by...

G.W.: - Nasz świat zbudowany jest tak, jak pokazuje chiński znak równowagi. Składają się na niego dwa pierwiastki, yin i yang, męski i żeński. Choć są tak różne, nie mogą istnieć bez siebie. Dlatego samotne kobiety schną z tęsknoty. Samotni mężczyźni zresztą też.

E.O.: - Moja babcia tłumaczyła mi, że miłość to odnalezienie drugiej połówki jabłka, że dopiero wtedy tworzy się całość. A ja myślę, że to błąd! Dopiero jeden plus jeden daje pełen związek. Żeby stworzyć zdrowy związek, musi spotkać się dwoje ludzi. Spotkają się dwa światy i budują jeden wspólny.

K.Z.: - Nie chciałabym nigdy być zależna od mężczyzny. Wolę czuć się samodzielna, wiedzieć, że moje życie zależy ode mnie. Wtedy nie ma we mnie lęku "co będzie, gdy on mnie zostawi". Bo wiem, że dam sobie radę. Mężczyzna powinien być dla mnie wsparciem, a nie oparciem.

G.W.: - Powiem więcej, że im bardziej nam na mężczyźnie zależy, tym mniej powinnyśmy się na nim wieszać. Tylko jako partnerki będziemy dla niego długo atrakcyjne.

Ślub stał się dziś zbędnym papierkiem...

G.W.: - Ja wzięłam ślub w 1986 roku. Pamiętam, jak obudziłam się nazajutrz i zadałam sobie pytanie, co się w moim życiu zmieniło. Odpowiedź brzmiała: nic! Z Cezarym (Harasimowiczem - przyp. red.) żyjemy "na kocią łapę", właśnie dlatego, że już wiem, że ślub niczego nie zmienia. Przynajmniej w moim życiu. Nie jest żadną gwarancją.

E.O.: - Ja nie wierzę w małżeństwo. Ludzie sobie przysięgają, wypowiadają bardzo ważne słowa, a potem je łamią. Dla mnie ślub jest zwykłą szopką, którą mam na co dzień w teatrze.

G.W.: - Rzeczywiście mało kto wypowiada przysięgę małżeńską ze świadomością "zapadającej klamki" - póki nas śmierć nie rozłączy, to brzmi niezwykle poważnie. Dziś traktuje się tę deklarację raczej jako zwyczajową formułkę.

K.Z.: - A ja wierzę w małżeństwo, patrząc na moich rodziców i rodziców Wojtka, mojego narzeczonego. Oni są z pokolenia, które gdy się coś zepsuło - naprawiali to, a nie wyrzucali i brali nowe. Wierzę w to, że jeśli jest się odpowiedzialnym i mądrym człowiekiem, można dotrzymać przysięgi.

Kobiecy dylemat: dziecko czy kariera...

G.W.: - Tak, kiedyś to było nie do pomyślenia, kobieta, która głośno mówiła, że nie chce mieć dzieci, była wyklęta. A dziś to normalne, dziewczyna potrafi powiedzieć: "Nie interesuje mnie macierzyństwo, to nie dla mnie" albo: "To nie jest dobry moment".

K.Z.: - Dla współczesnej kobiety nie ma dobrego czasu, by zostać mamą. Dziś kobieta najpierw chce skończyć studia, znaleźć dobrą pracę, pojeździć po świecie, dopiero potem myśli o dziecku. Może dlatego że wie, że urodzenie dziecka może przewartościować jej świat (śmiech), a nasze mamy i babcie tego nie kalkulowały

Kobieca solidarność...

K.Z.: - Czy istnieje? No pewnie! I nawet mam na to żywe, chodzące dowody (śmiech).

G.W.: - Im bardziej kobiety się jednoczą, tym więcej we mnie współczucia dla facetów. Uważam, że dziś to oni mają gorzej.

E.O.: - Kobiety są otwarte na uczucia i emocje, potrafią być empatyczne w stosunku do siebie. Pod jednym warunkiem: że uda im się przekroczyć mur babskiej zazdrości. Często nie lubimy jedna drugiej tylko dlatego, że ma ładniejszą pupę, większe oczy albo droższe futro. Kiedy uwolnimy się od takich zawiści, potrafimy poczuć, co czuje druga kobieta i to jest początek solidarności.

Seks – warto mówić o naszych potrzebach, marzeniach...

K.Z.: - Niby mówimy, ale wciąż się tego boimy, a może wstydzimy. Obawiamy się, że nasze marzenie może zostać odebrane jako dziwactwo czy wyuzdanie. Dlatego tak ważne w związku jest zaufanie.

G.W.: - Sama widziałam, jak dziewczyna w pociągu czytała "50 twarzy Greya", zawinięte w gazetę.

E.O.: - Zawsze były takie książki: harlekiny nasycone erotyką; nasze babcie miały "Pamiętniki Fanny Hill". Dla mnie bardziej niezwykłe jest to, że autorka "Greya" napisała już cztery części, że jest takie zapotrzebowanie, na uczucia, na bliskość, na ekskluzywne życie...

Miłość jest przereklamowana...

K.Z., G.W., E.O.: - No skąd!

K.Z.: - Miłość i związek dodają siły, pomagają rozwinąć skrzydła. Mam z kim się dzielić zarówno smutkami, jak i radościami. Nie ma gorszego smutku, od tego, którym nie możesz się z kimś podzielić. I smutniejszej radości, niż radość, którą cieszysz się sama.

E.O.: - Miłość to spotkanie z drugim człowiekiem. Tylko w zderzeniu z drugim człowiekiem poznajemy siebie. Chociaż czasami to boli. Ale tajemnica tkwi w tym, żeby zawsze zaczynać od nowa i nigdy się nie zniechęcać. Skończmy z tym zakochiwaniem, a zacznijmy kochać.

Kompromis w związku...

E.O.: - Związek to czasem biznes, a biznes się sprawdza! Tyle jest małżeństw, gdzie miłość minęła, a oni trwają, połączeni wspólnym kontem, dzieckiem, mieszkaniem, kredytem, iluzorycznym poczuciem bezpieczeństwa...

K.Z.: - Dla mnie taki układ jest nie do przyjęcia, nie potrafiłabym w tym funkcjonować. Nie wyobrażam sobie życia bez wielkiej romantycznej miłości.

G.W.: - Ty jesteś jeszcze w świeżym związku. Ja już wiem, że czas mija i ta romantyka gdzieś odlatuje, a zostaje proza życia. Dlatego największą sztuką jest tę pierwszą miłosną fascynację umieć przekształcić w coś głębszego, trwałego.

Rozwód to dziś coś normalnego...

G.W.: - Kiedyś normy społeczne były zupełnie inne. Rozwód był wstydliwą sprawą. Lepiej było być wdową niż rozwódką. Dziś zamiast ratować związek, wchodzi się w nowy.

E.O.: - Jesteśmy społeczeństwem, w którym rządzą schematy. Dla nas ważniejsze jest, co powie pani Krysia niż to, czy jesteśmy szczęśliwi. Pytanie, czy chce się na to zakłamanie godzić czy nie. Bo ludzie się zmieniają, to nie jest tak, że miłość, nawet najprawdziwsza, jest zawsze i na całe życie. Każdego dnia masz momenty, kiedy go kochasz i kiedy nienawidzisz. Trzeba dać sobie na to przyzwolenie i nie domagać się porywów serca całą dobę.

- Ja oczywiście nie mam prawa się wypowiadać, bo nie jestem w stałym związku, jak dziewczyny. Mój związek jest luźny i nie mam kłopotów z rutyną, ciągle nam na sobie zależy. Nie mam też na koncie przeżytych 30 lat z jednym partnerem.

K.Z.: - Rozwód jest swego rodzaju porażką. Bo przecież kiedy wchodzimy w związek, wierzymy, że jest on na lata - stąd wspólne kredyty, wyjazdy, dzieci, etc. Sadzę, że ważne jest, z jakim nastawieniem wchodzimy w związek małżeński. Ponoć jest tak, że kobiety myślą, że po ślubie on się zmieni, natomiast facet ma nadzieję, że po ślubie ona będzie taka sama jak przed ślubem. Z takim założeniem - rozwód gotowy.

- Myślę, że zawsze warto dbać o bliskość, uwagę, czas w związku. My na przykład robimy sobie randki w piątki. Żeby już nigdzie nie pędzić, żeby popatrzeć sobie w oczy, cieszyć się sobą.

G.W.: - Fajne są takie rytuały, ale nie wiesz, czy po kilku latach nie powiesz: "O kurczę, znowu piątek!" (śmiech). Mnie najbardziej śmieszą porady, które niby mają zapobiegać rutynie, podnieść temperaturę w związku, typu: "zaskocz go w sypialni, przebierz się w strój pielęgniarki".

- Najdłużej z was przyglądam się sobie i innym, więc powiem wprost: rozmaite zakręty są nie do uniknięcia. Na przykład nie unikniesz tego, że spotykasz na swojej drodze fascynujących facetów. A oni spotykają piękne i dowcipne dziewczyny. Dlatego każdy musi mieć swoje "wentyle bezpieczeństwa", trzeba wiedzieć, kiedy z tych fascynacji bezpiecznie zawrócić.

Dziś to kobieta wybiera mężczyznę…

G.W.: - Podobno tak. Podobno nawet są dziewczyny, które same idą do klubu, by "poderwać" sobie chłopaków na jedną noc. Podobno chodzi tylko o seks. Ale ja im nie wierzę. Myślę, że każda z takich dziewczyn w duchu skrywa nadzieję, że spotka w tym klubie księcia z bajki, miłość na całe życie.

E.O.: - A ja uważam, że wybieramy krem lub książkę, ale nie człowieka. Po prostu spotykasz kogoś na swojej drodze, ale nigdy nie wiesz do końca, czy to dobry wybór.

K.Z.: - Nieważne kto kogo wybiera, ale i tak kobieta czasem lubi być wybrana.

Operacje, botoks – szansa na przedłużenie młodości...

G.W.: - Czas płynie, tego nie zmienimy. To naturalny proces, niezbyt przyjemny, więc staram się utrzymywać w formie...

E.O.: - A mnie się podoba, że się starzeję. Ja już nie muszę być młodą piękną, bo już jestem stara. Nie muszę się ścigać. Gdyby operacja plastyczna dawała gwarancję na szczęście, pocięłabym się kawałek po kawałku. Ale nie daje, więc po co mam to robić?

K.Z.: - Myślę, że siła jest w czymś innym. Jeśli masz pasję, lubisz to co robisz, mniej zastanawiasz się nad przemijaniem. Mój tata zawsze mi powtarzał: "Masz jedno życie. Żyj, nie zamartwiaj się niczym". Również przemijającą urodą.

E.O.: - Operacja jest nie dla mnie, ale jeśli jakiejś kobiecie daje szczęście, to niech to robi.

G.W.: - Jasne! Ale nie daje! Zmiana kształtu nosa albo wygładzenie zmarszczek nie zmieni nikomu życia. Może ewentualnie poprawić samopoczucie, to zawsze coś. Ale obawiam się, że już takie jesteśmy - niezadowolone z własnego wyglądu. I to niezależnie od wieku. Ja największe kompleksy miałam jako nastolatka. Potem całe lata robiłam trwałą, bo chciałam mieć kręcone włosy. A dziewczyny z naturalnymi kręconymi włosami sobie te włosy prostują.

K.Z.: - Pięć lat temu marzyłam o tym, żeby być szczupłą. Zebrałam się i wykonałam kolosalną robotę. Tylko ze wzrostem nic nie zrobię, a chciałabym być wyższa. Więc chodzę w szpilkach!

Ładne mają łatwiej?

K.Z.: - Ja nie jestem pięknością, reżyserzy obsadzają mnie w rolach kobiet charakterystycznych, nie widzą we mnie amantki. Ale odkąd schudłam i nieco zmieniłam wizerunek, zaczęłam dostawać więcej propozycji. Więc nie oszukujmy się - wygląd ma znaczenie. Choć to strasznie puste i smutne.

Wysokie obcasy - niewygodny obowiązek czy seksowny wabik...

E.O.: - Seksowny wabik. Są dla mnie numerem 1, choć nigdy nie znalazłam szpilek, które byłyby wygodne. Większość mojego życia przeszłam w szpilkach. Ale też kupuję je w granicach rozsądku. Wolę kupić bilet do RPA niż szpilki Louboutina.

G.W.: - W przeciwieństwie do Kasi, zawsze miałam kompleks za wysokiej. Chodziłam na płaskim, garbiłam się, na różne sposoby chciałam sobie ująć tego wzrostu. Do dziś wbijam się w szpilki tylko wtedy, gdy muszę.

K.Z.: - A ja lubię. Wolę niż płaskie. Noga wygląda smuklej, ja jestem wyższa - same zalety. Podczas ostatnich Telekamer reporterka z TV mierzyła wszystkim paniom długość obcasa. Nieskromnie mówiąc - wygrałam (śmiech).

Zakupy – najlepszy sposób na relaks...

K.Z.: - Ja wolę spotkanie z przyjaciółmi, rozmowę przy kawie czy dobrym jedzeniu. Ewentualnie na deser wspólne zakupy. Nie ma nic nudniejszego niż samotne buszowanie po sklepach.

E.O.: - Uwielbiam! Niestety, zostałam pozbawiona przyjemności robienia zakupów w Polsce, bo jestem podczas tej czynności obserwowana. Kupuję będąc za granicą.

Ciuchy są po to, by…

G.W.: - Żeby nadać życiu koloru. Styl ma znaczenie. Opisuje naszą osobowość.

E.O.: - Żeby było przyjemnie. Lubię mieć na sobie coś, co jest miłe dla ciała, z dobrej tkaniny i w ulubionym kolorze. Nie znam się na modzie, ona mnie zresztą nie interesuje, ale idąc na randkę długo wybieram, co na siebie założyć. Szczególnie bieliznę (śmiech).

G.W.: - O, tak! Bielizna jest ważna! Ale chyba ubieramy się dla innych kobiet, przynajmniej docenią. Facetowi wszystko jedno, zauważy opiętą pupę i głęboki dekolt, ale nie odróżnia sukienki od spódnicy.

K.Z.: - Przepraszam, mój potrafi nawet zauważyć, że włożyłam coś nowego. Nic się przed nim nie ukryje (śmiech).

G.W.: - Mój takich rzeczy nie dostrzega. Ale i tak uważam, że jest wspaniały. Mam piękną koleżankę, ideał bez skazy. Zawsze zazdrościłam jej długich, szczupłych nóg. A jej facet wciąż jej dokuczał, że ma spiczaste kolana. A mój chodzi i mówi: "Boże, jaka ty jesteś piękna".

Zdrowy styl życia – moda czy obowiązek

G.W.: - Przede wszystkim rozsądek.

E.O.: - Jak najem się rzeczy, które mi nie służą, krzywdzę samą siebie. Dlatego świadomie staram się wybierać to, co jest dobre i zdrowe. Jak mięso ci szkodzi, zjedz warzywa, jak mąka zalepi ci jelita, to rezygnuj. Zastanawiamy się, jak poprawić usta, jak wygładzić zmarszczki. Dlaczego nie myślimy o tym, że nasza wątroba czy serce też ma czterdzieści parę lat? Jesteśmy zajęte opadającymi powiekami, a nie myślimy o trzustce.

G.W.: - Dokładnie to miałam na myśli.

K.Z.: - Bardzo mądry i modny obowiązek.

Im jestem starsza...

G.W.: - Gdyby złota rybka zapytała mnie: "Chciałabyś się cofnąć w czasie o 20 lat, być młodą i nie mieć niczego?", bez zastanowienia bym to wybrała! Ale nie ma złotej rybki więc cieszę się tym co mam, dojrzałe życie też ma swoje zalety. Wciąż jestem ciekawa co się zdarzy jutro. Może trochę frustrująca jest perspektywa, że tych zdarzeń więcej za mną niż przede mną.

E.O.: - Nigdy nie byłam typem dziewczyny, której uroda była wielkim atutem, więc nie mam za czym tęsknić. Kiedy schudłam, rysy mi się wyostrzyły i mam wrażenie, że moja twarz nabrała charakteru.

Za 20 lat....

K.Z.: - Za dwadzieścia lat zmienię kremy na 50+ (śmiech).

G.W.: - Będę pracować, mam nadzieję, jak Krystyna Feldman, aż do śmierci.

E.O.: - Nie myślę o tym, co jutro. Staram się żyć tu i teraz. Pamiętam rysunek Goi przedstawiający starca, który podpiera się laską. Artysta zatytułował go: "Wciąż się uczę".

Rozmawiała: Beata Biały

Dowiedz się więcej na temat: Katarzyna Zielińska | Edyta Olszówka | Grazyna Wolszczak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje