Legalne ściąganie z internetu muzyki, filmów, e-booków

Często wydaje nam się, że jeśli coś jest powszechnie dostępne, możemy to sobie po prostu wziąć. W sieci ta zasada się sprawdza, ale... trzeba być ostrożnym.

W zgodzie z prawem

Pliki można ściągać legalnie, ale tylko pod pewnymi warunkami. Przede wszystkim mogą być przeznaczone wyłącznie do użytku osobistego, czyli możemy słuchać ich w domu, z rodziną lub przyjaciółmi.

Reklama

Ściągnięta piosenka czy film muszą być też legalnie dostępne w Polsce. W praktyce oznacza to, że nie wolno ściągać plików przed premierą, nawet jeśli nagranie trafiło do internetu. W razie czego sąd raczej nie uzna tłumaczenia, że nie znaliśmy daty premiery, bo jest to wiedza powszechnie dostępna (także w internecie). Pliki wolno zapisać w komputerze, skopiować na płytę, pamięć USB itp. Taką kopię możemy nawet dać w prezencie, natomiast nie wolno jej sprzedawać.

Nie wolno także ściągniętego pliku rozpowszechniać, czyli wrzucać na You Tube, serwisy społecznościowe, blogi czy własne strony internetowe. Dlatego też nie da się legalnie ściągać plików z serwisów typu p2p (peer to peer, czyli każdy z każdym), bo przy ściąganiu jednocześnie udostępniamy plik i - nawet jeżeli nie jesteśmy tego świadomi - popełniamy przestępstwo. Serwisy typu p2p to m.in. Bit Torrent, Emule, Edonkey.

Niektórzy prawnicy twierdzą, że nie wolno także podawać linku do piosenki czy filmu. Natomiast przepisy prawa autorskiego nie regulują bezpośrednio tej sprawy. Gdy dojdzie do konfliktu interesów, spór rozstrzygnie sąd.

Powyższe zasady nie dotyczą programów komputerowych i gier. Legalnie, bez kupowania licencji można ściągać tylko programy typu freeware. Nawet posiadanie nielegalnego programu traktowane jest jak paserstwo, bo pochodzi on z przestępstwa.

Uważaj na wezwania

Od kilku miesięcy także w Polsce mamy do czynienia z tzw. copyright trollingiem. Zwykle wygląda to tak - dostajemy list z kancelarii prawnej, która twierdzi, że ściągnęliśmy z sieci plik (zwykle film) i proponuje wpłatę zadośćuczynienia. Takie działanie jest wątpliwe etycznie, bo kancelaria nie wie, czy faktycznie pobraliśmy jakiś film - wysyła pismo licząc, że wystraszeni zapłacimy. Gdyby toczyło się przeciw nam postępowanie o naruszenie praw autorskich, wezwanie dostaniemy z prokuratury lub policji.

Zapłacenie zadośćuczynienia, którego żąda kancelaria nic nam nie da. Jeśli jakieś postępowanie rzeczywiście się toczy, o zwolnieniu z zarzutów zdecydować może tylko prokurator.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje