Agnieszka Dygant: Potrzebuję adrenaliny

Nie jest stworzona do siedzenia w domu. Potrzebuje nowych wrażeń. Dlatego zdecydowała się wrócić do show-biznesu. Jak sobie poradzi?

Agnieszka Dygant (44) po dwóch latach wraca do pracy w pełnym wymiarze.

Reklama

"Po pewnym czasie czegoś zaczęło mi brakować. Adrenaliny, spotkań na planie. Co najgorsze - zaczęłam tracić pewność siebie", wyznała w ostatnim wywiadzie dla "GRAZII". "Był moment, kiedy pomyślałam, że chyba nigdy już nic nie zagram, że nic nie potrafię, wszystko zapomniałam i wszyscy o mnie zapomnieli. Zdałam sobie sprawę, że przez siedzenie w domu tracę rezon", dodaje.

Aktorka do nikogo nie ma jednak pretensji. Sama zadecydowała, że po skończeniu w 2015 roku zdjęć do serialu "Prawo Agaty" chce zająć się synem Xawerym (7). Poświęciła się wyłącznie wychowaniu dziecka i obowiązkom domowym.

Mama niedoskonała

Pracując w serialu, przebywała na planie po 12 godzin dziennie. Nie miała czasu, żeby zajmować się synkiem. Mówi, że zdarzały jej się nawet sytuacje, gdy zapominała o ważnych przedszkolnych wydarzeniach, doprowadzając Xawerego do płaczu. W pewnym momencie doszła do wniosku, że musi jasno określić priorytety.

"Wyszłam z domu, gdy mój syn miał rok, a wróciłam, gdy miał pięć lat. Poczułam, że chcę z nim spędzić więcej czasu, lepiej go poznać, pobyć z nim na co dzień", mówi Agnieszka. Rzeczywiście ta przerwa dała jej dużo. Aktorka odpoczęła od pracy, nabrała dystansu i przede wszystkim pozbyła się wyrzutów sumienia, że jest wyrodną matką. Jednak przyszedł czas, by wrócić do grania.

"Nawet mój facet mi powiedział: ››Wracaj już do tej pracy, bo nas zamęczasz‹‹", wyznała Dygant.

Wraca do gry

Podczas dwuletniej przerwy zrobiła wyjątek dla jednego reżysera - Patryka Vegi. Rok temu pojawiła się na ekranach kin w filmie "Pitbull. Nowe porządki". Wcieliła się w postać dziwnej i mrocznej Kury. Teraz ponownie dała się namówić Vedze na udział w kontrowersyjnej produkcji - "Botoksie".

"Gram Beatę Winkler, lekarkę z SOR-u, która popada w uzależnienie od lekarstw. Czekały mnie trudne sceny, których nie dało się przetrenować przy kawce w domu. Dla tego filmu obrzydzamy się, kuśtykamy, mamy rozwalone trzustki, nogi i wątroby. Ale aktorzy lubią takie wyzwania", mówiła Agnieszka w jednym z wywiadów.

Aktorka aktywnie bierze udział w promocji filmu. Znowu pojawia się "ściankach" i z uśmiechem udziela wywiadów. Wygląda zachwycająco. Na pewno liczy, że znów posypią się interesujące propozycje serialowe. W końcu to takie role zrobiły z niej gwiazdę.

Serialowe początki

Szkołę aktorską w Łodzi skończyła w 1998 roku, jednak długo czekała na atrakcyjne oferty. Wszystko zmieniło się trzy lata później, gdy zagrała Mariolkę w "Na dobre i na złe". Widzowie pokochali ją za tę rolę. Została dostrzeżona przez branżę i w 2003 roku pojawiła się w "Fali zbrodni". Jednak sukcesy zawodowe nie przekładały się na szczęście w życiu prywatnym.

Jej małżeństwo z aktorem Marcinem Władyniakiem wisiało na włosku. Poznali się jeszcze na studiach, ale później każde z nich skupiło się na swojej karierze i powoli ich drogi zaczęły się rozchodzić. Agnieszka ostatecznie podjęła decyzję o rozwodzie, gdy na planie "Fali zbrodni" poznała reżysera Patricka Yokę. To zauroczenie wygrało i przerodziło się w wielką miłość. Do dzisiaj są razem, wychowują syna Xawerego, ale nie lubią mówić o życiu prywatnym.

Największą popularność przyniosła Dygant główna rola w serialu komediowym "Niania". Chociaż, jak sama mówi, początki były trudne. "Niania mnie trochę przeczołgała. Pamiętam, że pierwszy dzień na planie był straszny. Grałam od Sasa do Lasa. Wszystko mi przeszkadzało. Czułam się, jakbym miała 12 rąk i 16 nóg. Do tego szpilki, fryzura, krótkie spódnice, zawrotna ilość tekstu do nauczenia. Koszmar. A miało być na luzie i po amerykańsku", wspominała w jednym z wywiadów.

W międzyczasie pojawiała się w filmach, ale nie były to znaczące role. Największym sukcesem w tym okresie był udział w komedii "Tylko mnie kochaj". Dopiero po "Niani" przyszły większe wyzwania. Dygant pojawiła się w każdej części "Listów do M.", również w tym roku będziemy mogli ją zobaczyć w trzeciej części tej produkcji.

Jej plan B

Chociaż Agnieszka z pewnością marzy o graniu w ważnych filmach, ma plan B.

"Próbuję zabezpieczać przyszłość. Jeśli są nadwyżki - inwestuję. Pewnie nie będę zawsze pracowała tyle, ile teraz. Chyba nawet nie dałabym rady", wyznała w wywiadzie dla "Twojego STYLU".

"Chciałabym nie musieć zawsze być aktorką. Pewnie nie umiałabym z tym zawodem zerwać do końca, ale moje dzisiejsze wysiłki między innymi są po to, by kiedyś nie brać każdej propozycji. A być może nawet zająć się czymś innym, a aktorstwo traktować jak pasję", dodała.

Miejmy jednak nadzieję, że zanim to nastąpi, zobaczymy ją w wielu dobrych produkcjach.

Magdalena Makuch

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje