Eryk Lubos: Brzydki amant

Specyficzna uroda to jego znak rozpoznawczy. Sam o sobie mówi, że nie jest ładny, ale to wcale nie przeszkadza mu być bogiem seksu…

Nieatrakcyjny rudzielec - Eryk Lubos (42) przyznaje, że daleko mu do przystojniaka. "Taka jest prawda i tak siebie widzę. Mainstreamowy sznyt urody, który jest wow, mnie nie dotyczy", mówi w jednym z wywiadów. To jednak nie przeszkodziło mu zagrać superkochanka. I okazało się, że aktor przekonał wszystkich do swojej wersji amanta!

Reklama

Bardziej wyglądam na menela

Lubos wie, że jego typ urody wyróżnia go z tłumu, ale jednocześnie szufladkuje jako specjalistę od grania przestępców i zakapiorów. A on wolałby np. rolę Romea. Już kilka lat temu apelował do reżyserów, żeby dostrzegli w nim duszę romantyka. "Niech nie widzą we mnie kupy agresywnego mięsa. Niech zobaczą księdza albo dżentelmena. I pochylą się nade mną, połamią, zmierzą", mówił wtedy.

Miał rację, czego dowiódł w filmie "Sztuka kochania. Historia Michaliny Wisłockiej". Wciela się tam w postać Jurka, faceta, który wywrócił życie Wisłockiej do góry nogami. To dzięki niemu poznała namiętną stronę życia i napisała poradnik "Sztuka kochania". Jak się okazało, niepozorny, wręcz brzydki mężczyzna, był prawdziwym bogiem seksu. A Lubos świetnie wypadł w tej roli.

"Ależ ja się sprawdzam w rolach kochanków. Bo ja chcę miłości! Postać, która tak krzyczy, to moja życiowa rola", mówił aktor kilka lat temu w "Gazecie Wrocławskiej". Wielokrotnie podkreślał, że jego wygląd nie współgra z wnętrzem - poety, wrażliwca, człowieka inteligentnego. Ale nie zamierza się zmieniać.

"Bardziej wyglądam na menela (śmiech). Nie chodzę w garniturach, wszystko zawsze mam pogniecione. Może gdyby mi to aktorstwo nie wyszło, stoczyłbym się, zajmowałbym się dziwnymi interesami, a może znalazłbym sobie jakąś uczciwą niszę? Nie wiem", wyznał w "Zwierciadle". Nie umie jednak żyć bez grania. M.in. z tego powodu rozpadło się jego małżeństwo.

Wszystko dla sceny

Eryk nie ukrywa, że dla roli zrobi wszystko, oddaje się jej w całości. Spala się na scenie, a osoby z branży uważają, że mało kto jest w stanie osiągać ekstremalne stany emocjonalne, tak jak on. To jednak ma wpływ na życie prywatne, o którym nie wiadomo zbyt wiele. Wyznał jednak, co było powodem rozwodu.

"Za dużo byłem w teatrze. Gdy jestem w ciągu przygotowawczym do roli, to siedzę nad nią do godziny 3-4 w nocy, a potem chcę dłużej pospać np. do 10. Ja jestem nocne zwierzę, a żona chciała inaczej, wymagała innego rytmu. W wieku 24-25 lat zapisała się na kick boxing i nawet walczyła w ringu! Skandal! I żyj z taką zadziorną babą! Chciała mnie wziąć pod but. Teraz jesteśmy osobno, ale pozostajemy w dobrych stosunkach", mówił "Gazecie Wrocławskiej".

Aktor ma też świetny kontakt z synem Franciszkiem (18) oraz córeczką Tosią (6) z innego związku, z którą dzielą pasje. Pragnie, żeby dzieci w pełni korzystały z uroków życia. "Dlatego mała Tosia już jeździ na nartach i dlatego w tym roku spełniłem marzenie Franka i pojechałem z nim do Kitzbühel, bo tam jest najniebezpieczniejsza trasa narciarska na świecie. Niech oni to życie czują!", wyznał Lubos w jednym z wywiadów.

Eryk dużo czasu spędza z rodziną. Gdy tylko ma przerwę w pracy, chętnie zajmuje się domowymi, codziennymi obowiązkami w tym gotowaniem. Czas wolny lubi spędzać aktywnie: trenuje boks, biega. Między innymi dlatego może się pochwalić imponującą sylwetką. Fanki mogą ją podziwiać w odważnych scenach erotycznych, gdy Lubos wciela się w rolę ognistego kochanka w "Sztuce kochania".

Prywatnie takie widoki zarezerwowane są jednak dla jego partnerki, której aktor jest oddany w 100 procentach. "Teraz przyszedł dobry czas, jestem szczęśliwy w związku. Mam nadzieję, że będzie to trwało wiecznie, bo moja ukochana jest kompletna. Ma umysł, duszę i biodra", wyznał Lubos w najnowszym wywiadzie dla "Twojego STYLU".

Magdalena Makuch


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje