Katarzyna Zielińska: Mistrzyni wpadek

Tak mówi o sobie gwiazda. W rozmowie z SHOW Kasia opowiada też o drugim synku, diecie i powrocie do pracy.

To prawda, że jesteś fanką kiełbasy?

Reklama

Katarzyna Zielińska: - Pewnie! Jestem fanką dobrego, swojskiego jedzenia. Wieczorna kanapeczka z kiełbasą to idealne zwieńczenie dnia, nawet jak na obiad był już mielony, a na deser pyszne ciastko. Jak mawia moja siostra, jestem na kilku dietach na raz, bo jedna mi nie wystarcza (śmiech).

Czego jeszcze o tobie nie wiemy?

- Tego, że jestem fanką Pippi Langstrump. Nie mam córki, ale moim chłopakom na pewno będę o niej czytać, bo uważam, że wszystkie dzieci powinny tę bajkę poznać. Zbieram wszelkie gadżety z nią związane.

- Nie wiecie też tego, że wieczorami lubię sobie dobrze zjeść. Znajomi się śmieją, że o 23 zabieram się za ziemniaczki z mięskiem i mizerią i że jestem z tego powodu tak zadowolona, że w tym momencie już nic więcej mi do szczęścia nie potrzeba. Nawet wygranej w totolotka! Siedzę i się delektuję. Dlatego nie lubię w wywiadach doradzać w kwestii diet, bo samej czasem zdarza mi się zjeść coś niezdrowego albo o tak późnej porze, czego raczej w żadnej diecie nie zalecają (śmiech). O formę dbam biegając za synkiem.

Tęsknisz za snem? 

- Troszkę tak, bo jestem śpiochem. I tego jednego mi brakuje, bo ze wszystkim innym można sobie poradzić. Ale nie narzekam, bo uśmiech moich łobuzów wszystko mi rekompensuje.

Drugie dziecko czymś cię zaskoczyło?

- Tym, że jest jeszcze spokojniejsze od pierwszego. Mówię, że jest moim osobistym Buddą (śmiech). Będąc w ciąży mawiałam, że rośnie mały zbój. A teraz patrzę na niego i mówię: "Tak cię synku przepraszam, ty jesteś taki spokojny". To mnie zaskoczyło. I coś jeszcze - nie wiedziałam, że dziecko może się tyle śmiać w wieku dwóch miesięcy. Alex cały czas się śmieje! Non stop. I jak nie być przy nim w dobrym humorze? Rośnie z niego niezły śmieszek.

Wyznałaś ostatnio, że bierzesz pół roku urlopu macierzyńskiego. To była trudna decyzja?

- Przyszła naturalnie. Zrobiłam sobie wolne od wszystkich zajęć dodatkowych, które nie są pilne, a zajęłyby mi cały dzień. Czułam, że zabrałoby mi to te wyjątkowe wspólne chwile, które tak szybko mijają. Nie chciałam niczego stracić, nie chciałam by mnie coś ominęło. Ten czas jest mi potrzebny. Podobnie zresztą było pod koniec ciąży. Wtedy też wzięłam wolne i cieszę się, bo to była bardzo dobra decyzja.

Nie miałaś obaw, czy będzie do czego wracać, czy nic ci nie umknie?

- Jasne, taka myśl przemknęła mi przez głowę. Branża, w której pracuję, jest dość specyficzna. Potem jednak pomyślałam, że wszystko ma swój czas i nie chcę później żałować straconych chwil. Natomiast do teatru powolutku wracam, bo po prostu lubię swoją pracę i daje mi ona dużo dobrej energii.

Gdzie i kiedy można cię będzie zobaczyć?

- Niebawem wracam na deski Teatru Kwadrat, Komedia i Capitol, a w październiku pojawię się w Teatrze Roma. Nie jako aktorka, ale współproducentka mojego spektaklu "Nowy Jork, prohibicja". Cieszę się, bo to duże wyzwanie, do którego przygotowywałam się wiele lat. Mam nadzieję, że stanę na wysokości zadania.

Powiedziałaś kiedyś, że bycie matką to odkrywanie siły, o której się nie miało pojęcia. Czego jeszcze się o sobie dowiedziałaś?

- Tego, że kobieta to "elektrownia słoneczna". Że to taki organizm, który dzięki tym swoim słoneczkom nabiera mocy i kwitnie. Nie myślałam, że po dzieciach można być młodszym, ale ja się naprawdę wewnętrznie czuję młodsza. Wydaje mi się, że dzięki dzieciom nabieramy większego dystansu do wszystkiego. Łatwiej zahamować, wyluzować, nie przejmować się tym, co w gruncie rzeczy mało istotne. Oczywiście bycie matką to też ogromna odpowiedzialność, ale to taka miła odpowiedzialność, która kształtuje i rozwija.

Jak się odnajdujesz w świecie mężczyzn?

- Bardzo dobrze, mimo że często jest tak różny od naszego kobiecego. Wspaniałe jest to, że te dwa światy się uzupełniają i pozwalają spojrzeć na rzeczy z różnych perspektyw. Wierzę, że w kobietach drzemie wielka siła. Uważam, że to bardzo ważne, żebyśmy się wszystkie wspierały i sobie nawzajem kibicowały, bo to buduje nas w siłę i pozwala zdziałać jeszcze więcej.

Kobiece przyjaźnie są dla ciebie ważne?

- Niezwykle. Cieszę się, że mam bliskie grono przyjaciółek. Dziś właśnie jedna z nich u mnie nocowała i jak dzieci poszły już spać, mogłyśmy się nagadać za wszystkie czasy. Bardzo doceniam takie chwile. Wiem, że na moje psiapsióły zawsze mogę liczyć. Wspieramy się nawzajem i jesteśmy obok siebie w każdej sytuacji. Myślę, że życie bez przyjaciół jest puste i smutne, dlatego tak ważne jest, by cały czas dbać o te relacje.

Zdradzisz wreszcie kim jest Marian, o którym piszesz i mówisz na Instagramie?

- To moja wyobraźnia, która pozwala mi komentować świat. Nie słynę w mediach z ekstrawagancji. Nie potrzebuję tego. Ale potrzebuję od czasu do czasu z uśmiechem skomentować moją rzeczywistość, która jak to w życiu, czasem bywa śmieszna, a czasem straszna. I bardzo zaskakująca. Wymyśliłam więc sobie Mariana.

A twój mąż musi się tłumaczyć, że to nie on?

- Oj, faktycznie Wojtek jest ciągle o to pytany. I znajomi patrząc na niego, mówią, że coś się nie zgadza z tym Marianem. Ale on się z tego śmieje. Bardzo polubiłam Mariana i moje obserwatorki też. Jak go nie ma, to o niego dopytują, więc jak Alex nie płacze, a Henio chwilowo mnie nie woła, to się wymykam i wrzucam do sieci coś od Mariana.

Słyniesz z dystansu do siebie. Pamiętasz zabawną życiową wpadkę?

- Uff, dużo tego było, bo jestem mistrzynią wpadek. Nie tylko modowych, bo tu nie sposób nie wspomnieć o moich kolorystycznych wyborach w stylu "cała na zielono" i "cała w fiolecie" (śmiech). Życiowych wpadek też było sporo. I żadnej nie żałuję, bo jest teraz co wspominać.

Magazyn SHOW uhonorował cię Gwiazdą dobroczynności, nagradzając cię za dobre serce.

- To miłe, ale i krępujące. Nie lubię obnosić się z tym, co zrobiłam. Ale daje mi to dużą radość. Jak widzę, ile osób jest potrzebujących, to po prostu czuję potrzebę, by coś dla nich zrobić, podzielić się swoim szczęściem, bo ja mam go tak dużo, a niektórzy niestety tak niewiele. Jestem zdrowa, pracuję w wymarzonym zawodzie, mam wspaniałą i zdrową rodzinę. Chcę trochę tego oddać innym. Zrewanżować się losowi za to, co mi daje.

Justyna Kasprzak

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje