Maja Popielarska: Po drugiej stronie ekranu

W pracy otaczają ją kwitnące ogrody, ale życie Mai Popielarskiej dalekie jest od sielanki. Doświadczyła tragicznej śmierci matki i sama wychowywała syna.

Pracuje w telewizji od ponad 20 lat. Właśnie wystartował nowy kanał HGTV Home & Garden, w ramówce którego oczywiście nie mogło zabraknąć "Mai w ogrodzie". W kwestii uprawy i pielęgnacji roślin trudno w tym kraju o większy autorytet.

Reklama

Przez lata pracy Maja Popielarska (43) zdobyła szacunek widzów i wyrobiła sobie markę. Jednak, jak to bywa, zawodowy sukces nie zawsze oznacza bezstresowe życie.

Szczęśliwe dzieciństwo

Gdy miała 4 lata, wyjechała z rodzicami do Afryki. Przez 5 lat mieszkali w Liberii i Ghanie. Tata Mai pracował w branży drzewnej, mama dbała o piękny ogród. To wtedy narodziła się pasja dziennikarki. "Trawa cytrynowa, chili, guawa, drzewo mango - opychałam się jego owocami dopóki nie rozbolał mnie brzuch. Obok domu rósł olbrzymi, dziwnie pachnący krzak. Dziś wiem, że to była bazylia. Już zawsze będzie mi się kojarzyła z Afryką", wspomina Popielarska.

Chuligańskie wybryki

W szkole w Afryce była jedynym białym dzieckiem. Czuła się samotna. Początkowo koledzy nie mogli jej zaakceptować, szczypali ją, jakby sprawdzali, czy jest prawdziwa, dotykali blond włosów... Gdy w końcu się przyzwyczaili, ona szykowała się do powrotu do Warszawy. Rodzice zdecydowali, że powinna się uczyć w Polsce. W Ghanie poziom edukacji był niski, a poza tym zaczynało się robić niebezpiecznie. Maja wróciła więc do kraju i zamieszkała z ciocią na Ursynowie.

Była dobra jedynie z angielskiego. Z polskim, a szczególnie z czytaniem, miała spore kłopoty. Podobnie jak z... zachowaniem. "Miałam swoje chuligańskie wybryki, biłam się z chłopakami". W dodatku znowu była zjawiskiem. "Wzbudzałam spore zainteresowanie afrykańską przygodą, ale dla mnie było zupełnie naturalne, że można mieszkać tu czy tam", mówiła w wywiadzie dla se.pl.

Okres liceum także był trudny. Mieszkała wtedy w internacie i nie cierpiała się uczyć. Tylko biologia ją pociągała. "Rodzina miała nadzieję, że zostanę lekarzem. Ale na medycynę się nie dostałam. To była moja pierwsza porażka w życiu", powiedziała. Jak się jednak później okazało, także szczęśliwy zwrot akcji.

"Wylądowałam na zootechnice. I to był wspaniały czas. Utwierdziłam się w przekonaniu, że medycyna mnie nie interesuje". Kolejny raz życie zadecydowało za nią w 1996 roku, gdy była na trzecim roku studiów. Poszła na casting organizowany przez powstającą właśnie stację RTL7 i tak została pogodynką. Trzy i pół roku później zapowiadała już pogodę w TVN (miała wtedy 26 lat). Robi to do dziś, a jednocześnie, od 13 lat prowadzi swój, kultowy już, program "Maja w ogrodzie".

Nie ma róży bez kolców

Takiej drogi zawodowej Mai Popielarskiej można tylko pozazdrościć. Jednak życie prywatne, począwszy od trudnego dorastania, niestety jej nie rozpieszczało. Gdy miała 18 lat, jej mama zginęła w wypadku samochodowym. Maja do dziś nie uporała się z tą stratą: "Nie zdążyłyśmy sobie wielu rzeczy powiedzieć...", wyznała ostatnio dziennikarka.

Sama została mamą w wieku 28 lat. Na świat przyszedł Kuba, a ona myślała, że ma wszystko, czego pragnęła. Wkrótce jednak mąż zostawił ją z dzieckiem samą. Dziś wyzwanie, jakim jest samotne macierzyństwo, ma już za sobą. Maja Popielarska ponownie wyszła za mąż i urodziła drugiego syna, Jasia. Mówi, że z trójką facetów w domu jest szczęśliwa.

Jednak choć na ekranie uśmiecha się i promienieje optymizmem, podkreśla: "Nie mówię o złych i przykrych sprawach, które mi się przytrafiają. Miewam też gorsze momenty, w których płaczę i mam wszystkiego dość. Tak samo jak inni mierzę się z codziennymi kłopotami. Moje życie nie jest wyłącznie różowe, usłane różami".

Marta Uler

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje