Świąteczne dylematy z rodziną w tle

Zanim usiądziemy do świątecznego stołu, dobrze wyjaśnić sobie różne nieporozumienia. Nasz ekspert podpowiada, co zrobić, żeby Boże Narodzenie było czasem spokoju i wzajemnego zrozumienia.

Święta pokazują, jak funkcjonuje nasza rodzina. Bo to, co na co dzień umyka nam w zabieganiu, wtedy wychodzi na pierwszy plan. Wprawdzie nie istnieją rodziny całkiem wolne od trosk, ale niektóre lepiej umieją radzić sobie z kłopotami. Wcale nie dlatego, że są mądrzejsze od innych. Ale kiedy coś zaczyna się psuć, nie czekają, aż problem urośnie, tylko natychmiast usiłują go rozwiązać. Przeczytaj, jak da się rozwikłać niektóre z nich.

Tylko wśród najbliższych

Reklama

List Aleksandry: Gwiazdkę zawsze obchodzimy w ścisłym, rodzinnym gronie. Dla mnie to najwspanialszy czas w roku, nie mogę się go doczekać. Myślałam, że moja dziewiętnastoletnia córka Kaja czuje podobnie. Ale niedawno oznajmiła, że święta spędzi u swojego chłopaka. Kuba pochodzi z innego miasta, poznali się z Kają na studiach. A to oznacza, że moje dziecko wyjedzie w Wigilię i wróci dopiero po Nowym Roku! Jestem zła i smutna, nie mogę się z tym pogodzić. Boże Narodzenie powinno się przecież spędzać z najbliższymi. Kaja z Kubą są parą od niedawna, więc na taką zażyłość jest moim zdaniem zdecydowanie za wcześnie! Nie znam jego rodziców, nikt do mnie w tej sprawie nie zadzwonił. I nieważne, że córka jest pełnoletnia. Usiłowałam przemówić jej do rozsądku, wytłumaczyć, że sprawiłaby mi ogromną przykrość, ale ona jest głucha na argumenty. Czy mam jej zabronić wyjechać?

Rada eksperta: Zakaz wyjazdu nie dość, że okazałby się pewnie mało skuteczny, to mógłby wyrządzić w relacji obu kobiet wiele szkód. Choć rozumiem, że mamie trudno do tego przywyknąć, Kaja zaczyna budować własne życie i przygotowuje się do samodzielności. Ma już prawo decydować o sobie. Radziłabym, by Aleksandra porozmawiała z córką, ale tym razem spokojnie wysłuchała, co ona ma do powiedzenia. Jeżeli skoncentruje się na uczuciach dziewczyny, łatwiej im będzie się porozumieć. Czy wie, dlaczego Kaja wyjeżdża na święta? Może pragnie coś zakomunikować albo po prostu zależy jej na Kubie? Chociaż Aleksandra jest teraz przede wszystkim rozgoryczona, warto zdobyć się na wyrozumiałość i zobaczyć w Kai młodziutką, zakochaną kobietę, która pracuje nad pierwszym poważnym związkiem. Bez względu na to, czy jej argumenty przekonają Aleksandrę, czy nie, nie ma sensu stawiać sprawy na ostrzu noża i zakazywać jej wyjazdu. A na kolejne święta proponuję zaprosić Kubę do siebie.

On zepsuje atmosferę

List Wioletty: Tegoroczne święta mogę już spisać na straty. Wszystko przez mojego męża Andrzeja, który zaprosił kuzyna. Nawet nie raczył mnie wcześniej o tym poinformować! Oczywiście, wiedział, że zaprotestuję, bo nie cierpię Roberta. Facet ma trójkę dzieci, którymi się nie zajmuje, tonie w długach, a na dodatek nadużywa alkoholu. Teraz wyrzuciła go z domu kolejna narzeczona, więc został sam jak palec. Andrzej zdaje sobie sprawę, co to za typ, ale mówi, że w Boże Narodzenie nie wolno nikogo zostawić na lodzie. Trudno mi zaprzeczyć, ale czy nikt inny nie mógłby przygarnąć Roberta? My nawet nie byliśmy z nim blisko! Niby to tylko jeden wigilijny wieczór, ale jak znam życie, on zagnieździ się u nas na całe święta. No i fajną atmosferę szlag trafi.

Rada eksperta: Nie dziwi mnie niechęć Wioletty do kuzyna. Lecz Andrzej też ma swoje racje. Skoro już Robert został zaproszony na wigilię, niezręcznie by się było z tego wycofać. Jednak większym problemem jest według mnie relacja autorki listu z mężem. Wydaje się, że mają problem z komunikacją. On postawił ją przed faktem, a to oznacza, że obawia się poruszać drażliwe kwestie. Działanie "z zaskoczenia" to, niestety, rozwiązanie siłowe, które dodatkowo wytrąciło Wiolettę z równowagi. Świadczy o tym, że para nie umie dogadać się w spornych sprawach. Incydent z Robertem można więc wykorzystać, żeby poćwiczyć osiąganie kompromisu. Jeśli żona poszła w tej sprawie na ustępstwo, pora na męża. Niech Wioletta szczerze powie, czego się obawia. A potem niech oboje uzgodnią, na co się zgadzają. Na jak długo udzielą kuzynowi schronienia, czy w grę wchodzi nocleg albo pożyczka. Mogą umówić się, jak reagować, kiedy Robert nadużyje ich gościnności. Jeśli gospodarze utworzą wspólny front, gość będzie musiał się podporządkować. A Wioletta poczuje się znacznie pewniej.

Dawno temu popełniłam jakiś błąd

List Ewy: Jestem matką dwóch dorosłych córek. Choć dzieli je mała różnica wieku, mają zupełnie inne charaktery. Na tym tle zawsze wybuchały konflikty, lecz dwa lata temu pokłóciły się tak, że przestały ze sobą rozmawiać. Od tamtej pory się unikają. Nie chciały się też widzieć podczas świąt. Najpierw przychodziła do mnie Agata z narzeczonym, a potem Kinga. Ale w tym roku zapowiedziałam, że nie urządzę dwóch wigilii, bo muszą się wreszcie dogadać. W końcu są siostrami! Wtedy usłyszałam od Kingi, że wykupi na święta wycieczkę last minute, jak zawsze pragnęła. A Agata zagroziła, że pójdzie do rodziny narzeczonego, a do mnie następnego dnia. Jestem załamana ich reakcją. Przecież taka zaciekłość i upór nie mają sensu! Z tego wszystkiego odechciało mi się sprzątać i gotować, przeszła mi ochota na święta. Jest mi przykro, że dla córek rodzina się nie liczy, że nie obchodzi ich, co ja czuję. Boję się, że dawno temu musiałam popełnić jakiś błąd w wychowaniu, a teraz jest już za późno, żeby go naprawić.

Rada eksperta: Ewa usiłuje pojednać córki, robi to jednak swoim kosztem. Chociaż nie wie, dlaczego się pokłóciły, bierze winę na siebie, oskarżając się o błędy wychowawcze. Pewnie ciężko jej pogodzić się z tym, że konflikt sięga głęboko, a jego przyczyna nie ma z nią nic wspólnego. Bo jeśli byłaby za niego odpowiedzialna, mogłaby go rozwiązać. Obawiam się jednak, że mimo najlepszych chęci, niewiele może zrobić. Doradziłabym jej, by zamiast zamartwiać się o Kingę i Agatę, skupiła się na sobie. Przestała tak bardzo się starać, a zastanowiła się, co ona chce mieć ze świąt, jak pragnie ten czas spędzić. To pewnie będzie dla niej trudne, ale jedynym sposobem na "odzyskanie" świąt jest zejście z pola walki. A to oznacza, że Ewa powinna spróbować pomyśleć teraz przede wszystkim o sobie, sprawić sobie na Gwiazdkę jakąś przyjemność. Może nadeszła pora, by dorosłe córki przejęły część obowiązków? Ewa mogłaby spytać, co mają do zaoferowania. Czy są w stanie, zaproponować jej coś od siebie?

Mama nie jest mile widziana

List Renaty: Mąż pochodzi z dużej, wielopokoleniowej rodziny. A dla mnie jedyną bliską osobą jest 82-letnia mama cierpiąca na demencję. Nie da się z nią już normalnie porozmawiać, trzeba przy niej wszystko robić, karmić ją i myć. W ubiegłych latach teściowie zapraszali ją na święta z nami. Ale teraz wigilię urządza bratowa męża, która dała do zrozumienia, że mama nie jest u niej mile widziana. Oficjalnym powodem jest brak miejsca, ale ja w to nie wierzę. Myślę, że Asia nie chce brać sobie kłopotu na głowę, w końcu to dla niej obca osoba. Ale co ja mam zrobić w tej sytuacji? Postanowiłam spędzić wigilię z mamą w domu, lecz mąż nie chce się zgodzić. Nalega, żebym zostawiła ją samą. Ja jednak nie mam sumienia, przecież to prawdopodobnie ostatnie święta w jej życiu. Czy to tak trudno zrozumieć?

Rada eksperta: Renata znalazła się w trudnym położeniu. Nic dziwnego, że czuje się rozdarta. W takiej sytuacji ma prawo podjąć każdą decyzję: zostać z mamą albo spędzić święta u bratowej. Obawiam się jednak, że gdyby wybrała drugie rozwiązanie, męczyłyby ją wyrzuty sumienia. Dlatego niech zrobi, co jej serce dyktuje, nikt nie powinien jej osądzać ani wywierać na nią presji. Chociaż najłatwiej skrytykować Asię za niezaproszenie starszej pani, to (choć możemy to źle oceniać) ona również ma prawo dobierać gości według dowolnego klucza. Dziś trudniej przestrzegać sztywnego savoir-vivre’u, bo coraz więcej jest związków nieformalnych i układów patchworkowych, a co za tym idzie, ciężej pogodzić różne interesy i potrzeby. Mąż także patrzy na sprawę ze swojego punktu widzenia. I również ciężko go za to winić. Odnoszę wrażenie, że jest zmęczony. Prawdopodobnie opieka nad teściową go wyczerpuje. Może niepokoi go stan psychiczny żony, przejmuje się jej zdrowiem? A co, gdyby zostawił żonę z mamą w wigilię? Należałoby pogodzić się z jego decyzją, choć doradzam rozmowę na ten temat. Dobrze byłoby pozwolić mu powiedzieć, co czuje, bez oburzania się. W tej sprawie nie ma idealnego rozwiązania, które zadowoliłoby wszystkich. No może takie, że pół wieczoru Renata siedzi u mamy, a pół u bratowej.

Chcę uciec gdzieś daleko

List Zuzanny: Już grudzień, wszyscy cieszą się na święta. A ja znowu będę po nich ledwo żywa. W tym roku spędzamy je razem z dwójką nastoletnich synów męża z pierwszego małżeństwa. Chłopcy nie dość, że ciągle kłócą się między sobą, to ostatnio stali się już zupełnie nie do wytrzymania. Moje dziewięcioletnie bliźniaki naśladują ich we wszystkim, więc kiedy cała czwórka znajduje się pod jednym dachem, dom przypomina pole bitwy. Dzieciaki hałasują, obrażają się na siebie, sieją zniszczenie. Na to, że mąż pomoże mi ogarnąć towarzystwo, nie liczę, bo kiedy konflikty przybierają na sile, woli się wycofać. A ja nie lubię zwracać uwagi jego synom, żeby nie zasłużyć na miano koszmarnej macochy. Na myśl o Bożym Narodzeniu ogarnia mnie panika. Najchętniej spakowałabym walizki i uciekła gdzieś przeczekać ten czas. Jestem chyba jedyną osobą, której zależy, żebyśmy przeżyli Gwiazdkę w jako takim spokoju. Szczerze mówiąc, mam tego dość.

Rada eksperta: Choć mąż Zuzanny nie lubi sytuacji konfliktowych, na jej miejscu próbowałabym namówić go do zmiany postępowania. Niech porozmawia z nim w cztery oczy. Lepszy skutek niż pretensje, przyniesie podkreślenie autorytetu taty w rodzinie. Zuzanna powinna mu uświadomić, ile jego zaangażowanie znaczy dla synów. I przekonać, że postawienie im granic poprawi stosunki oraz atmosferę. Namawiałabym ją też, by nie bała się zwracać uwagi pasierbom. Podejrzewam zresztą, że chłopcy świetnie wyczuwają tę słabość i wykorzystują ją. Plusem sytuacji jest to, że w domu są jeszcze bliźniaki. Zuzanna może więc równym traktowaniem własnych dzieci i synów męża udowodnić swoją bezstronność. Wbrew pozorom, dzieci mają dobrze rozwinięte poczucie sprawiedliwości i w głębi duszy wiedzą, kiedy zasługują na naganę. Źle jednak znoszą brak reguł. I mogą wtedy stać się jeszcze bardziej niegrzeczne.

Maria Barcz
Nasz ekspert: Joanna Żewakowska, psycholog, www.psychomedic.pl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje