Mama miała nosa!
Moja mama twierdzi, że gdy miałam dziewięć lat, ona już dobrze wiedziała, kto będzie moim mężem!
- Może syn sąsiadki, Mariuszek? ? zaproponowała babcia.
- E tam, Mariusz, łazi to wiecznie takie chuchro obsmarkane i brudne po podwórku. Rodzice sobie z nim rady nie dają, a mama chce, żeby biskupa witał!
- A ja uważam, że to miły chłopiec, a że czasem się wybrudzi na podwórku, to chyba normalne w tym wieku? ? trwała wymiana zdań pomiędzy mamą a seniorką rodu.
- Mamo, dla naszej Natalki to trzeba jakiegoś porządnego chłopca z dobrego domu... ? mówiła moja rodzicielka, po czym zamyśliła się na moment, by po chwili triumfalnie oznajmić:
- Mam! Maciek, syn pani Eli, tej, która uczy matematyki w liceum! Dziwne, że od razu na to nie wpadłam! ? moja mama była przekonana o swoim geniuszu.
- No Natalciu, już mamy dla ciebie godnego kandydata.
- Chyba nie tego zarozumialca Maćka?!
- Co takiego?! ? zainteresowała się mama. ? Co ci się w nim nie podoba?
- On zadziera nosa.
- Jak to? Przecież chodzicie razem do świetlicy po lekcjach, myślałam, że go lubisz.
- No właśnie nie. Bo kiedyś w świetlicy się do niego odezwałam, a on nic mi nie od
powiedział. Tylko tak dziwnie na mnie popatrzył i poszedł bawić się z chłopakami.
- Chłopcy w tym wieku są jeszcze bardzo dziecinni. Pewnie nie wiedział, co powiedzieć... ? zawyrokowała mama.
- Nie, mamusiu, on ze wszystkimi rozmawia i jest bardzo mądry. I przynosi do szkoły takie fajne komiksy... Tylko do mnie jakoś nic nie mówi...
- To nic, słonko. Ważne, żebyście ładnie razem wyglądali, a jego mama na pewno nie dopuści, żeby jej synek przyszedł witać biskupa ubrany w spodnie od dresu! ? mama była myślami w zupełnie innym świecie niż mój! ? Nie masz się czym martwić. To na pewno fajny chłopczyk. Poza tym Elwira, to znaczy mama Maćka, to równa babka! ? dyskusja się skończyła.
Tak naprawdę nie chciałam, żeby moim towarzyszem był Maciek, bo strasznie mi się podobał. Zawstydzał mnie. Był starszy o rok i chyba uważał mnie za gówniarę, przynajmniej tak wtedy myślałam. Chociaż z drugiej strony, czasami na mszy dla dzieci albo w świetlicy zerkał na mnie ukradkiem. Ja ciągle kukałam w jego stronę! Pamiętam, że przed samą uroczystością byłam bardzo zdenerwowana. Choć wiersz miałam opanowany do perfekcji, to myśl o tym, że będę go miała wyrecytować w obecności mojej wielkiej dziecięcej miłości, paraliżowała mnie.
- Natalciu, co się z tobą dzieje? ? spytała mama, kiedy oświadczyłam, że nie czuję się najlepiej i że najchętniej zostałabym w domu.
- Tylko nie wymyślaj! ? rozpracowała mnie mama. ? Czym ty się martwisz, dziecko? ? zapytała już łagodniej. ? Przed żadnym konkursem recytatorskim nie byłaś tak stremowana, jak teraz.
- Mamusiu, bo to taki ważny ksiądz! ? wymyśliłam na poczekaniu, bo jak tu się przyznać, że najbardziej stresuje mnie obecność mojego towarzysza?
- Nic się nie martw, ksiądz biskup świetnie dogaduje się z dziećmi. Zobaczysz, będzie wspaniale! Ślicznie wyglądasz, wspa-
niale recytujesz, no i przy tobie będzie Maciek. Telefonowałam dzisiaj do jego mamy, mówiła, że kupiła piękne kwiaty... A Maciek koniecznie chciał iść w garniturze i błękitnej muszce. Będziecie piękną parą! ? mama nieświadomie pobudzała moją wyobraźnię.
Zaczęłam się zastanawiać, czy niebieskie lakierki pasują do sukienki i czy spodobam się Maćkowi w nowej kreacji.
W końcu wybiła godzina zero! Poszłyśmy do kościoła. Po drodze powtarzałam jeszcze wiersz. Przed kaplicą czekał na nas Maciek i jego rodzice. Potem dołączyła jeszcze moja babcia, która pocałowała mnie w czoło i powiedziała, że idzie zająć miejsce w pierwszej ławce, żeby dokładnie widzieć swoją wnusię. Pamiętam to wszystko, jakby działo się wczoraj, choć od tamtego dnia minęło prawie dwadzieścia lat....
Nasze mamy zachwycały się nienagannym wyglądem swoich pociech.
- Co za elegant - komplementowała Maćka moja rodzicielka.
Schowałam się za jej plecami i ukradkiem spoglądałam na mojego towarzysza. Stał dumnie wyprostowany i jak zwykle mnie ignorował.
- No, maluchy, wchodzimy do kościoła, zaraz zacznie się uroczystość - powiedziała pani Ela.
Staliśmy przy samym ołtarzu. Po chwili zaczęła się msza. Najpierw biskupa powitał proboszcz, potem przyszła kolej na nasze wystąpienie. Wzięłam do ręki mikrofon, spojrzałam na Maćka, a on o dziwo uśmiechnął się do mnie tak, jakby chciał dodać mi otuchy. Przezwyciężyłam stres i nie pomyliłam ani jednego słowa. Potem Maciek wręczył bukiet. Następnie padło parę standardowych pytań. Biskup dowiedział się, jak brzmią nasze imiona, ile mamy lat. W pewnym momencie padło nieoczekiwane pytanie:
- Macie jakieś dwójki w szkole?
Spojrzeliśmy na siebie i spuściliśmy zawstydzeni głowy. Przypomniałam sobie, że nie powiedziałam rodzicom o dwói z matematyki, ale jak tu przemilczeć sprawę wobec księdza biskupa?...
- Widzę, że Natalia się zawstydziła - powiedział dostojny gość. - Jak chcesz, możesz powiedzieć mi na ucho.
Podeszłam do ekscelencji i wyznałam szeptem, że mam jedną dwóję na koncie... Biskup uśmiechnął się łagodnie, a wszystkim zebranym w kościele od razu poprawił się humor - nie ma to jak cudze nieszczęście. Potem przyszła kolej na Maćka, który powiedział do mikrofonu:
- Uczeń bez dwójki jest jak żołnierz bez karabinu! - swym zuchwałym wyznaniem wprawił wszystkich wiernych w jeszcze lepszy nastrój.
Na koniec biskup podarował nam pamiątkowe obrazki i wreszcie mogliśmy odetchnąć z ulgą. Gdy wracaliśmy do rodziców, Maciek odezwał się do mnie:
- Natalka, ładnie wyglądasz w tej niebieskiej sukience.
Myślałam, że zemdleję! Popatrzyłam na niego i powiedziałam:
- A ty masz fajną muchę!
- Dzięki! Ubrałem ją specjalnie dla ciebie... - byłam w szoku!
Od tego czasu w świetlicy Maciek sam proponował mi oglądanie komiksów. A gdy miałam urodziny, przyniósł mi wiązankę kwiatów. Ach, ta pierwsza szkolna miłość. Potem nasze drogi rozeszły się na kilka dobrych lat. Maciek i jego rodzice przeprowadzili się do innej dzielnicy miasta, rozminęliśmy się też przy wyborze liceów. Ponownie spotkaliśmy się dopiero podczas studiów, zupełnym przypadkiem na jednej z imprez organizowanych przez uczelnię. I stało się! Dawne, dziecięce uczucie wróciło, i to ze zdwojoną siłą!
Niebawem czeka nas wielka uroczystość! Znowu spotkamy się przy ołtarzu naszej rodzinnej parafii. W czerwcu bierzemy ślub. Moja mama twierdzi, oczywiście, że to wszystko jej zasługa!
Natalia M., 27 lat
Artykuł pochodzi z kategorii: Z życia wzięte
-
Wasze komentarze


























Wasze komentarze (10)
Poza tym każda miłość ma w sobie coś z bajki i w jakiś sposób jest wyjątkowa, jeśli jest prawdziwa. Tylko nie zawsze potrafimy to zobaczyć w niej - i niekoniecznie w swojej miłości do drugiej osoby.
jako nastolatkowie-zakochani
jako dorośli-zakochani
też bym tak chciała bo MOJA miłość również nie zwraca na mnie uwagi... ale ja jestem starsza od niej gdy poznała Maćka
Chociaż kto wie może się ułoży...