Obyś starą panną nie została

„Nigdy nie chodź pod drabiną, wyrzuć z domu kaktusy i... koty“, powtarzała mi stale babcia, która twierdziła, że o szczęście trzeba się „właściwie” zatroszczyć!

Kiedy kilka miesięcy temu skończyłam urządzać mieszkanie, które dostałam w spadku po ciotce Helenie, zaprosiłam moją ukochaną babcię, żeby zobaczyła, jak wygląda moje nowe gniazdko.

Reklama

- Ślicznie tu, Agusiu, i tak przyjemnie! - zawołała z zachwytem. - Aż dziw, że to jest to samo mieszkanie - dodała i zaraz zniżyła głos. - Bo Helenka nigdy nie miała gustu. Och, nie powinnam tak o niej mówić, świeć Panie nad jej duszą. Zmarłych należy wspominać tylko dobrze, pamiętaj o tym, moja droga - babcia Jasia spojrzała w górę, jakby chciała przeprosić swoją siostrę, bawiącą na niebiańskich polach.

Po chwili zaczęła przechadzać się po pokojach i bardziej krytycznie oceniać moje dokonania. Co chwilę kręciła głową i wzdychała. Wreszcie nie wytrzymała...

- Oj, Agusiu! Nie możesz trzymać w domu kaktusów! - wykrzyknęła z przerażeniem w głosie.

- Bo?... - zdziwiłam się.

- Bo, moja droga, zostaniesz, odpukać w niemalowane, starą panną! - powiedziała niemalże szeptem.

- Babciu! Widzę, że ty jak zwykle martwisz się tylko o to! Jak mam zostać starą panną, to nawet usunięcie kaktusów mi nie pomoże - próbowałam wyjaśnić kochanej staruszce, że w takie rzeczy w ogóle nie wierzę.

- Wypluj te słowa! - przerwała mi gwałtownie, a potem dodała: - A i przez te koty żaden kawaler cię nie zechce. Panna na wydaniu nie może trzymać kotów w domu. To prawda stara jak świat!

Wybuchnęłam śmiechem, ale widząc zgorszoną minę babci, spoważniałam.

- Pożyjemy, zobaczymy - odparłam nieco bardziej ugodowo. - Nie martw się...

- Niedługo skończysz dwadzieścia sześć lat! To ostatni dzwonek!

Babcia jest kobietą starej daty i uważa, że dziewczyna powinna jak najszybciej wyjść za mąż. Chciałam jej wytłumaczyć, że w dzisiejszych czasach zamążpójście nie jest jedynym marzeniem kobiety, ale nie zdążyłam, bo babcia znów wykrzyknęła przerażona:

- No nie! Zdejmij natychmiast to lustro!

- Dlaczego? Co tym razem mi grozi? - zapytałam z nutką ironii.

- Zawiesiłaś je na wprost stołu...

- Tak mi pasowało, powiększa optycznie ten pokój - wyjaśniłam spokojnie.

- Powiększa twoje zagrożenie staropanieństwem - spojrzała na mnie z naganą. - Oj, dziewczyno, jak ty nic nie wiesz i niczego nie rozumiesz!

- Tak, tak, ale za to mam ciebie - podeszłam do niej i pocałowałam w policzek.

- Całe życie muszę nad tobą czuwać i cię pilnować! - powiedziała już nieco łagodniejszym tonem.

- Sprawdzę jeszcze kuchnię i łazienkę - żwawym krokiem ruszyła na inspekcję pozostałych pomieszczeń.

- No i jak? - zapytałam. - Mam nadzieję, że niczego więcej nie znalazłaś...

Babcia rozejrzała się jeszcze raz dookoła.

- No, moja droga, a ile razy trzeba ci powtarzać, że torby nie wolno kłaść na podłodze! Chcesz, żeby ci pieniądze uciekły?

Ręce mi opadły. Babci wszystko kojarzyło się z jakimś nieszczęściem lub stratą, choćby i potencjalną. Powinnam się uodpornić na to, bo od dzieciństwa faszerowała mnie przestrogami typu: "Nie przechodź pod drabiną, nie oblizuj wałka do ciasta, bo będziesz miała łysego męża, nie siadaj na rogu stołu, nie wstawaj lewą nogą, jak ci czarny kot przebiegnie drogę, zawróć", i tak dalej. Ale jakoś mi się nie udało z tym uporać.

- A, paprotek ci dam trochę. Nie martw się... - powiedziała znienacka. Tak, paprotki to był jej konik. Musiały być w każdym pokoju, bo odstraszały duchy i chroniły przed nocnymi koszmarami. A skąd brała szczepki? Nawzajem z sąsiadkami podkradały sobie, żeby lepiej rosły. Bardzo mnie śmieszyło, kiedy wracała od którejś ze swoich kamratek i z triumfalnym uśmiechem wkładała szczepkę do szklanki z wodą.

- Mam nadzieję, że będzie pięknie rosła. Bo wiesz, Agusiu, szczepka przyjmie się, kiedy się ją ukradnie - instruowała mnie konspiracyjnym szeptem.

- Jedna wystarczy - podziękowałam zrezygnowana. Nie cierpiałam tych roślin, ale na babcię nie było siły.

- A ty, moja droga, świeczki paliłaś i okadzałaś szałwią mieszkanie? - zaczęła babcia z innej beczki, choć nie jestem pewna, czy rzeczywiście z innej.

- Litości, a po co?

- Żeby po zmarłej Helenie, świeć Panie nad jej duszą, złą energię usunąć.

- Tak, tak, babciu, jak tylko się tu wprowadziłam, zrobiłam to - skłamałam.

- Wszędzie? - zapytała podejrzliwie.

- Tak, wszędzie, w każdym pokoju, kuchni i łazience, i w przedpokoju - zapewniłam, starając się zachować powagę.

- No to dobrze, dobrze - odparła zadowolona. - To co, napijemy się herbatki? A krzyżyk powiesiłaś?

- Jeszcze nie, ale to zrobię...

- Zrób to koniecznie, kochana.

Tego wieczoru babcia uszczęśliwiła mnie opowieściami o swoich znajomych, którym przydarzyły się różne dziwne rzeczy, ponieważ naśmiewali się z tych, jak to mówili, zabobonów, a potem płakali, gdy spotkały ich nieszczęścia. Następnego dnia opowiedziałam mojej przyjaciółce, Oli, o wizycie babci i jej przepowiedniach dotyczących mojej przyszłości.

- Aga, ale może ty zdejmij to lustro i wyrzuć kaktusy - powiedziała na koniec całkiem serio Olka.

- Odbiło ci? Prawda? - spojrzałam na nią z niedowierzaniem.

- Wiesz, może w tym coś jest...

- Halo, Ola, pijesz do mnie? Uważasz, że nie mam faceta, bo trzymam koty i kaktusy? Nie no, nie wierzę!

- Ej, no Aga...

- Babcia by się ucieszyła, słysząc to, co powiedziałaś...

Z pracy wracałam jak zwykle samochodem. Było bardzo ślisko, wzdłuż drogi leżały zwały śniegu. Nagle ni stąd ni zowąd na drodze pojawił się czarny kot. Odruchowo nacisnęłam pedał hamulca, wpadłam w poślizg i wryłam się w półmetrową zaspę. Włączyłam światła awaryjne.

Dowiedz się więcej na temat: przesądy | koty | małżeństwa | magia

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje