Reklama

  •  

    Potwór zwany ojcem

Mojemu synowi nie ułożyło się życie osobiste, ale to jeszcze nie powód, by maltretować własną córkę!

Zdjęcie

 /© Panthermedia
/© Panthermedia
Od dawna nad tym domem zbierały się czarne chmury. Dorotka, moja wnuczka, stawała się coraz bardziej nieznośna - pyskata, niegrzeczna, obojętna. Zaniedbywała naukę, całymi dniami nie było jej w domu, a gdy już do niego zawitała, zamykała się w pokoju i słuchała nastawionej na cały regulator muzyki.

Arkadiusz, mój syn... Trudno mi nawet opisać, co się z nim działo. Według mnie, z każdym rokiem, od kiedy zostawiła go żona, staczał się coraz bardziej. Wydawało się, że nic go nie obchodzi. Ani ja, ani jego własne dziecko, ani dom... Szedł do pracy, wracał z niej, jadł w milczeniu obiad, oglądał telewizję, popijając piwo, albo wychodził do knajpy. A jeśli się już odezwał, to tylko po to, żeby zrobić awanturę. Tak jak tamtego dnia. Już z pracy wrócił naburmuszony.

- Jest obiad? - zapytał w progu.

Reklama

- Jeszcze nie - zaprzeczyłam, uwijając się w kuchni.

- Cholera! - zaklął wściekle.

- Cały dzień haruję, a potem nawet jeść na czas mi nie dadzą! Co za dom!

- Synu, uspokój się, bardzo cię proszę - powiedziałam łagodnie. - Ja też nie wyleguję się od rana do nocy na tapczanie. Myślisz, że kto pierze, prasuje i sprząta?! Kto robi zakupy? - wymieniałam. - A ja przecież nie mam już dwudziestu lat.

- A ona? - syknął, wskazując głową w kierunku pokoju córki, z którego dochodziła głośna muzyka.

- Prosiłam, żeby mi pomogła, ale ma dużo nauki - wzruszyłam ramionami.

- Już ja jej dam naukę! - wycedził przez zęby Arek i zanim zdążyłam zareagować, wpadł do pokoju Doroty. Pobiegłam za nim, czując już, że niedobrze się dzieje.

- Tak się uczysz?! - ryknął na początek Arkadiusz, stając przed córką, która leżała na łóżku i gapiła się w sufit.

- Gdzie są książki?! - wrzeszczał, zwalając wszystko z biurka.

- Masz tylko jeden obowiązek: uczyć się. I to jeszcze dla ciebie za dużo?! Nawet na ten wysiłek nie stać?!

- Arek! - próbowałam go powstrzymać, ale tylko odgonił mnie ręką. Potem kazał Dorocie wyłączyć muzykę. Wzruszyła ramionami. Zaczął więc na oślep walić we wszystkie przyciski. Muzyka jednak dalej grała, a moja wnuczka śmiała się złośliwie.

Artykuł pochodzi z kategorii: Z życia wzięte

Zobacz również

  • Kochaj mnie szeptem

    Nie mogliśmy się doczekać nocy, kiedy w spokoju, bez rodziców za ścianą, będziemy się cieszyć miłością. Dlatego po wprowadzeniu się do własnej kawalerki daliśmy upust swoim... więcej

  • Wasze komentarze

  • Oceń tekst

    Ocen: 7

Reklama

Wasze komentarze (10)

  • 13.12.2011 (09:57)
    ~mkp
    Trudno się dziwić, skoro w Polsce propaguje się tzw. świętą rodzinę, czyli matkę, syna i towarzysza matki, i jeszcze się to wszystko zawija w opakowanie pn. chrześcijańskie wartości.
  • 13.12.2011 (09:53)
    ~ik
    Dziękuję Ci za ten list Jadwigo
  • ~Link sponsorowany
  • 13.12.2011 (08:56)
    ~ela
    Nie jestem bez winy, wiem, bo moglam sie rozwiesc. Dzis zaluje,ze tego nie zrobilam, ale jest za pozno.
  • 13.12.2011 (08:56)
    ~Opuszczony.
    Cyt.: "puki co udaje mi sie trzymac te
    zwiazki na dystans nie wiem jak długo , bo sa mi
    pomocni , prezenciki, zakupki,wyjazdy, to mi
    odpowiada ale potem niech wracają do żon"

    Aaa, to na tym polega "bycie singielką". No gratulacje...
  • 13.12.2011 (08:51)
    ~ela
    Nadmiar dobroci tez szkodzi. Maz pozwalal synowi na wszystko i wyrosl z niego len smierdzacy. Ja nie mialam domu nic do gadania, niestety, tyle moge dodac na swoje usprawiedliwienie.