Gdy zdrowe jedzenie staje się obsesją

Dbałość o zdrowe odżywianie się może przerodzić się w obsesję. Mamy wtedy do czynienia z ortoreksją, która niedawno trafiła na listę zaburzeń psychicznych.

Jak twierdzą lekarze, ortoreksja to choroba ludzi skupionych na sobie. Są oni przekonani, że odpowiednio odżywiając się przejmują kontrolę nad swoim zdrowiem i wyglądem. Bardziej zależy im na tym, co jedzą, niż na samej przyjemności płynącej z jedzenia.

Reklama

Zwykle wszystko zaczyna się zupełnie niewinnie. Ortorektycy przestają jeść fast-foody, odstawiają cukier, kawę, alkohol. Z czasem lista produktów zakazanych jest coraz dłuższa. Do spożycia natomiast nadaje się - zdaniem cierpiących na ortoreksję - naprawdę niewiele. Jeśli woda, to tylko destylowana, jeśli mleko to tylko sojowe, jeśli jogurt to tylko niskokaloryczny...

Ortorektycy cały czas myslą o tym, co jedzą. Koncentruja się na każdym kęsie, przeżuwają go w nieskończoność. Skrupulatnie notują pochłonięte ilości pokramu. Wcześniej obowiązkowo sprawdzają ich wartośc kaloryczną z tabelami. Z czasem znają te wartości na pamięć. Jeśli podczas jednego posiłku zdarzy się im zjeść nieco więcej, następny posiłek będzie na pewno ograniczony. Czują się winni za każdy wyjątek w zaplanowanej wcześniej diecie. Już dzień wcześniej zastanawiają się, co będą jeść następnego dnia.

Ortorektycy to szczególnie nieprzyjemny gatunek klientów. Podczas zakupów studiują etykiety - sprawdzą dokładnie daty ważności produktów, ich skład, wartość odżywczą, zawartość konserwantów, itd. Znajdą też czas na to, aby zamiast do supermarketu pójść po warzywa czy owoce na targ do zaprzyjaźnionej gospodyni prowadzącej gospodarstwo ekologiczne.

Unikają stołowania się w restauracjach czy barach. Najchętniej jedzą to, co sami sobie ugotują - wtedy są pewni, że posiłek będzie świeży i odpowiednio kaloryczny. Lubią jeść w samotności, najchętniej w domu. Wtedy mogą najpierw wszystko dokładnie obejrzeć, zważyć, powąchać, a potem spokojnie przeżuć i strawić. Jeśli już mają pójść na proszoną kolację, to najchętniej zabraliby ze sobą własny prowiant. Z tego powodu są często wyizolowani towarzysko. Trudno bowiem znieść osobę, która nie dość, że nie poczęstuje się niczym, to jeszcze z oburzeniem patrzy na to, co spożywają inni.

Wśród znanych ortorektyczek na świecie wymienia się m.in. Julię Roberts, która przychodzi do restauracji z własnym mlekiem sojowym, Winonę Ryder, pijącą tylko organiczna colę oraz Gwyneth Paltrow, której osobisty kucharz nawet na planie filmowym przyrządza zdrowy lunch. Polskim ortorektykiem jest m.in. minister Grzegorz Kołotko, nazywany w sejmowych kuluarach "tygrysem na kiełkach".

Dowiedz się więcej na temat: jedzenie | zdrowe jedzenie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje