Lęki antykoncepcyjne

Panika, która towarzyszyła dopuszczeniu do sprzedaży bez recepty jednego ze środków antykoncepcji awaryjnej, potwierdza starą prawdę: Najbardziej boimy się nieznanego.

Wykorzystuje działanie hormonu, naturalnie występującego w organizmie kobiety. Blokuje i hamuje owulację. Nie wywołuje poronień.  Nie ma skutków ubocznych, poważnie zagrażających zdrowiu lub życiu kobiety czy płodu. Jej skuteczność waha się od 85 do 60%, w zależności od czasu, który upłynie od stosunku do jej zażycia.  Tym,  i tylko tym, jest ellaOne, środek antykoncepcji awaryjnej, który decyzją Komisji Europejskiej, został dopuszczony do sprzedaży bez recepty w krajach członkowskich.

Reklama

A jednak to "tylko i tylko tyle" wystarczyło, by poruszyć najgorętsze umysły i najostrzejsze języki polskiej polityki i publicystyki. Po jednej stronie sporu stanęły środowiska kobiece, cieszące się z większej dostępności antykoncepcji,  po drugiej konserwatywni publicyści, wskazujący ewentualne negatywne skutki unijnej decyzji. Jednak, jak wynika z wypowiedzi ekspertów,  racji nie ma ani jedna, ani druga strona. Choć nie ma się czego bać, powodów do radości też nie ma zbyt wielu.

W poszukiwaniu furtki

- Tą decyzją Komisja Europejska odwaliła kawał dobrej roboty i wyręczyła polski rząd. Nie ma się co oszukiwać,  bez ingerencji Unii  w Polsce jeszcze długo nie można by było kupić antykoncepcji awaryjnej bez recepty - mówi Anka Grzywacz z Federacji na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny   - Sądząc po deklaracjach ministerstwa zdrowia, decyzja o dopuszczeniu tabletki ellaOne do sprzedaży bez recepty  jest decyzją ostateczną. Przepisy nie dają żadnej furtki, która umożliwiałaby ich obejście.

Choć niektórzy zapewne chętnie by z takiej furtki skorzystali. Krótko po ogłoszeniu treści decyzji Komisji Europejskiej w-ce szef resortu zdrowia Sławomir Neumann zadeklarował, że jeżeli unijne przepisy pozostawią tę decyzję krajom członkowskim, w Polsce tabletka dzień po będzie na receptę.

Teoretycznie, taką furtką mógłby być znajdujący się w unijnym prawie zapis, który pozwala nie zastosować się państwom członkowskim do postanowień określonej dyrektywy w zakresie decyzji o dopuszczeniu do obrotu, jeśli dotyczą one antykoncepcji lub środków poronnych.

Jednak, aby Polska mogła z niego skorzystać,  musiałaby powołać się na istniejące już przepisy ograniczające dostęp do antykoncepcji. A takich przepisów w naszym kraju nie ma.

- Decyzja Komisji Europejskiej o dopuszczenie do obrotu obowiązuje we wszystkich krajach Unii Europejskiej. Natomiast to, co później dzieje się z wykonalnością tej decyzji zależy od ustawodawstwa danego kraju członkowskiego, jeśli dotyczy decyzji w odniesieniu do leków antykoncepcyjnych lub poronnych - tłumaczy Katarzyna Sabiłło, prezeska fundacji Lege Pharmaciae.

- To oznacza, że gdybyśmy mieli w Polsce szczególne zapisy dotyczące środków antykoncepcyjnych, tak jak ma to miejsce w przypadku leków poronnych, wtedy ta decyzja nie stosowałaby się bezpośrednio. Jednak my takich przepisów odnoszących się do antykoncepcji nie mamy. Zakaz sprzedaży leków antykoncepcyjnych obowiązuje, np. na Malcie i tam decyzja Komisji Europejskiej nie ma zastosowania niezależnie od tego, czy jest to lek wydawany na receptę czy bez - dodaje Sabiłło.

Mimo, że prawo jest w tej kwestii jasne, niektórzy nie przestają szukać drogi do jego obejścia.

Była rzeczniczka rządu Iwona Sulik, krótko przed podaniem się do dymisji stwierdziła, że wystarczą małe zmiany w prawie, aby ten lek przechodził procedurę taką samą jak wszystkie inne medykamenty.  Oznaczałoby to, że urząd rejestracji leków decydowałby o tym, czy jest to lek na receptę czy nie na receptę.

Naczelna Rada Aptekarska wystosowała zaś stanowisko, w którym apeluje m.in. do resortu zdrowia o  podjęcie "bezzwłocznych, zdecydowanych i skutecznych działań w celu wprowadzenia regulacji prawnych, które zapewnią, że produkty zawierające octan uliprystalu wydawane były wyłącznie na podstawie recepty lekarskiej".

Jednak eksperci zapewniają, że o żadnych "bezzwłocznych działaniach" czy "drobnych zmianach w prawie", które umożliwiłyby sprzedaż tabletki ellaOne na receptę nie ma mowy.

- Według mnie to jest niedopuszczalne - mówi Sabiłło - Nie można wprowadzić takich zmian w przepisach prawa, które pozwalałyby na kwestionowanie decyzji Komisji Europejskiej. Lek jest dopuszczony do sprzedaży bez recepty na podstawie danych potwierdzających wymagany w takim przypadku profil bezpieczeństwa, a my nagle wprowadzilibyśmy przepisy, które pozwalałyby zmienić warunki takiego dopuszczenia. Na jakiej podstawie? Polska musiałaby podważyć wiarygodność przedstawionych danych klinicznych, na podstawie których uznano profil bezpieczeństwa za wystarczający do przyznania lekowi statusu "bez recepty". Nawet gdyby taki przepis wprowadzono, to zapewne skończyłoby się to zaskarżeniem go przez Komisję Europejską.

Trutka bez recepty

Debata na temat interpretacji zapisów rozporządzenia Komisji Europejskiej stanowiła jedynie rozgrzewkę przed awanturą o skutki, jakie może wywołać ułatwienie  dostępu do niej.

"Cyklon B", "Trutka dla dzieci i matek", "Preparat o dewastacyjnym wpływie na zdrowie kobiety" - to najpopularniejsze komentarze sceptycznych wobec unijnej decyzji publicystów, polityków i aktywistów odnoszące się do działania i skutków ubocznych antykoncepcji awaryjnej.  Jednak te opinie, choć brzmią dramatycznie, zdaniem ekspertów z prawdą mają niewiele wspólnego.

 - Ta tabletka w żaden sposób nie zagraża zdrowiu kobiety jeśli dawkujemy ją tak, jak wskazuje producent czyli nie częściej niż raz w miesiącu i 4 razy do roku - tłumaczy dr hab. n.med. ginekolog Agnieszka Drosdzol-Cop - Problemy mogą się pojawić jedynie wtedy, gdy  będziemy jej nadużywać.

Jednak nawet w takim przypadku, trudno powiedzieć, aby lek ten miał jak "dewastacyjny wpływ na zdrowie kobiety".  - Jeśli zażyjemy tabletkę częściej niż jest to zalecane, możemy doprowadzić do rozregulowania cyklu miesiączkowego oraz niedogodności tj. nudności czy bóle głowy.  Jedynie tyle, nic więcej - tłumaczy ginekolog - Nawet w najmłodszej grupie wiekowej, u nastolatek, jedynymi skutkami ubocznymi przyjmowania tego środka jest rozregulowanie cyklu miesiączkowego.

Poronienie bez zapłodnienia

 - Ja uważam, że sprzedaż środków wczesnoporonnych - bo pigułka "dzień po'' to jest po prostu ekspresowa aborcja - w ogóle powinna być zakazana - stwierdził w jednym z wywiadów Jarosław Gowin.

Opinia wyrażona przez byłego ministra sprawiedliwości jest jednym z  najpoważniejszych zarzutów od początku dyskusji kierowanych pod adresem tabletki ellaOne.  Jednak to utożsamianie antykoncepcji awaryjnej ze środkami poronnymi,  jest po prosu myleniem pojęć.

 - Podstawowa różnica między środkiem antykoncepcyjnym, a poronnym jest taka, że ten pierwszy zapobiega ciąży, drugi zaś przerywa i wydala istniejącą już ciążę - tłumaczy Grzywacz - W Polsce cały czas pokutuje mit, że tabletki "po" mają mechanizm przeciwzagnieżdżeniowy. Tymczasem najnowsze badania przedstawione na Kongresie Europejskiego Towarzystwa Antykoncepcji wykazały, że  ten środek najprawdopodobniej nie ma wpływu na endometrium czyli na błonę śluzową macicy, w której zagnieżdża się zarodek - dodaje przedstawicielka Federacji.

 - Jedynym działaniem tabletki ellaOne jest hamowanie i blokowanie owulacji , nie ma ona natomiast  żadnego wpływu  na endometrium - mówi Drosdzol-Cop. - Inne środki oddziałują  na endometrium, powodując  krwawienie. Nie dochodzi wtedy do zagnieżdżenia zapłodnionej komórki jajowej.  Jednak  ta konkretna tabletka, nie wywołuje takich skutków. 

W praktyce  oznacza to, że jeśli zażyjemy tabletkę już po tym jak dojdzie do owulacji czy zapłodnienia, nie odniesie ona żadnego skutku. Nie pomoże wydalić z organizmu zarodka ani nie zlikwiduje ciąży, do której już doszło. Najlepszym dowodem na brak poronnego działanie ellaOne są  ciąże, w które zachodziły kobiety mimo połknięcia "tabletki po". Zdrowe i donoszone ciążę, bo wbrew obawom, jej zażycie nie ma wpływu na kondycje płodu i przebieg ciąży.

Nowa moda wśród nastolatków

49% polskich lekarzy sprzeciwia się sprzedawaniu pigułek "dzień po" bez recepty - wynika z sondażu przeprowadzonego przez serwis konsylium24.pl. Tak spora liczba może dziwić, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę fakt, że jak twierdzą cytowani wcześniej eksperci, ryzyko negatywnego wpływu tej tabletki na zdrowie przyjmujących go kobiet jest znikomy.

Drosdzol-Cop taki wynik sondaży tłumaczy obawą przed niewłaściwym stosowaniem leku wynikającym z braków w edukacji seksualnej.  - U pewnego odsetka lekarzy ta niechęć wynika zapewne ze światopoglądu. Myślę jednak, że w większości przypadków u jej podstaw leży obawa, że część kobiet zacznie traktować tabletkę awaryjną jak zwykłą antykoncepcję i będzie zażywać ją po każdym stosunku, którego efektem może być niechciana ciąża. W Polsce to ryzyko jest tym większe, że brak jest odpowiedniej edukacji seksualnej.

Dostępna bez recepty, ale dla kogo?

Póki co, przed zapanowaniem "mody na  tabletkę po" dość skutecznie powinna chronić jej cena. Jedno opakowanie ellaOne kosztuje ok. 130 złotych. To dużo, nie tylko dla nastolatek, ale też dla wielu dorosłych pacjentek.  - Taka kwota to często cena zaporowa. Mamy sygnały od kobiet, że nie stać ich, żeby co miesiąc kupić sobie tabletki antykoncepcyjne, które kosztują ok. 40 zł. Skąd miałyby więc wziąć to 135 złotych? - pyta Grzywacz.

Przedstawicielka Federacji  przyznaje, że mimo, że decyzja Komisji Europejskiej to krok w dobrą stronę, trudno jeszcze mówić o pełnym sukcesie.

 - Powinniśmy rozmawiać o refundacji lub zniesieniu recept na środki antykoncepcji awaryjnej pierwszej generacji. One są tańsze, a ich działanie i wpływ na zdrowie kobiet obserwowane są od kilkudziesięciu lat i nie mają one poważnych skutków ubocznych. Sprzedawanie ich bez recepty, byłoby rozwiązaniem dla uboższych kobiet- mówi Grzywacz   -Te preparaty są dostępne bez recepty w 23 krajach Unii Europejskiej  już od kilku lat. Nawet w Irlandii, która jest krajem o wiele bardziej konserwatywnym niż Polska, i w którym obowiązuje niemal całkowity zakaz aborcji - dodaje przedstawicielka  Federacji.

Leki spod ziemi

Warto rozmawiać tym bardziej, że utrudnianie dostępu do środków antykoncepcyjnych wcale nie oznacza, że kobiety zrezygnują z ich stosowania. Wręcz przeciwnie -  skłania do sięgania po "babcine środki antykoncepcyjne", które mogą być nie tylko nieskuteczne, ale również niebezpieczne dla zdrowia.

W odpowiedzi na zapytanie "domowe metody antykoncepcji po stosunku", wyszukiwarka Google podaje długą listę wyników. Znajdują się na niej fora, na których internautki polecają sobie sposoby takie jak: płukanie pochwy wodą z mydłem czy olejem, podmywanie się octem czy stosowanie płukanki z coca-coli. A obok nich porady gdzie, jak i za ile kupić pigułkę "po".

 - W Polsce kwitnie czarny rynek tabletek antykoncepcyjnych. Kobiety odsprzedają sobie opakowania antykoncepcji doraźnej, kupują środki w internecie lub  w podejrzanych miejscach - mówi Grzywacz -  Po to kupujemy leki  w aptece lub idziemy po receptę do lekarza, żeby wyjaśnić ewentualne wątpliwości dotyczące ich stosowania. Natomiast gdy kupujemy medykamenty  z niewiadomego źródła to nie mamy  gwarancji czy jest to pożądany przez nas  środek. Pół biedy jeśli jest to jakaś nieskuteczna witamina, gorzej gdy w tą drogą nabędziemy substancję  szkodliwą dla zdrowia

W większości krajów Unii ułatwienie dostępu do antykoncepcji awaryjnej spowodowało spadek liczny aborcji i niechcianych ciąż. Czy podobnie stanie się w Polsce, czas pokaże. Jedna zamiast czekać na to, co przyniesie przyszłość, warto byłoby postawić na rzetelną edukację seksualną. Tak  by przyjmowanie tabletki "po" było naprawdę skutkiem "awaryjnej sytuacji", a nie strachu, niewiedzy czy nieumiejętności stosowania innych zabezpieczeń.


Aleksandra Suława

 

 

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje