Schudnij bez stresu!

Jak tego dokonać, zdradza Klaudia Pingot, dziś trenerka rozwoju osobistego, kiedyś oficer policji. Stworzyła metodę FitMind, którą udowadnia, że dla odzyskania szczupłej sylwetki ważniejsze jest bycie w zgodzie ze sobą niż dieta cud.

Iwona Milewska: Przekonuje pani, że stosowanie diet odchudzających nie zapewni sukcesu...

Reklama

Klaudia Pingot: - Tak, bo zwykle zakładają duże ograniczenie kalorii, na siłę eliminują to, co lubimy. Jeżeli zmuszam ciało do głodowania, ono zawsze stawia opór. Owszem, wytrzymam miesiąc, nawet dwa, ale przez cały czas myślę o końcu diety i o tym, by jeść, co zabronione... W ten sposób można odchudzać się przez całe życie. Bez skutku. Ja przekonuję, że najłatwiej zgubić nadwagę, gdy odchudzanie nie jest głównym celem.

A co powinno nim być?

- To, jak wygląda nasze ciało, jego kondycja i rozmiar, nie zależy tylko od jedzenia. Ważniejsze są emocje, które nam na co dzień towarzyszą. Amerykański psychiatra Eric Berne w swojej książce "W co grają ludzie" przekonuje, że każdy z nas potrzebuje tzw. głasków, czyli przytulenia, seksu, miłego gestu i po prostu bycia zauważanym przez innych.

- Jeżeli tego nie otrzymujemy, szukamy czegoś zastępczego, co wywoła pozytywne emocje. Jedzenie jest najłatwiej dostępnym "głaskiem". Sięgając po czekoladę czy parówkę, sami siebie wewnętrznie przytulamy. Dlatego głównym celem powinno być dojście do ładu z poczuciem własnej wartości i związanymi z nim emocjami.

Od czego zacząć naukę rozwiązywania takich problemów?

- Zaczęłabym od zastanowienia się, co mogę zrobić, aby żyć spokojniej. Na co dzień z równowagi wytrącają nas zazwyczaj drobne rzeczy. Np. koleżanka w pracy za głośno rozmawia przez telefon. Nie zwracamy jej uwagi, bo boimy się negatywnej reakcji. Za to intensywnie myślimy o tym, jak nam przeszkadza. W ten sposób drobiazg urasta do rangi problemu! Zachęcam, by spróbować porozmawiać z koleżanką, bo najprawdopodobniej, zaabsorbowana własnymi problemami, nawet nie myśli, że ktoś ją słyszy. Spokojna rozmowa zazwyczaj załatwia sprawę.

Taki pozytywny odzew wystarczy, żeby nie otwierać lodówki?

- Tak, bo stres pochłania dużą część naszej energii, a wtedy będzie mniejszy. W emocjonalnym dołku sięgamy po jedzenie słodkie i tłuste, bo dzięki niemu mózg szybko wytwarza dopaminę, odpowiedzialną za dobre samopoczucie i dającą zastrzyk energii. Jeśli nie wpadniemy w dołek, nie odczujemy takiej potrzeby. Pomocne są też proste sposoby wprowadzania się w stan relaksu.

- Zróbmy ćwiczenie oddechowe z liczeniem na głos od jednego do dziesięciu i z powrotem: wdech-wydech, liczymy: jeden, wdech-wydech, dwa itd. Można też... pstrykać palcami. Wsłuchiwanie się w ten dźwięk uniemożliwia myślenie. Nie myślisz, więc w tym momencie nie stresujesz się!

Niektórzy w stresie nie jedzą nic. Im nie grozi nadwaga?

- Ale później jedzą. I przez kortyzol, hormon, który organizm wydziela w czasie stresu, też odkładają tłuszczyk, głównie na brzuchu, bez względu na to, co i kiedy mają na talerzu. Trudno uciec przed tuczącym efektem stresu... Powtarzam, najlepszy sposób to nauczyć się rozwiązywać problemy i porzucać nawyki, które nas niszczą, oraz uczyć organizm nowych, pozwalających odzyskać równowagę.

Ale i bez stresu lubimy słodycze... Jak nad tym zapanować?

- Zamiast całego ciastka zjedzmy jego kawałek. Ugryźmy odrobinę, odłóżmy resztę, pozwólmy, by słodki smak powoli rozchodził się na języku. Szybko okaże się, że wystarcza nam niewielka część tego, co jadałyśmy do tej pory. Gdy chcemy zrezygnować ze słodyczy, można wyobrazić sobie, że czekoladka jest przeterminowana, a nawet że są w niej robaki.

- Zastąpmy w naszym umyśle kuszący obraz słodkości jak najmniej apetycznym. Zróbmy to pod rząd pięć razy. Jeśli wyobrażenie będzie intensywne i uruchomi wszystkie zmysły, w naszym mózgu wytworzy się nowe skojarzenie. Ta prosta metoda pozwala na zmianę nawyku w ciągu kilku minut! Normalnie taki proces trwa ok. 21 dni. 

Organizm godzi się na takie eksperymenty i zmiany?

- Pozytywny efekt uzyskamy, gdy będziemy w dobrej formie. Dziś wszyscy mamy skłonność do tego, by wymagać od siebie coraz więcej. Ale jeśli nie pozwolimy sobie na odpoczynek, organizm zatrzyma nas i "zorganizuje" go sobie sam - przez infekcję, spadek formy, depresję.

Czy o swoich zamiarach mówić innym?

- Nie widzę przeciwwskazań. To, co zadeklarowane, bardziej nas mobilizuje. A gdy mamy opory, by komuś o tym powiedzieć, możemy spisać nasze zamiary. Lepiej zrobić to ręcznie, nie na komputerze, bo ten sposób bardziej oddziałuje na naszą podświadomość. Spisywanie celów ma dużą moc. Zapiszmy, że od dziś postaramy się znaleźć więcej czasu dla przyjaciół, że zdobędziemy nowe zawodowe uprawnienia.

- Poczujemy, że odzyskujemy kontrolę nad naszym życiem. Okaże się, że mamy ciekawsze zajęcia niż zajadanie stresu, i wtedy obwód w talii zacznie spadać. Sama jestem tego najlepszym przykładem, bo gdy odeszłam z pracy, w której źle się czułam, na dobre odzyskałam dawną sylwetkę.


Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje