Reklama

Stanie zdrowsze od siedzenia

Pozycja pionowa jest niezbędna, aby utrzymać osoby sparaliżowane w dobrym zdrowiu. O tym, jak ją zapewnić, można się było dowiedzieć na tegorocznym warszawskim Festiwalu Nauki, podczas wykładu dr inż. Bogdana Szymczaka.

Wskutek różnego rodzaju urazów, zwłaszcza skoków na głowę do nieznanej wody, wiele osób zostaje dotkniętych porażeniem kończyn. Urazy kręgosłupa prowadzą do uszkodzenia rdzenia kręgowego, który przewodzi impulsy nerwowe kierujące pracą mięśni. Następstwem jest ich porażenie. Jeśli bezwładne są nogi, wyjściem jest wózek. W przypadku porażenia wszystkich czterech kończyn (tetraplegia) chory jest całkowicie zdany na opiekę otoczenia (czasem nie może nawet samodzielnie oddychać).

Wydawało by się, że wózek jest wystarczającym rozwiązaniem dla osób z bezwładnymi nogami. Zawody szermiercze czy mecze koszykówki na wózkach organizowane są nawet na poziomie międzynarodowym, a same wózki stają się coraz lżejsze i wytrzymalsze. Rekord świata w maratonie jest lepszy w przypadku sportowców na wózkach niż wyczynowych biegaczy, a niektórzy niepełnosprawni uprawiają tak ekstremalne sporty, jak downhill (zjazd ze stromej góry na wózku).

Reklama

Jednak siedzenie i leżenie nie są dobre dla organizmu. Serce i płuca przyzwyczajają się do mniejszego w tej pozycji obciążenia, więc ich sprawność się zmniejsza. Jelitom i pęcherzowi brakuje dodatkowego działania siły ciążenia, co prowadzi do zaparć i zastoju moczu. W organizmie więcej jest szkodliwych produktów przemiany materii. W kościach długotrwały brak obciążeń mechanicznych prowadzi do osteoporozy, a powierzchnie stawowe (normalnie odżywiane przez przemieszczający się płyn stawowy) mogą z braku ruchu ulec martwicy czy nawet się zrosnąć. Mięśnie zanikają, dochodzi do przykurczów, powstają trudne do wygojenia odleżyny oraz zrosty pomiędzy organami wewnętrznymi (u zdrowego człowieka niemal wszystkie narządy mają częściową swobodę ruchu dzięki okrywającym je śliskim błonom). Brakuje ciepła wytwarzanego przez pracujące (czy choćby biernie rozciągane) mięśnie. Wszystko to sprawia, że dla zdrowia potrzebne są codziennie 2 -3 godziny w pozycji pionowej.

Najprostszym sposobem na pozycję pionową jest łóżko pionizacyjne, na którym można podnosić i opuszczać przypiętego pasami pacjenta. Przewoźna wersja to przemieszczający się na kółkach stół pionizacyjny.

Niestety, oba rozwiązania nie pozwalają na uaktywnienie mięśni. Wiele jest pionizatorów, które dzięki metalowemu szkieletowi usztywniają kończyny, a nawet poruszają nimi za pomocą silniczków elektrycznych Próbowano wykorzystać zamiast metalowego szkieletu pneumatyczną konstrukcję, podobną do spodni. Niestety, pacjent musiał nosić ze sobą sprężarkę. W latach siedemdziesiątych XX wieku jugosłowiański profesor Vukobratovic budował tak zwane egzoskeltony, które przypominały nieco tytułowe " wściekłe gacie" z animowanego filmu Nicka Parka (tyle że musiały korzystać z zewnętrznego zasilania). Nie przyjęły się ze względu na zbytnie skomplikowanie.

Również próby sztucznego pobudzania miśni (układ elekroniczny wytwarza impulsy zastępujące sygnały z mózgu) są na razie w fazie badań. Funkcjonowanie mięśni jest, wbrew pozorom bardzo skomplikowane - poszczególne włókna pracują na przemian, aby mieć czas na odpoczynek. Przy elektrycznej stymulacji krótki skurcz prowadzi do przejściowgo unieczynnienia mięśnia.

Większość rozwiązań wymaga od pacjenta podpierania się kulami (nie może na przykład przysunąć sobie krzesła i usiąść na nim), a potknięcie czy utrata przytomności kończy się upadkiem.

Opracowane przez zmarłego dwa lata temu profesora Andrzeja Olędzkiego parapodium ma wiele zalet. Nie wymaga zasilania, jest stabilne dzięki długim płozom, a zarazem pozwala swobodnie skręcać i poruszać się po nierównym trenie. Ręce są wolne, więc można sięgać wysoko i nisko się schylać. Nawet gdyby umieszczona w parapodium osoba zemdlała, nie przewróci się. Metalowa konstrukcja zapewnia podparcie stóp, kolan i bioder. Wielką zaletą parapodium jest pojedynczy zamek na biodrach oraz poduszki pneumatyczne, dla ścisłego dopasowania. Dzięki temu można wejść w parapodium w ciągu 20 sekund, a wyjść - w kilka. Gdyby trwało to dłużej, ciągłe przesiadanie się na wózek i wchodzenie w parapodium szybko by zniechęciły pacjenta. Wśród zalet konstrukcji, użytkownicy wymieniają również takie jak "możliwość wbicia gwoździa w ścianę", "zapalenia papierosa na stojąco" czy "oddawanie moczu nareszcie jak mężczyzna".

Obecnie współpracownicy profesora Olędzkigo kontynuują jego dzieło i pracują nad elektrycznie poruszanym parapodium dla tetraplegików.

Parapodium indywidualnie dopasowane do pacjenta kosztuje około 4000 złotych i jest (przynajmniej teoretycznie) w całości refundowane przez Kasę Chorych. Miarą sukcesu konstrukcji, oprócz licznych nagród może być także i to, że niektóre firmy produkują parapodium nielegalnie, bez licencji...

PAP
Dowiedz się więcej na temat: wózek
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Reklama
Strona główna INTERIA.PL
Polecamy