Atrakcje urlopowe PRL w wakacyjnych serialach

Dorośli mieli długie urlopy, a urwisy mogły w wakacje poszaleć... Przygód, jak wyprawa autostopem na Hel Poldka i Dudusia w „Podróży za jeden uśmiech”, nie brakowało!

Autostop był w latach 60. i 70. przede wszystkim atrakcją dla młodzieży, która chciała się wyrwać spod kurateli rodziców. Okazją, by niemal bez pieniędzy zwiedzać kraj, jadać i spać, gdzie popadnie, poznawać ciekawych ludzi i przeżywać zabawne przygody. Pokazała to "Podróż za jeden uśmiech".

Reklama

W serialu Królowa Autostopu zaopiekowała się Poldkiem i Dudusiem. Skąd tytuł Królowej? Otóż serialowa ciocia Ula (Alina Janowska) zajęła I miejsce w konkursie ogłoszonym przez dziennik "Sztandar Młodych" - przejechała "stopem" aż 15 tys. km! Turyści-autostopowicze przemieszczali się różnymi środkami transportu, co w "Podróży" świetnie widać: czasem trafiła się rozklekotana ciężarówka, innym razem nawet... limuzyna "czerwonego księcia", czyli Andrzeja Jaroszewicza, syna ówczesnego premiera.

Jak ją sfilmowano? Otóż kiedy ekipa "Podróży za jeden uśmiech" kręciła scenę na stacji benzynowej, premierowicz przypadkiem podjechał tam swoim sportowym autem, żeby zatankować. A że akurat miał fantazję, użyczył samochodu aktorom. Jaroszewicza - czołowego playboya PRL-u - zawsze otaczały piękne kobiety. Zaproponował filmowcom transakcję: udostępni na zdjęcia samochód, a w zamian jego urodziwa towarzyszka podróży wystąpi w tym epizodzie. I tak się stało!

Poldek (Henryk Gołębiewski) i Duduś (Filip Łobodziński) odwiedzają najbardziej "wakacyjne" miejsca w Polsce: z Krakowa, przez Kazimierz Dolny i Kaszuby, docierają do Gdańska i Sopotu, a wreszcie na docelowy Hel. Co tu kryć, wszyscy chcieliśmy podróżować jak oni! Tym, którym się to nie udało, można powiedzieć na pociechę, że młodociani aktorzy nie czuli się na planie za dobrze.

- Męczyliśmy się! - zdradził po latach Łobodziński. - Jak tu się przejąć tym, że chłopcy zostają zamknięci w samochodzie- chłodni, skoro pamiętam z tego tylko smród? - opowiadał "Newsweekowi". - Jak emocjonować się rzekomym spotkaniem z dzikiem w lesie, skoro tego dnia aprowizacja na planie sprowadzała się do nieświeżej maślanki i strasznie tłustych serdelków? Jak śmiać się z Dudusia udającego Anglika przed wieśniaczką, skoro bardziej śmieszą mnie nasze zasznurowane usta, by nie wydobyła się z nich para? Tego dnia był mróz, a mieliśmy udawać, że jest upalny czerwiec. (...) Mordęgą było granie w garniturku, który w upalne dni stawał się dodatkową torturą - gruba wełna zmieszana z włóknem sztucznym, do tego koszula non iron i fontaź pod szyją. Na szczęście osławiona wypchana walizka Dudusia nie była tak ciężka - wnętrze wypełniały dwie nadmuchane piłki plażowe.

Nastolatkowie robili, co mogli, żeby umilić sobie to trudne życie. A to uciekli nocą po drzewie z domu, w którym mieszkali, a to znów dosypali czegoś do zupy...

Serial ze Stanisławem Mikulskim wyprzedził... "Indianę Jonesa"! Obaj pasjonowali się zagadkami archeologicznymi. Historykowi sztuki Tomaszowi (Stanisław Mikulski), odtwórcy głównej roli w "Panu Samochodziku i templariuszach", pomagało trzech harcerzy: Długi Ozór, Sokole Oko i Doktorek. Szukając skarbów rycerskiego zakonu, trafili do krzyżackiego Malborka.

Alina Janowska zagrała tu przewodniczkę musztrującą turystów: "Nie spóźniać się!", "Nie dotykać eksponatów!", "Nie stać!", "Nie siadać!". Zdjęcia kręcono też m.in. nad jeziorem w Wieldządzu. Na jego wodach niespodziewanie zatonął na planie wehikuł Pana Tomasza, czyli specjalnie wypożyczony volkswagen amfibia z 1943 r. Aktorów w porę wyciągnięto, lecz wóz poszedł na dno! Został wydobyty po trzech dniach. Dziś zobaczycie go w prywatnym muzeum w Chrcynnie.

"Wakacje z duchami" bawiły, ale i... straszyły. Akcja tego serialu toczyła się z kolei w górach. Trzech chłopców: Pikador (Henryk Gołębiewski), Perełka (Roman Mosior) i Mandaryn (Edward Dymek) spędzało wakacje w leśniczówce. Kiedy usłyszeli, że w pobliskim zamku straszy, założyli klub detektywów. Plenery kręcono głównie w średniowiecznym zamczysku w Niedzicy. Większość scen działa się nocą, a w komnatach rozlegał się mrożący krew w żyłach okrzyk: "Przebacz mi Brunhildo!". Na planie najlepiej bawił się Henio Gołębiewski. Gdy pojechał do szkoły zdawać poprawkę, cała ekipa trzymała za niego kciuki. Na szczęście zdał, a serial z duchami stał się wakacyjnym przebojem.

Dorota Filipkowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje