Gdyby więcej osób było fit, byłoby weselej

Są młodzi, piękni, wysportowani i popularni. Niedawno napisali książkę, w której nie tylko opowiadają o sobie, ale przede wszystkim motywują i pokazują, jak czerpać energię do szczęśliwego i ciekawego życia. Zapraszamy do wywiadu z Pamelą Stefanowicz i Mateuszem Januszem, znanymi, jako Fit Lovers.


Reklama

Łukasz Piątek, Interia: Zależy wam, żeby ludzie byli fit?

Mateusz Janusz: - Oczywiście, że nam zależy. Uprzedzając twoje kolejne pytanie, "Dlaczego?", od razu odpowiem: takie osoby są bardziej rozmowne, pozytywne, widać, że bije od nich mocna energia. Z takim człowiekiem można nadawać na tych samych falach.

Pamela Stefanowicz: - Gdyby więcej osób było fit, na pewno byłoby weselej.

Wy macie chyba łatwiej niż przeciętny Kowalski, bo skończyliście AWF, jesteście trenerami, sport to wasz zawód.

PS: - Każdy na swój sposób definiuje to, co kryje się pod słowem fit. Nie twierdzę, że ten Kowalski ma być taki jak my. Wcale nie musi chodzić na siłownię pięć razy w tygodniu. Jemu może wystarczyć spacer, żeby dobrze się czuć. Warto być fit dla samego zdrowia, a nie dlatego, że to jest modne.

MJ: - Obecnie zacierana jest granica między fitnessem a kulturystyką, nad czym mocno ubolewam. Wiele osób patrzy na ludzi stosujących doping i uważa, że my robimy to samo. Jesteśmy wrzucani do jednego worka, a to jest nie fair. My promujemy wyłącznie zdrowy styl życia, w którym nie ma miejsca na sterydy.

Dieta i regularny trening to dopiero połowa sukcesu. Jak wytrwać w tych postanowieniach?

MJ: - Mnie wizyta na siłowni dodaje energii, cieszę się taką chwilą. Treningu nie traktuję w kategoriach przymusu. Dla mnie to coś bardzo przyjemnego i naturalnego. Jeśli tak będziemy podchodzić do tematu, to dieta i regularny trening staną się dla nas czymś tak oczywistym i naturalnym, że nie będziemy nawet zwracali uwagi, że "musimy" o tym pamiętać. Zachęcam ludzi, żeby pokochali aktywne spędzanie czasu.

PS: - My nie liczymy skrupulatnie kalorii, bo mamy wiedzę na temat odżywiania. Wiemy, na co mamy zwracać uwagę, czego raczej unikać, ale najważniejsze w tym wszystkim jest to, żeby nie dać się zwariować.

We wszystkich waszych filmach na kanale YouTube tryskacie energią. Jak to robicie, że tyle jej macie?

MJ: - Cały sekret tkwi we wzajemnym motywowaniu się. Jeśli jedno z nas jej nie ma, a drugie ma, to oznacza, że trzeba tę drugą osobę rozkręcić. Ponadto motywują nas rzeczy, które robimy na co dzień. Nie mamy zbyt wielu hejtów, więc kiedy siadamy rano i czytamy komentarze pod filmikami, od razu dostajemy mocnego, pozytywnego kopa na cały dzień.

Ale przecież każdemu zdarzają się gorsze dni - zmęczenie, choroba, problemy prywatne...

MJ: - Przede wszystkim nie chcemy przekazywać w naszych filmach negatywnych emocji. Oczywiście nie zawsze jest kolorowo, ale wychodzę z założenia, że ze swoimi problemami muszę zmierzyć się sam, dlatego nie lubię dzielić się nimi z innymi.

PS: - Kiedy mamy gorszy dzień, to po prostu nie kręcimy filmów, bo chyba byśmy nie potrafili zakładać wówczas tej uśmiechniętej i pełnej energii maski.  Na szczęście takie spadki formy zdarzają się bardzo rzadko. Poza tym, my też nie lubimy, kiedy ktoś przelewa na nas swoje problemy.

Nie obawiacie się, że zwłaszcza wasi młodzi widzowie, którzy widzą was zawsze uśmiechniętych, pełnych energii, pozytywnie nastawionych, uwierzą w ten doskonały świat, którzy kreujecie?

MJ: - My niczego nie udajemy i nie kreujemy. Tacy po porostu jesteśmy. Wiele osób nam zarzuca, że udajemy, ale zmieniają zdanie w momencie, kiedy nas lepiej poznają. Wtedy najczęściej mówią: Wy naprawdę na co dzień jesteście tacy sami jak na tych waszych filmach. Tak się uzewnętrzniamy i nie mamy zamiaru tego zmieniać.

PS: - Czasami ludzie obserwują nas z ukrycia na siłowni, żeby później napisać komentarz, potwierdzający to, co przed chwilą powiedział Mateusz. Co tu dużo mówić - po prostu jesteśmy sobą. I to bycie sobą bardzo pozytywnie nas nakręca.

MJ: - I co ważne - nie tylko nas, ale i naszych widzów.

Prowadzenie kanału na YouTube stało się już pracą? Pytam o to, czy to wasze główne źródło dochodów.

PS: - Nie do końca tak jest, bo z samych filmów nie bylibyśmy się w stanie utrzymać. Dlatego oferujemy plany treningowe i dietetyczne. Ponadto współpracujemy z różnymi markami, których jesteśmy ambasadorami.  

Nie świadczycie usług jako trenerzy personalni na siłowni?

MJ: - Od tego już odeszliśmy. W Trójmieście mieliśmy swoje studio i prowadziliśmy naszych podopiecznych, ale po przeprowadzce do Warszawy to się zmieniło. Aktualnie pomagamy setkom tysięcy ludzi poprzez naszą działalność w mediach społecznościowych.

Dlaczego przeprowadziliście się do stolicy?

PS: - Bo ona daje więcej możliwości. Poza tym, jeśli chodzi o różnego rodzaju spotkania zawodowe, to w większości mają one miejsce właśnie w Warszawie, więc mieszkając tutaj, jest nam po prostu wygodniej.

MJ: - Nie ma co ukrywać, że zależy nam, żeby dotrzeć do jak największej grupy odbiorców. Możemy to zrobić m.in. poprzez tradycyjne media jak telewizja czy radio. I między innymi tego brakowało nam w Trójmieście. Inną sprawą jest to, że bardzo lubimy zmiany.

 Mówi się, że kredyt hipoteczny cementuje związek. W waszym przypadku będzie to tytuł książki?

MJ: - (śmiech) Piękne porównanie. Ten tytuł jest przewrotny, bo nie chodzi wyłącznie o nas, jako o parę, ale również o energię. Natomiast, jeśli mowa o związku, to mocno liczymy się z tym, że jesteśmy już na całe życie. Nie wyobrażam sobie życia bez Pameli, bo ona oprócz bycia moją partnerką, jest również przyjaciółką.

Czego wasz potencjalny czytelnik może spodziewać się po książce "Para na całe życie"?

PS: - Książka jest przede wszystkim dla ludzi szukających motywacji. Na każdy tydzień można tam znaleźć porządnego kopniaka do działania. Ponadto w książce znajdują się różnego rodzaju przepisy kulinarne na smaczne, proste i zdrowe dania. Nie obyło się również bez wątków modowych. Nie chcieliśmy, żeby ta książka była kopią tego, co robimy w internecie, więc czytelnik będzie miał najświeższe informacje.

MJ: - Jest też wyzwanie.

Na czym ono polega?

MJ: - Należy dołączyć do wydarzenia na Facebooku lub Instagramie - Fit Lovers Challenge i wprowadzić do swojego życia zalecenia tygodniowe, o których piszemy w książce. Później pozostaje się nam już tylko chwalić swoimi osiągnięciami i zmianami na bieżąco.

Jaki jest tego cel?

MJ: - Chcemy, aby każda osoba biorąca udział w akcji, realizowała to, co sobie założyła, nie traciła motywacji i nauczyła się pozytywnego podejścia do życia. Nie chodzi tu tylko o dietę i treningi, bo głównie zależy nam na wnętrzu.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje