Lato z Radiem: Tego nie wiecie o kultowej audycji

Ten program króluje w eterze od ponad czterdziestu lat! Chętnie słuchamy go i w domu, i na wczasach. Wiąże się z nim kilka zabawnych anegdot...

Wyobrażacie sobie wakacje bez "Lata z Radiem"? A jednak! Kultowy program powstał dopiero na początku lat 70. Wymyślił go w czasie urlopu spędzanego w leśniczówce red. Aleksander Tarnawski. Lało bez przerwy, nie miał co robić, dzwonił więc do kolegów i wzdychał: "Całymi dniami słucham radia, a ono takie nudne...". Wykombinował więc coś ekstra.

Reklama

W 1973 r. "Lato z Radiem" stało się najpopularniejszą audycją w naszym kraju, a Tarnawski jej pierwszym szefem. Miliony urlopowiczów czekały przy włączonych odbiornikach na godz. 9.00, kiedy w eterze rozlegną się dźwięki polki "Dziadek" i zapowiedź: "Tu Polskie Radio. Słuchacie audycji Lato z Radiem" powtarzana w kilku językach.

- Był to nasz ukłon w stronę obcokrajowców spędzających urlop w Polsce - opowiada- "Naj" red. Andrzej Matul, jeden z dziennikarzy tworzących program. - To z myślą o nich wiadomości i prognozy pogody czytali koledzy z redakcji zagranicznych Polskiego Radia. Ale za granicą też byliśmy znani! Nim runął maszt w Gąbinie, mieliśmy taki zasięg, że aż Sowieci protestowali, bo ludzie w Związku Radzieckim słuchali nas, a nie tego, co powinni.

"Kukułka" na żywo

I nic dziwnego, gdyż do studia przychodzili ciekawi goście, np. Mirosław Hermaszewski opowiadał o locie w kosmos. Początkująca wówczas dziennikarka, Krystyna Czubówna, zwana Kukułką, prowadziła kącik złamanych serc. Emitowano reportaże o Paskudzie, dalekiej krewnej potwora z Loch Ness, która rzekomo zamieszkała w Zalewie Zegrzyńskim (dopiero po kilkudziesięciu latach wyszło na jaw, że wymyślił ją jeden z redaktorów). W tle zespół Goombay Dance Band śpiewał "Sun of Jamaica", Boney M - "Rivers of Babilon", a nasz rodzimy Happy End - megahit "Jak się masz kochanie".

Program nadawany był na żywo. Wiązało się to z ryzykiem, bo a nuż jakiś słuchacz zadzwoni i chlapnie coś, o co potem mogłaby się przyczepić cenzura. Mimo to wsypy na antenie nie było. - Ludzie wiedzieli, że mogliby nam zaszkodzić - tłumaczy red. Matul. - "Lato" na dobre zaprzyjaźniło się z odbiorcami.

Ekipa też się zżyła. - Było wśród nas kilku panów stanu wolnego, więc żona szefa przysyłała nam kanapki za jego pośrednictwem - wspomina red. Matul. - Chętnie jeździliśmy też do nich na daczę.

Redaktor się żeni!

Stan wolny dzięki programowi porzucił Zygmunt Chajzer, który dołączył do drużyny "Lata z Radiem" w latach osiemdziesiątych. Zakochał się na zabój w czasie pierwszych wyborów Miss Lata z Radiem, które odbyły się w 1983 r. Wzięła w nich udział pewna kandydatka, która znała już z radia głos Chajzera, a przystąpiła do konkursu, bo chciała poznać jego właściciela.

- Zaprosił ją do redakcji na wywiad mój kolega Zbyszek - opowiada nam red. Chajzer. - Tam zobaczyłem Dorotę po raz pierwszy. Pogadaliśmy nawet chwilę, siedząc na parapecie przed wejściem do studia. Zrobiła na mnie wielkie wrażenie! Potem odwiozłem ją do domu maluchem, a po drodze wymieniliśmy się telefonami. Idąc do auta minęliśmy ówczesnego szefa, który natychmiast wszystkim opowiedział, że Chajzer właśnie gdzieś wychodzi "ze śliczną blondyną". A następnego dnia Zbyszek objechał mnie z góry na dół za to, że on zaprasza dziewczynę, która wpadła mu w oko, a kiedy jest zajęty pracą, to ja mu ją wyrywam! Zawarliśmy dżentelmeńską umowę: poczekam, aż sam mi powie, czy mogę do niej zadzwonić. Trochę to trwało, ale dostałem w końcu taki sygnał. Dorota chyba nie chciała się z nim umawiać...

Po roku państwo Chajzerowie wzięli ślub. Dziś mają dwoje dorosłych dzieci: córkę Weronikę i syna Filipa, też znanego dziennikarza.

Krasula roku

Dzięki konkursom "Lata z Radiem" poznawaliśmy najpiękniejsze Polki. Dowiadywaliśmy się, ile mierzy najdłuższy jamnik w kraju i który kocur ma najdłuższe wąsy. Ale największą radość w narodzie wywołał casting na Krowę Roku (1995 r.). Chodziło o to, żeby znaleźć krasulę, która ma najwięcej łat. Rolnicy z całej Polski zgłaszali swoje mućki! Wszystkie je pokonała Miśka z podlaskiej wsi Pobikry, obsypana przez naturę aż... 874 łatkami. Redakcji trudno było od razu uwierzyć, że w naszym kraju żyje takie dziwo, wysłała więc na zwiady praktykanta, który ustalił, że w/w krowa istnieje ponad wszelką wątpliwość. Dopiero wtedy wyruszyli do Miśki na pastwisko stołeczni dziennikarze i przedstawiciele sponsora, którzy uroczyście zawiesili na jej szyi laur zwycięstwa - złoty dzwonek.

W latach 90. zaczęła się też epoka koncertów "Lata z Radiem", które przybrały z czasem formę wielkich tras objazdowych po całej Polsce.

Bo powiem mamie...

Pod patronatem "Lata z Radiem" występowało wiele gwiazd, m.in. Maryla Rodowicz, Krzysztof Krawczyk, Kombi i Formacja Nieżywych Schabuff. Jej lider, Olek Klepacz tak lubił nieparlamentarne słownictwo, że... nie mógł się powstrzymać nawet na scenie! Radiowcy postanowili więc obcinać po 500 zł z gaży zespołu za każde brzydkie słowo. Krótko po rozpoczęciu koncertu Olek nagadał tyle, że "Schaby" musiały grać za darmo! Ale publiczności ten występ i tak się bardzo podobał.

W przerwie jednego z koncertów odbył się konkurs dla ojców i synów. Tysiące ludzi zgromadzonych wokół estrady obserwowało ceremonię wręczania nagród. Laureat, zdobywca jednego z dalszych miejsc, burczał na syna: "Ty gamoniu, gdybyś szybciej pobiegł, to mogliśmy wygrać kino domowe albo cyfrówkę!" Te słowa słyszało tylko najbliższe otoczenie, natomiast ripostę wszyscy, ponieważ chłopiec stał obok włączonego mikrofonu. "Tato, nie krzycz na mnie, bo powiem mamie, że siusiałeś do zlewu" - te słowa rozległy się z głośników, ku uciesze publiczności...

Również za takie małe wpadki ludzie kochają ten program.


Korzystałam z książki R. Czejarka pt. "Kochane Lato z Radiem".

Dorota Filipkowska

***Zobacz materiały o podobnej tematyce***

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje