Panika wśród kobiet. W Indiach grasują "łowcy warkoczy"?

Blady strach padł na kobiety zamieszkujące Kaszmir w północnych Indiach. Zamaskowani terroryści atakują swoje ofiary, następnie usypiają je i obcinają im warkocze. Tak przynajmniej głosi krążąca po regionie plotka...

Sprawa robi się o tyle poważna, że w miejscowościach wybuchają zamieszki, a celem ataku rozwścieczonych mężczyzn i przerażonych kobiet są domniemani "łowcy warkoczy", często niesłusznie oskarżani o napady. Straż obywatelska traci kontrolę nad samosądami, a nad rozwiązaniem zagadki pracują całe zespoły kryminologów, detektywów i lekarzy.

Reklama

Wszystko zaczęło się z początkiem września. W miasteczku Anantnag rodzice odnaleźli w domu na podłodze nieprzytomną córeczkę z... obciętym warkoczem. Od tamtego czasu odnotowano ponad 20 podobnych przypadków w okolicy. Na początku listopada liczba ta wzrosła do ponad 90.

Relacje świadków są niepokojące. Jak mówi Polskiej Agencji Prasowej Leila Baht, która przyjechała do Delhi z Kaszmiru "kobiety boją się wyjść na ulicę, strach zostaw domu". Noce też są niespokojne - wciąż istnieje obawa, że napastnicy wedrą się do domów i pozbawią przebywające w nich kobiety włosów.

Służby porządkowe mówią o szkodliwej plotce, która napędza spiralę agresji. Na miejskich bazarach od kilku miesięcy mówi się o podejrzanych grupach zamaskowanych mężczyzn, którzy wypatrują w tłumie swoich kolejnych ofiar.

Do wybuchu paniki wystarcza dosłownie mała iskra - rzucone w tłumie mimochodem hasło i wskazanie potencjalnego napastnika. Rozwścieczony tłum domaga się krwi. Po dotychczasowych samosądach kilka osób zostało rannych, jedna ofiara ledwo uszła z życiem, zginał też 70-latek uderzony cegłą przez własnego siostrzeńca.

Bardziej sceptyczni mieszkańcy Indii nerwowo reagują na wieści o łowcach warkoczy. - To bzdura stara jak świat - twierdzi sprzedawca Prashant Singh w Malviya Nagar - Klienci cały czas tylko o tym mówią, już mam tego dość. I każdy z nich zaręcza, że to w jego rodzinnej wiosce się zaczęło - dodaje.

- Chyba już słyszałem wszystko. O człowieku-małpie, który zrzuca ludzi z dachów, o znikających pociągach i duchach. Indus lubi opowiadać niestworzone rzeczy - mówi.

Nie zmienia to faktu, że policja nie do końca radzi sobie z wybuchami histerii na ulicach. Fiaskiem kończą się tez kolejne próby śledztw. Ludzie coraz częściej są karani za podawanie fałszywych tropów i nieprawdziwych zeznań. Czas pokaże, czy miejscowym służbom uda się rozwikłać zagadkę atakowanych kobiet...




INTERIA.PL/RMF

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje