Sekrety długowieczności

Jak w dobrym zdrowiu dożyć 102 lat? Nie myśleć za dużo o sobie, nie pić alkoholu i codziennie się gimnastykować. Kapitan Maria Mirecka -Loryś zdradza sekret swoje długowieczności.

Kapitan Maria Mirecka-Loryś przed wojną studiowała prawo na Uniwersytecie we Lwowie, potem przez generała Bora- Komorowskiego awansowana została do stopnia kapitana. W 1945 została Komendantką Główną Narodowego Zjednoczenia Kobiet, była też Dyrektorem Krajowym Kongresu Polonii Amerykańskiej. O jej niezwykle ciekawym życiu możecie dowiedzieć się z filmu pt. "Szkic do życiorysu" Ewy Szakalickiej. Obecnie na ukończeniu jest film "Przemytniczka Boża" tej samej autorki. Pani kpt. Maria Mirecka -Loryś porusza się samodzielnie, jest bardzo czynna, wiele podróżuje. Zainteresował nas sposób pani kapitan na długowieczność i witalność.

Reklama

PAP Life: Jaki jest Pani sposób na dobrą formę?

Maria Mirecka-Loryś: Od dziecka lubiłam wolność. Zawsze uciekałam z domu. Byłam wielkim zmartwieniem dla moich rodziców. Mama ciągle powtarzała, co z tego dziecka wyrośnie. Ciągle uciekałam z domu, na podwórko i dalej, żeby bawić się z dziećmi a właściwie bardziej, żeby słuchać, co starsi opowiadają. Lubiłam słuchać tego, co mówią, zawsze wiedziałam, co dzieje się we wsi. Bardzo chętnie chodziłam też do lasu - na grzyby, na jagody. Do lasu mieliśmy cztery kilometry i często tam się zaszywałam. Zawsze ciągnęło mnie w świat.

Gdzie Państwo mieszkali?

- W okolicach Stalowej Woli, na wsi. Dziadkowie - rodzice ojca mieli spory majątek na wschodzie, ale po Powstaniu Styczniowym został on skonfiskowany. U nas w domu było ośmioro rodzeństwa i wszyscy skończyliśmy studia. Młodsza siostra i ja zaczęłyśmy studiować prawo na Uniwersytecie Lwowskim, ale wybuchła wojna i nie mogłyśmy dokończyć edukacji. Ale prawo rzymskie podobało mi się ogromnie.

Czy wszyscy w rodzinie byli tak długowieczni jak Pani?

- Okupacja i lata powojenne zabrały mi część rodzeństwa, młodsza siostra zmarła. Jeden z braci - Adam Mirecki za działalność konspiracyjną został zamordowany w 1952 roku na Mokotowie w Warszawie. Wcześniej cztery razy uciekał z więzień, w których był osadzany prze Niemców za działalność podziemną. Opowiadał mi o jednej z ucieczek z więzienia koło Przemyśla. Była zima, wieczór Sylwestrowy, wartownicy popijali sobie jakieś trunki, on wykorzystał moment i wyskoczył przez okno. Adam był bardzo wysportowany. Próbował przeskoczyć mur więzienny, ale nie mógł odbić się wystarczająco wysoko. Pomodlił się wtedy wyjątkowo żarliwie do Matki Boskiej Leżajskiej - wiedział, że do więzienia wrócić nie może, a jeśli go znajdą na zewnątrz, to czeka go śmierć. Ostatni raz spróbował przeskoczyć i udało mu się. Mówił mi, że te ucieczkę zawdzięczał matce Bożej. Brat wyjechał za granicę, ale po wojnie wrócił do Polski i tu go zamordowali.

Pani Mario wróćmy jednak do Pani. Pani życie także obfitowało w dramatyczne wydarzenia, często ryzykowała Pani życie. Czy była jakaś żelazna reguła, której się Pani trzymała?

- Nigdy nie piłam alkoholu. Raz jedynie w życiu wypiłam alkohol, ale to było przez pomyłkę.

Jak to?

- Zimą podczas wojny z koleżanką przewoziłyśmy materiały konspiracyjne. Wieczorem dotarłyśmy w okolice Stalowej Woli do kogoś, z kim byłyśmy umówione. Zapytano nas czy chcemy napić się miodu. Byłyśmy przemarznięte i zmęczone, więc pomyślałyśmy, że słodki miód dobrze nam zrobi. Nie wiedziałyśmy tylko, że był to alkohol. Wtedy zaszumiało nam w głowie. Poza tym nigdy nie piłam.

A gimnastyka?

- O tak! Gimnastyka od zawsze. Moja starsza siostra pokazała mi jak ćwiczyć i od młodości gimnastykuję się dwa razy dziennie - rano i wieczorem.

Teraz też?

- Oczywiście. Kilka lat temu miałam wypadek, przewróciłam się i prawie połamałam nogi. Okazało się na pogotowiu, że były tylko mocno stłuczone i obyło się bez zakładania gipsu. Ale uświadomiłam sobie wtedy, że gdyby nie ta moja gimnastyka to pewnie wylądowałabym w szpitalu. Sprawność fizyczna to podstawa.

Co Pani je, czego Pani nie je?

- Nigdy nie przywiązywałam zbytniej wagi do tego, co jem. Nie stosowałam żadnych diet.

Czy dużo Pani podróżuje?

- Cały czas. Wciąż mam sporo zaproszeń w różne miejsca na świecie. W ubiegłym roku razem z panią reżyser Ewą Szakalicką pojechałyśmy na Ukrainę aż za Zbrucz, do Kamieńca Podolskiego żeby realizować film i odwiedzić skonfiskowany kiedyś majątek naszej rodziny. Spotkałam tam na Ukrainie moja młodszą kuzynkę, panią po 90-tce, której nie widziałam ponad osiemdziesiąt lat.

Przejechała Pani ponad 2500 tys. km. Jak Pani zniosła podróż?

- Dobrze, chociaż trochę trzęsło, bo wiadomo, jakie tam są drogi...

A kolejna wyprawa?

- Co roku w sierpniu jeżdżę do Zadwórza koło Lwowa, gdzie w 1920 odbyła bitwa nazywana "Polskimi Termopilami". Walczył w niej jeden z moich braci. W tym roku też się wybieram. W końcu mam dopiero 102 lata.

Rozmawiała Anna Popek (PAP Life)

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje