Żołnierski festiwal na wesoło

Kołobrzeskie nagrody - Pierścienie - nęciły piosenkarzy. Zapewniały im całkiem poważne dochody podczas późniejszych koncertów w jednostkach wojskowych.

Podczas Festiwalu Piosenki Żołnierskiej Ludowe Wojsko Polskie nie żałowało środków, aby umilić pobyt w Kołobrzegu wykonawcom. Nawet w dobie braków rynkowych zaopatrzenie było znakomite. Na stołach królowały wykwintne dania. Z wędzonymi węgorzami i dobrą szynką na przekąskę też nie było problemu. Ponadto organizowano gościom wojskowe pikniki oraz wizyty w okolicznych stadninach.

Reklama

Do wyjątkowych atrakcji należały kilkugodzinne rejsy promem ze Świnoujścia, których celem był hazard w okrętowym kasynie i zakupy w sklepie wolnocłowym, i to bez paszportu! Imprezą zarządzał pułkownik Czuba z żoną, Barbarą Książkiewicz. On dawał kasę jako reprezentant Głównego Zarządu Politycznego LWP, ona pełniła honory domu. Z zawodu była... piosenkarką. Prawdopodobnie poznali się podczas edycji w 1974 r., gdy zaśpiewała piosenkę "Torpedysta".

Od kiedy pani Barbara wyszła za pułkownika Władysława, nie mogła startować w konkursie. Ale i tak była najbardziej wpływową personą festiwalu. - Robiący wrażenie dobrodusznego pułkownik tulił uszy po sobie i było tak, jak chciała jego żona - wspominał dziennikarz Janusz Atlas. - A nie chodziło przecież o sprawy drobne, błahe, o zaśpiewanie jednej piosenki! Pani pułkownikowej organizowano prestiżowe, transmitowane w telewizji występy, recitale z towarzyszeniem wojskowych chórów, główne role w widowiskach słowno-muzycznych. Tak więc lepiej było się jej nie sprzeciwiać!

Dziś piosenkarze unikają wspomnień z festiwalu. A szkoda, bo na pewno dużo się tam działo. Imprezę organizowano w środku sezonu urlopowego, co zapewniało ogromną frekwencję. Początkowo w kołobrzeskim amfiteatrze występowali artyści niemający szans zaistnieć na ogólnopolskich estradach oraz piosenkarze śpiewający na co dzień w zespołach wojskowych. Była to dla nich szansa zdobycia ogólnopolskiej popularności, gdyż niektóre piosenki stawały się autentycznymi przebojami.

Doświadczył tego mało popularny wcześniej Daniel Lech Kłosek, gdy przez dwa lata z rzędu otrzymywał Złote Pierścienie ("Myśmy są wojsko", 1976 i "Strzelec podhalański", 1977). Z czasem wykrystalizowała się stała grupa wykonawców występująca w Kołobrzegu niemal każdego roku - pomiędzy nich rozdzielano najważniejsze nagrody. Bas Adam Zwierz wystąpił aż w... 20 edycjach! Inna sprawa, że nie dostał głównej nagrody, musiał zadowolić się Srebrnym i Brązowym Pierścieniem.

Wielkie gwiazdy były wabione wysokimi honorariami. Zespół Dwa Plus Jeden zdobył Złoty Pierścień w 1972 r., wykonując "Czerwone słoneczko". Rok później Irena Jarocka dostała Srebrny Pierścień za "Balladę o żołnierzu". W 1974 r. Maryla Rodowicz i Daniel Olbrychski zaśpiewali "Wrócą chłopcy z wojny". Byli wtedy parą. Zakochany aktor, towarzysząc piosenkarce na estradzie, śpiewał chyba po raz pierwszy w życiu na dużym festiwalu. Z rozwichrzoną brodą, za to w zielonej koszuli, wyglądał jak.. wojskowy hipis.

Rekordy popularności biła piosenka "Takiemu to dobrze" - zapewne nie tylko dlatego, że miała chwytliwą melodię. Publiczności spodobało się, że aktor Józef Nowak potraktował temat z humorem, bez propagandowych podtekstów. Żołnierskie piosenki śpiewali też m.in. Bernard Ładysz, Anna German, Halina Frąckowiak, Anna Jantar, Trubadurzy, Skaldowie, No To Co, Brekaut. Stałym konferansjerem był serialowy Kloss - Stanisław Mikulski. Artyści zarobili, podjedli, ale też ładnie śpiewali. Jednak jest więc co wspominać...

Sławomir Koper

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje