Anna z Lublina:

Każdy z nas lubi otrzymywać prezenty. Radość z ich dawania odkryłam jeszcze jako dziecko. Dzień, w którym skonstatowałam, kto jest naprawde św. Mikołajem, który przynosi mi podarunki 6 grudnia był niewątpliwie szokiem (wujek Stasio) ale w małej głowie zakiełkowała wtedy myśl, by dać coś moim najbliższymh: rodzicom i rocznemu bratu. Wychodziłam z założenia, iż oni też żyją w przeświadczeniu, że Mikołaj istnieje a jedynie wujek Stasio jest autorem wielkiej mistyfikacji. W dodatku wujek Wigilie spędzał ze swoją małżonką i dziećmi. Kto więc miał obdarować moją nieszczęsną rodzinę... Za wszelką cenę postanowiłam oszczędzić im zawodu. Zasoby finanoswe były zerowe ponieważ jako brzdąc nie dostawałam kieszonkowego. Przeczesałam każdy skrawek szafy i udało mi się znaleźć coś co od biedy mogłoby zostać podarowane: moja stara zabawka kąpielowa: gumowy Cypisek dla barciszka i para skarpet dla taty. Miałam nadzieje, że rodzina zdążyła już o Cypisku zapomnieć podobnie jak i ja, wyszorowałam go więc i przewiązałam wstążką do włosów. Skarpety były dziurawe (chyba przeznaczone do wyrzucenia) naszyłam więc na nie fantazyjne łaty z materiału nierozciągliwego (w tym celu pocięłam całkiem dobrą ścierkę do naczyń). Sok jarzębinowy jaki zachwalały nasze sąsiadki postanowiłam dla mamy zrobić sama. W tym celu nazbierałam jarzębiny (nieźle nadjedzonej przez okoliczne wrony) i zalam ją w butelce po mleku gorącą kranówką. Tak wyekwipowana czekałam na pierwszą gwiazdkę. Nie spodziewałam się żadnych prezentów- bo przecież wujka Stasia nie było. Jakież było moje zdziwienie, gdy dostałam wymarzony chiński piórnik! Rodzice byli zaskoczeni bardziej niż ja. Mama zadała mi szereg podchwytliwych pytań ale szłam w zaparte: -jak Mikołaj zrobił sok? ? tak jak każdy robi: normalnie nazbierał jarzębiny i zalał wodą! Widać było, że są szczęśliwi, że o nich pomyślałam. Ja nie mogłam jednak przejść do porządku dziennego nad faktem otrzymania piórnika. Akurat zaczynałam wtedy pisać i mama, by udowodnić, że jednak istnieje Mikołaj i odbudować dawną magię Świąt poprosiła, bym napisała do niego list i położyła pod choinką. Skleciłam pierwsze słowa, resztę napisała ona. Potem mieliśmy wszyscy wyjść z pokoju i czekać. Następnie mama weszła sprawdzić czy jest odpowiedź. Pod choinką leżał kolejny prezent dla mnie: słodycze. Zabawa tak mi przypadła do gustu, że zmusiłam mamę by napisała 3 kolejne listy ;) Przechowała je do dziś, Cypiska i skarpety również ;). A ja znów zaczęłam wierzyć w św. Mikołaja i chyba wierzę do dziś. Jestem dorosła i dostałam wiele preznetów, większość z nich była natury użytkowej lub na tzw. zamówienie- bez niespodzianki. A właśnie to powinno być w prezencie najcenniejsze. I nie ważne ile pieniędzy się na niego wydało a ile czasu, wysiłku i duszy poświęcono na jego wybranie. Jako najpiękniejsze podarki w moim życiu wspominam: śliczny pamiętnik, własnoręcznie zrobiony przez moją babcię, sweter w moich ulubionych kolorach zrobiony na drutach przez mamę (takiego fasonu jak chciałam nigdzie nie było, a wiem, że ona nie cierpi robótek ręcznych) i książka z tekstami Pink Floyd wykonana domowym sumptem przez mojego dobrego przyjaciela w liczbie 2 egzemplarzy. Wszystkie te cudeńka dano mi bez żadnej okazji. O takich prezentach śnię przed każdą gwiazdką, bo wiem, że ktoś podarował mi wtedy nie tylko ładną rzecz ale i swój czas i serce.

Reklama

Praca została nagrodzona w konkursie "Prezent idealny"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje