Cecylia Sarkozy nie chciała być prezydentową

Gdy pierwszy raz znalazła się w Pałacu Elizejskim, krzyknęła: "Nie chcę tutaj być!". Dotrzymała słowa. Po kilku miesiącach od wygranych przez męża wyborów, Francję obiegła wiadomość o ich rozwodzie. Taki numer mogła wykręcić tylko Cecylia!

Niejedna kobieta chciałaby znaleźć się na jej miejscu. W końcu bycie żoną francuskiego prezydenta to rzecz raczej przyjemna. A Cecylia Sarkozy (49 l.) na zwycięstwo wyborcze swego męża solidnie zapracowała. Była przy nim podczas kampanii, skutecznie wspierając jego wizerunek. Choć nie było to dla niej łatwe. Jej serce należało już od dawna do innego... Dlaczego więc to robiła? Bo Nicolas Sarkozy (52 l.) to część jej życia! 20 lat spędzonych razem nie rzuca się jak zużytych rękawiczek.

Reklama

Ich pierwsze spotkanie

10 sierpnia 1984 roku w merostwie w Neuilly-sur-Seine, snobistycznym przedmieściu Paryża, kilka osób czekało na rozpoczęcie skromnej uroczystości. 26-letnia Cecylia Maria Sara Isabel Ciganer-Albeniz - bo takie jest pełne brzmienie jej nazwiska rodowego - wychodziła za mąż za starszego o 26 lat Jacquesa Martina - bożyszcze francuskich telewidzów, prezentera i satyryka. Cecylia była w dziewiątym miesiącu ciąży. Ślubu udzielał młody mer Neuilly Nicolas Sarkozy. Są tacy, którzy twierdzą, że już wtedy - chociaż sam był żonaty, a jego żona też oczekiwała dziecka - zakochał się w kobiecie, która zostawała żoną innego. I postanowił ją zdobyć! Nie licząc się z nikim i z niczym!

12 dni po ślubie Cecylia urodziła córeczkę Judith. Ale Sarkozy robił wszystko, by podtrzymywać znajomość zawartą podczas ceremonii ślubnej. Ówczesna żona Sarkozy'ego, Maria została matką chrzestną córeczki Cecylii. Oficjalnie była to więc przyjaźń między dwiema rodzinami.

Skandal wybuchł, kiedy Maria nakryła Sarkozy'ego z Cecylią w jednoznacznej sytuacji. Z dwójką małych dzieci, 4-letnią wtedy Judith i półroczną Jeanne-Marie, Cecylia musiała uciekać z 60-tysięcznego Neuille-sur-Seine - miasteczka, w którym wszyscy wiedzieli o sobie wszystko.

Za swoją miłość i uległość wobec Sarkozy'ego Cecylia sporo zapłaciła. Na długo przylgnęło do niej określenie "dziwka mera". Lecz nie w jej stylu było przejmowanie się tym, co mówią ludzie. Nawet wpływowi. Gotowa była znosić obelgi, bo i tak ważniejsze było robienie tego, co uważała za słuszne. Przy człowieku, którego pokochała, była na dobre i na złe, oddając mu swoje talenty i umiejętności. Bez niej Nicolas Sarkozy, człowiek o wielkich aspiracjach, ale nie pochodzący z elit, pewnie nigdy nie zostałby ministrem, nie mówiąc o prezydenturze. To Cecylia otwierała przed nim wiele drzwi i zapewniała mu odpowiednią pozycję towarzyską.

Dowiedz się więcej na temat: Nicolas Sarkozy | nicolas | prezydentowa | żona

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje