Kontrola na "Langenort"

Kontrola inspektorów Port State Control (PSC) nie wykazała żadnych uchybień, holenderski statek-klinika aborcyjna jest przygotowany do żeglugi - poinformowała dzisiaj uczestnicząca w kontroli Anna Wypych-Namiotko. Jednostka nadal stoi we Władysławowie.

- Załoga posiada odpowiednie kwalifikacje, a jednostka dysponuje odpowiednim wyposażeniem, zarówno nawigacyjnym, jak i środkami ratunkowymi - powiedziała dziennikarzom.

Reklama

Kontrola wykazała też, że "nie ma na statku żadnych uchybień w zakresie ochrony środowiska". Została przeprowadzona, aby sprawdzić, czy statek spełnia wszystkie wymagania obowiązujące w polskim prawie. - Kontrolerzy z PSC sprawdzą kwalifikacje załogi, wszystkie wymagane dokumenty, a także to, czy jednostka spełnia wszystkie wymagania stawiane jachtom motorowodnym - mówił wcześniej kapitan portu we Władysławowie Kazimierz Undro.

Wejścia na nadbrzeże, gdzie stoi statek, pilnuje wynajęta przez organizatora całej akcji agencja ochrony.

Wczoraj późnym wieczorem prokurator odstąpił od przeszukania statku, po tym jak kapitan jednostki zgodził się na zaplombowanie przez celników kontenera - gabinetu ginekologicznego, gdzie znajdowały się środki farmakologiczne. - Nie byliśmy w stanie na miejscu stwierdzić, co to za leki. Do tego potrzebna jest wizyta farmakologa - wyjaśnił prokurator rejonowy w Pucku Witold Niesiołowski.

Mecenas Andrzej Car, który reprezentuje feministki, uznał, że zaplombowanie kontenera i ściągnięcie farmakologa, to "działania zasadne".

Zgodnie z polskim prawem niedozwolone jest posiadanie środków wczesnoporonnych celem wprowadzenia ich do obrotu.

Zarówno polskie, jak i holenderskie feministki utrzymują, że statek "Langenort" przypłynął, by edukować Polki w zakresie planowania rodziny i aby promować antykoncepcję. Feministki utrzymują, że statek miał prawo wpłynąć do portu gdyż zgłaszał kłopoty z silnikiem.

PAP dowiedziała się, że kobiecie-kapitanowi statku i przebywającej na nim polskiej wolontariuszce oddano zabrane wcześniej paszporty.

Niesiołowski: "Kobiety na Falach" na razie nie popełniły przestępstwa

Na razie fundacja "Kobiety na Falach", organizator rejsu statku-klinki aborcyjnej "Langenort", nie popełniła przestępstwa - mówi RMF prokurator rejonowy w Pucku, Witold Niesiołowski.

- Polskie prawo zabrania wprowadzenia na polski obszar handlowy środków farmakologicznych, które nie są dopuszczone przez polskie prawo. Przestępstwem jest taka sytuacja, gdy ktoś wprowadza takie środki do obrotu lub posiada takie środki, ale celem wprowadzenia ich do obrotu. Sam fakt posiadania nie jest przestępstwem - mówi RMF Witold Niesiołowski.

Abp Życiński: akcja holenderskiej fundacji niedopuszczalna

Abp Józef Życiński uznał za niedopuszczalną akcję holenderskiej fundacji "Kobiety na falach", której statek wpłynął do Władysławowa. Działanie fundacji nazwał "niepoważnym", "pretensjonalnym", "paternalistycznym" i "sztubackim".

- Bardzo pretensjonalna wydaje mi się interpretacja, że organizatorki wyprawy przybyły, by podjąć trud edukacji seksualnej Polek - powiedział dzisiaj w Lublinie arcybiskup Życiński.

Zdaniem metropolity, holenderska fundacja prowadzi eksperymenty zasługujące na potępienie moralne. - Wyobraźmy sobie, że następny statek holenderski kierujący się zasadami, które są przyjęte w Holandii, będzie wypływał na wody eksterytorialne, aby sympatycy miękkich narkotyków mogli korzystać z ich dobrodziejstw. Byłoby to wysoce niedopuszczalne - podkreślił.

Abp Życiński uważa, że działania tego typu są wyrazem paternalistycznego traktowania. - Wyobraźmy sobie, że grono polskich działaczy pojedzie do Holandii, by uczyć kultury politycznej, żeby Holendrzy przed wyborami nie strzelali do siebie - powiedział, nawiązując do zabójstwa prawicowego działacza holenderskiego Pima Fortuyna. - Uznalibyśmy, że jest to paternalistyczne, niepoważne, sztubackie. Za taką należy uznać przygotowaną obecnie wizytę - dodał.

Metropolita lubelski, odnosząc się do wydarzeń we Władysławowie po przypłynięciu holenderskiego statku, zaznaczył, że darzy wielkim szacunkiem obrońców życia, którzy "potrafią robić to z godnością i kulturą".

- Nie pochwalam reakcji, w których rolę dominującą odgrywają epitety czy jajka - powiedział.

RMF/PAP

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje