"Langenort" we Władysławowie

Służby celne zaplombowały wczoraj wieczorem kontener-gabinet ginekologiczny na holenderskim statku "Langenort", który wpłynął do portu we Władysławowie.

Wraz z farmakologami będą sprawdzać, czy na statku są lekarstwa zabronione w Polsce. Pracę celników nadzoruje prokurator.

Reklama

- Kapitan statku zgodził się na zaplombowanie znajdującego się na pokładzie kontenera. W związku z tym wszystkie znajdujące się w środku medykamenty zostaną zabezpieczone - powiedział Niesiołowski.

Nie potwierdził, że na pokładzie znajdują się leki niedopuszczone przez polskie prawo. Powiedział, że dzisiaj wszystkie medykamenty zbadają farmakolodzy.

Jak wyjaśnił prokurator, zgodnie z polskim prawem niedozwolone jest posiadanie środków wczesnoporonnych celem wprowadzenia ich do obrotu.

Według przedstawicielek Fundacji "Kobiety na Falach" zaplombowanie gabinetu jest bezprawne. Zarówno polskie, jak i holenderskie feministki utrzymują, że statek "Langenort" przypłynął, by edukować Polki w zakresie planowania rodziny i aby promować antykoncepcję. Feministki utrzymują, że statek miał prawo wpłynąć do portu gdyż zgłaszał kłopoty z silnikiem.

PAP dowiedziała się, że kapitan statku i przebywającej na nim polskiej woluntariuszce oddano zabranie wcześniej paszporty.

- Statek nie ostanie zgody na opuszczenie portu, dopóki nie wyjaśni, dlaczego złamał procedurę wejścia do portu - poinformował kapitan portu Władysławowo Kazimierz Undro. - Czekam na pisemne wyjaśnienie okoliczności tego zajścia od kapitana statku w poniedziałek. Po tym podejmę decyzje dotyczące konsekwencji złamania procedury - powiedział Undro. Maksymalna kara to 30-krotność miesięcznego wynagrodzenia w Polsce, czyli ok. 60 tysięcy zł.

"Langenort" musiał przepłynąć w inne, zamknięte miejsce, nabrzeża. Nie wpuszczane tam są żadne postronne osoby. Policja zabezpieczyła część nabrzeża, gdzie stoi jeszcze grupka gapiów i protestujących przeciwko aborcji.

Statek wczoraj przed godz. 14. wpłynął do portu we Władysławowie. Kilkadziesiąt osób przywitało go okrzykami: "Mordercy", "Gestapo", obrzuciło jajkami i czerwoną farbą. Inni klaskali, gdy cumował.

"Langenort" wpłynął do portu we Władysławowie bez wymaganego zezwolenia. Kapitan portu może nakazać mu opuszczenie portu i nałożyć na niego karę administracyjną. - Kapitan jednostki tłumaczył takie zachowanie misją, z jaką tutaj przyjechał. Musimy teraz wyjaśnić okoliczności tego zajścia - powiedział Undro.

Zapytany o to, czy statek będzie musiał opuścić Władysławowo Undro odpowiedział, że najprawdopodobniej tak się stanie. - Jeśli ktoś nie stosuje się do naszych regulacji, to musi liczyć się z konsekwencjami - tłumaczył.

Wczoraj przed południem jednostka opuściła redę w Gdyni, gdzie czekała na ustanie sztormu. W piątek "Langenort" nie dostał zgody na wejście do portu we Władysławowie z powodu złych warunków atmosferycznych - bardzo silnego wiatru i niekorzystnego jego kierunku. W tej chwili wiatr jest dużo słabszy i statek mógł być wpuszczony do portu.

Na konferencji prasowej w sobotę Rebecca Gompert, szefowa Fundacji "Kobiety na falach", zapowiedziała, że organizacja zamierza prowadzić "zajęcia polegające na promowaniu edukacji w warsztatach, a kilka razy wypłynąć na wody eksterytorialne". Feministki indagowane, po co będą zabierać kobiety na wody eksterytorialne, odpowiadały, że po to, aby edukować je z zakresu planowania rodziny i aby prowadzić warsztaty z antykoncepcji.

Statek budzi ogromne emocje. Według kobiet na statku nikt nie będzie dokonywał aborcji, bo jest to niezgodne z polskim prawem. Holenderki twierdzą, że chcą jedynie edukować Polaków. Przeciwnicy aborcji mówią jednak, że nie wpuszczą statku do portu. Chcą, by jednostkę aresztowano. Sprawą zajmuje się policja i prokuratura.

RMF/PAP
Dowiedz się więcej na temat: gabinet | feminizm | kapitan | statek | władysławowo | W.E.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje