Po co mi jej zdrada?

Oto list, jaki otrzymaliśmy od Haliny. Dotyczy problemu dotykającego naprawdę wielu z nas. Nie ma podręczników i gotowych recept, które określałyby szczegółowo zasady postępowania w takich przypadkach.

Bo przecież nie może być reguł tam, gdzie grają hormony.

Reklama

Kiedy ponad rok temu ok. północy zadzwonił telefon i moja przyjaciółka "na śmierć i życie" zapytała, czy mogę się z nią spotkać, zareagowałam tak, jak trzeba. Ubrałam się, powiedziałam mężowi, że jadę, bo "Ola może sobie jeszcze coś zrobić", i pojechałam...

Spotkałyśmy się u niej w domu. Była sama, mąż od tygodnia przebywał na delegacji za granicą. - Zdradziłam go - wyszeptała moja piękna, wspaniała, cudowna, 29-letnia Olunia. - Tu, w tym łóżku, dzisiaj... - zaczęła płakać.

Co mogłam jej powiedzieć? Pytać o powody? Przecież to ona od zawsze mówiła, jakiego wspaniałego faceta udało jej się wyrwać z grona kawalerów. Teraz siedziała przede mną, chlipała i opowiadała wszystko ze szczegółami: że to był impuls, że nie chciała, ale zagrały hormony, że miała być tylko miła rozmowa, że to wszystko stało się tak nagle...

Kiedy skończyła, popatrzyła na mnie błagalnie: - Nie gniewasz się? Musiałam to z siebie zrzucić! Ty jesteś taka wyrozumiała...

Byłam w kropce. Wyznawałyśmy sobie wcześniej różne rzeczy, ale pierwszy raz chodziło o zdradę. Coś tam bąknęłam, żeby się nie przejmowała, doradziłam, żeby na razie nikomu innemu o tym nie mówiła, a zwłaszcza na razie mężowi. Rozstałyśmy się po dwóch godzinach. Oczywiście, mojemu też nic nie powiedziałam...

Kiedy zadzwoniła miesiąc później w środku nocy, poprosiła, żebym do niej przyjechała i odłożyła słuchawkę, zaczęłam coś przeczuwać. Mąż był nieco zdziwiony, ale poprosił tylko, żebym nie siedziała długo...

Olunia rzuciła mi się na szyję z płaczem: - Halinko, to jest silniejsze ode mnie! Znowu go zdradziłam. Znowu całkiem przypadkowo, z kolegą z pracy, wczoraj...

A ja znowu wysłuchałam pełnej pikantnych szczegółów opowieści. Milczałam, bo nie wiedziałam, co powiedzieć. Pocieszać? Chwalić? Żałować? Szczerze mówiąc, nieco zgłupiałam. Wypiłam kawę, powiedziałam kilka zdań, otarłam łzy przyjaciółki i wróciłam do domu.

Na trzeci nocny telefon od mojej Oli nie zareagowałam tak, jak na dwa poprzednie. Wysłuchałam spowiedzi przez telefon. Dobrze wiedziałam, że Ola nic sobie nie zrobi.

Od tamtego czasu dzwoniła jeszcze wiele razy. Zawsze z tym samym, zawsze z prośbą o pocieszenie, zawsze gotowa opowiadać wszystko ze szczegółami... A ja za każdym razem nie mam odwagi, żeby jej wprost powiedzieć, że te jej zdrady to jet tylko i wyłącznie jej problem, a nie mój! I że do niczego nie są mi potrzebne jej wyznania...

Halina

Dowiedz się więcej na temat: hormony | telefon | zdrada | zdrady

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje