Samotność z rozsądku

Coraz częściej słyszy się o spadku liczby zawieranych w Polsce małżeństw, o mniejszym przyroście naturalnym, o kryzysie rodziny. Wszyscy pytają o powody tych zjawisk i tendencji. Anonimowe badania wskazują, że najczęstszym ich powodem jest świadoma samotność młodych ludzi.

Jest to dość przerażające, kiedy w ankietach przeprowadzanych wśród studentek i studentów można przeczytać np. takie uzasadnienia świadomej samotności: "Jestem bardzo towarzyska, uwielbiam być z kimś bardzo blisko, ale wiem, że nigdy nie będzie mnie stać na założenie rodziny", albo "Boję się odpowiedzialności, za dużo dookoła niebezpieczeństw" czy "Jak patrzę, jak męczą się moi znajomi, którzy są razem, bo pojawiło się dziecko w ich związku, to mi się odechciewa jakichkolwiek związków".

Reklama

Bezrobocie i niepewność na rynku pracy w dużej mierze wpływają na decyzje absolwentów uczelni o pozostawaniu poza jakimkolwiek związkiem. Wiele osób podejmuje też wyzwanie: starają się być perfekcjonistami w życiu zawodowym, wszystko podporządkowują pracy i zarabianiu pieniędzy, obiecując sobie, że będą tak żyli maksimum kilka lat, a potem rozejrzą się za jakąś stabilizacją, założą rodzinę. Cóż, takie życie też wciąga - osiągnięcie jednego celu tworzy następny itd.

Bywa jednak, że się w tym "rozglądaniu" i "dorabianiu" gubią. Praca na całość, trochę zabawy, szybki seks - to w pierwszej chwili wciąga. Refleksje przychodzą później: dlaczego czeka na mnie tylko puste mieszkanie? dlaczego nie mam się wieczorem do kogo przytulić? czy za pięć lat nie będzie za późno na dziecko? dlaczego nie potrafię rozmawiać normalnie z facetami? czym ja się różnię od tej młodej matki, która tak radośnie patrzy na swojego umorusanego łobuza?

Samodzielna, całkowicie oddana swojej pracy, odkładająca na wygodny dom lub mieszkanie kobieta, którą regularnie spotykam na siłowni, nie wytrzymała, jak opowiadałam jej o wyczynach syna mojej przyjaciółki: - Czy pani myśli, że ja nie chciałabym mieć dzieci? - prawie wybuchnęła płaczem. - Pracuję przez cały tydzień po 12 godzin. Moje są tylko soboty i niedziele. Wtedy próbuję się bawić w wąskim gronie znajomych, zresztą też z pracy, albo śpię. Faceci to dla mnie incydenty, nie ma czasu na związki...

Tutaj wszelka perswazja, pocieszanie czy tłumaczenie nie mają racji bytu. To są wybory: indywidualne, dorosłe, prawdziwe wybory. Czy słuszne? To już inna sprawa. Dokąd prowadzi taka postawa? Nie ma gotowych odpowiedzi na takie pytania. Dodatkowo można przytoczyć jakieś argumenty o świecie wartości, o doświadczeniach otoczenia, ale czy można przekonać kogoś, kto już wybrał?

Grażyna
grazynamika@interia.pl

Porozmawiaj na Forum

Dowiedz się więcej na temat: samotność

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje