Wierzę w znaki

I zawsze możesz wystawić go za furtkę swojego pięknego ogrodu.

Reklama

Tak, ale nie pomyślałam w ten sposób. Właściwie po raz pierwszy. Gdy brałam ślub, usłyszałam od swego męża: "Zawsze możemy się rozwieść". Nie powiedział tego w złej intencji. Niemniej to padło. Przystępowanie do związku z furtką: "Zawsze możemy się rozstać", jest kompletnym brakiem odpowiedzialności za siebie, związek i partnera.

Ale to prawda. Zawsze można.

Zgoda, dopóki żyjemy, możemy wszystko.

To główny przekaz Twoich książek. A Ty ciągle nie wybrałaś się do wymarzonego Wietnamu.

Tu mnie masz. Panicznie boję się latać. A Wietnam jest piękny. Mój ojciec był prawnikiem, członkiem międzynarodowej komisji bezpieczeństwa i współpracy po wojnie wietnamskiej. Spędził tam rok i wrócił innym człowiekiem. To, co opowiadał, zdjęcia, które pokazywał, było dla nas kompletnym otwarciem na nieznany świat. Gdy byłam w Tajlandii, zrozumiałam, o czym mówił. To jest inna kraina. Piękna, rajska, niezwykła. Rajska przez to, że nie rozumiałam ani słowa i w ogóle nie miałam pojęcia o problemach, z jakimi borykają się tamtejsi ludzie. Ale jest coś dla mnie bliskiego w ich filo- zofii radości z każdego momentu życia. W Bangkoku wszyscy kierowcy kupują rano na targu sznury pięknych, białych kwiatów. I wieszają je na lusterkach. A wieczorem zwiędłe kwiaty wyrzucają, żeby rano kupić świeże. W ten sposób kręci się pewien cykl życia. Pan idzie bardzo rano, zrywa kwiaty, zarabia. Pani robi z nich sznury, zarabia. Potem zarabia pan, który sprzedaje je z koszy. A ten ozdobny sznurek jest tylko po to, żeby świat był ładniejszy. I żeby pamiętać, że wszystko jest nietrwałe.

Rozmawiał Roman Praszyński

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje