Anna Dereszowska: Byłam chłopczycą

Większość czasu spędzała z chłopakami, choć nieźle dawali jej się we znaki – do dziś ma blizny po awanturach z bratem. Bardzo tęskniła za zmarłą mamą i starała się nie sprawiać problemów.

"Od najmłodszych lat byłam chłopczycą, w domu było bardzo mało lalek. Zupełnie jak teraz u mojej córki", śmieje się Dereszowska. Przyszła aktorka wychowywała się w Mikołowie na Śląsku. Jej rodzice pracowali w dwóch miejscowych szpitalach - tata jako ginekolog położnik, mama była internistką.

Reklama

Gdy Anna miała 7 lat, przeprowadzili się z rodziną do domu szeregowego. "Pamiętam, że kiedy na moją komunię zjechała się cała rodzina, dom wciąż był niewykończony. Wszyscy go zwiedzali i oglądali każdy kąt. To był bardzo radosny okres, bo wtedy jeszcze była z nami mama...", opowiada.

"Podejrzewam, że wówczas była już chora, o czym nie wiedziała. Półtora roku później zmarła. Z bratem Andrzejem, który jest ode mnie starszy o cztery lata, bardzo to przeżyliśmy, jednak każde na swój sposób. Po śmierci mamy przenieśli się do nas dziadkowie. Mieliśmy ogromne wsparcie w tacie i babci, która była wspaniała - ciepła, z sercem na dłoni, nigdy nie powiedziała o nikim złego słowa. Od pozostałej rodziny również dostaliśmy duże wsparcie. Dużą zasługą mamy było to, że nasza rodzina trzymała się bardzo blisko. Mama dbała, żeby wszyscy mieli ze sobą kontakt", wspomina aktorka.

Tragedia w dużej mierze ukształtowała jej charakter. "Byłam wzorową uczennicą. Myślę, że to syndrom dziecka, które nie chce przysparzać dodatkowych problemów tacie po śmierci mamy. Dlatego starałam się zawsze być grzeczna, ułożona, chociaż nikt nigdy szczególnie tego ode mnie nie wymagał. I pewnie dlatego byłam prymuską".

W szkole podstawowej miała pierwszego chłopaka. "W klasie byli bliźniacy dwujajowi, kompletnie różni. Jeden z nich, Tomek, był moją sympatią przez wszystkie lata podstawówki. W drodze do mnie do domu mijało się rozdzielnię ciepła, żółty budynek z blachy stojący przy murze cmentarnym. Właśnie tam pierwszy raz nieśmiało się pocałowaliśmy. Nic więcej się nie wydarzyło, bo byłam niezwykle grzeczną dziewczynką", mówi Dereszowska.

Relacje z bratem wyglądały gorzej niż z rówieśnikami. "Z Andrzejem przez wiele lat nie mogliśmy się dogadać. Chciałam z nim wszystko robić - jeździć na nartach, bawić się, ale on za tym nie przepadał. Zresztą do dzisiaj mam »pamiątki « po bracie. Na przykład wpadłam w szybę w drzwiach, które zatrzasnął mi przed nosem, gdy ganialiśmy się po mieszkaniu. Przeleciałam przez nią »na supermana«. Było widać kość, krew się lała. Natomiast gdy jeździliśmy na narty w góry, miałam przeciwko sobie również mojego kuzyna Adasia. Dawali mi popalić. Wszystko przez to, że miałam okropnie brzydki kombinezon na narty, bardzo go nie lubiłam, a brat dbał o to, żebym o tym nie zapomniała i wciąż wołał za mną: »Dziunia kombinezon «", śmieje się Anna.

Na szczęście nie wszyscy chłopcy w rodzinie traktowali ją z góry. W każde wakacje jeździła na miesiąc do rodzinnego domku letniskowego w Targanicach niedaleko Wadowic, gdzie spędzała dużo czasu z innym kuzynem - Wojtkiem. Na Mazurach natomiast uczyła się jeździć na nartach wodnych. Wolała bawić z chłopakami i nie bardzo przejmowała się wyglądem. To się nie zmieniło również w liceum.

Na początku nie miała łatwego życia w nowej szkole. "Dyrektorką była moja macoszka Tereska, z którą jeździłam do szkoły. Było to dla mnie bardzo trudne, bo musiałam się mocno starać, żeby koledzy nie widzieli we mnie kabla. W liceum byłam porządna, schludnie ubrana, ale kiedy patrzę na zdjęcia z tamtego okresu, jestem załamana", żartuje Ania. "Miałam dwie pary rurek, w których wydawało mi się, że wyglądam super, ale w rzeczywistości było inaczej. Tak naprawdę byłam śmiesznym pulpetem, trochę zakompleksioną dziewczynką".

Chciała zdawać na architekturę. Chodziła na dodatkowe zajęcia z rysunku. "Ale zawsze wielką przyjemność sprawiały mi występy publiczne, chętnie śpiewałam, recytowałam. Moja macoszka Teresa jako pierwsza dostrzegła we mnie talent aktorski. Podsunęła mi pomysł, żebym zaczęła rozwijać się w tę stronę. W Pałacu Młodzieży w Katowicach znalazłam zajęcia teatralne, które prowadził Jerzy Połoński. Wygraliśmy Przegląd Teatrów Młodzieżowych i jeden z jurorów zapytał, czy nie myślę o studiach w akademii teatralnej. Nie brałam tego na poważnie, jednak pan Jerzy mocno mnie zachęcał i pomógł przygotować się do egzaminów. Pojechałam więc do Warszawy.

Pierwsze chwile na uczelni były koszmarne. Czułam pewien rodzaj osierocenia, bo byłam zupełnie sama, nikogo nie znałam. Pierwszy pokój wynajęłam u starszej pani, która na wstępie powiedziała mi, że chciała chłopca, w związku z tym nasze relacje nie były najlepsze. Do tego zostawiłam na Śląsku swoją ówczesną miłość, więc strasznie tęskniłam.

Przez pierwsze dwa miesiące studiów chowałam się w kącie. W końcu jednak przełamałam się i pierwszy rok skończyłam ze stypendium ministerialnym. Cieszę się, że poszłam na aktorstwo, bo kocham swój zawód", opowiada Dereszowska.

Już na studiach Anna zaczęła grać w serialach. Popularność przyniosła jej m.in. rola w "Złotopolskich". Później pojawiły się interesujące role w filmach. Oprócz tego aktorka gra w teatrze i śpiewa.

Magdalena Makuch

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje