Dawnej Małgosi już nie ma!

Po raz pierwszy mówi, jak wygląda jej życie po rozwodzie i czego dowiedziała się o sobie dzięki karierze. Tylko w SHOW prywatny bilans Perfekcyjnej Pani Domu.

Brytyjski pierwowzór "Perfekcyjnej Pani Domu" z Antheą Turner miał trzy edycje. Pani robi już czwartą. To jakiś ewenement.

- Kiedy zaczynaliśmy pracę, nie spodziewaliśmy się takiego zainteresowania. Nie sądziliśmy, że dotrwamy do trzeciego sezonu. Jesteśmy pierwszym krajem, w którym jest więcej odcinków niż w Wielkiej Brytanii. Ale dla nas najlepszym miernikiem popularności jest liczba zgłoszeń do programu. A tych przychodzi coraz więcej.

Kto się zgłasza?

Reklama

- Do czwartej edycji zgłosiły się osoby niesłychanie zdeterminowane. Właściwie już podczas pierwszej wizyty kontrolnej ich domy są posprzątane tak, że nie wiedziałam, co jeszcze mogę zmienić.

To może ludzie zaczęli się pani bać?

- Nie... nie sądzę. Udaje się pani utrzymywać kontakt z bohaterami programu? Nie może być inaczej. Spędzamy razem dużo czasu, często rozmawiamy o bardzo intymnych rzeczach, czego kamery z szacunku do tych osób nie pokazują. Bo zwykle kiedy ktoś zaczyna tłumaczyć, dlaczego ma bałagan, okazuje się, że za tym stoi jakiś kłopot. Zawsze są jakieś historie w tle. Dlatego te znajomości trwają.

Ile pani domów już odwiedziła?

- Ponad sto. Jakie one są? Powiem najkrócej: nieprawdopodobnie gościnne. W każdym jesteśmy przyjmowani nadzwyczajnie ciepło. Ludzie przygotowują dla ekipy posiłki, dzieci wręczają rysunki. Przyjeżdżają też ciocie i babcie. Czasem wpadają sąsiadki. Często kręcenie programu wygląda jak wielkie towarzyskie spotkanie. I co jeszcze? Te domy są coraz bardziej czyste. Naprawdę!

Dlaczego ludzie bałaganią? Zabiegane matki, leniwe staruszki, samotni ojcowie, beztroscy studenci - pewnie każdy ma jakieś wytłumaczenie.

- Nie wszyscy potrafią się zorganizować, a większość po prostu posiada zbyt dużo rzeczy.

A brak czasu?

- Nie! Moim zdaniem brak czasu nie usprawiedliwia bałaganu w domu. Brak czasu tylko wymusza na nas lepszą organizację. Najbardziej zaskakują chyba młodzi bałaganiarze... Co ciekawe, młodzi ludzie mniej się wstydzą bałaganu. Często ten "twórczy nieporządek" ich bawi. Czemu tak jest? Chyba nie znajduję odpowiedzi na to pytanie.

Może ludzie są po prostu leniwi? Po co szukać drugiego dna?


- Wydaje mi się, że nie. Z bałaganem jest jak z problemami w życiu. Dopóki są małe, to dobrze sobie z nimi radzimy. Ale kiedy problemy przez lata nie są rozwiązywane, to możemy mieć poczucie, że wszystko nas przerasta. I wtedy warto poprosić o pomoc.

Czy pani uważa, że bałagan w życiu prywatnym przekłada się na bałagan w domu?

- Różne są teorie na ten temat. Niektórzy odwrotnie: twierdzą, że obsesyjny porządek w domu oznacza bałagan w głowie (śmiech). Zawsze wydawało mi się, że uporządkowanie świata wokół siebie może być pierwszym krokiem ku zmianom na lepsze. To może przywrócić człowiekowi wiarę w siebie.

- Ostatnio byłam u dziewczyny, która marzy, by wrócić do pracy, ale nie bardzo jej się to udaje. Wysłała dziesiątki CV i cisza. Wpadła w marazm. Ale w naszym programie tak pięknie posprzątała, właściwie wyremontowała swój dom, że złapała wiatr w żagle. Mam nadzieję, że to się przełoży na inne aspekty jej życia.

Z jakimi problemami ludzie najczęściej się borykają?

- Przede wszystkim z brakiem wiary w sobie. To wiąże się z brakiem motywacji i bierną zgodą na wszystko, co jest wokoło. Namawiam ludzi, żeby się zbuntowali. Aby nie mieli w sobie zgody na bylejakość. Denerwuje mnie, kiedy ktoś mówi: "A, jakoś to będzie!", i macha ręką. Nasz dom ma wpływ na to, co o sobie myślimy. To dla mnie naturalne.

Co pani teraz przynosi satysfakcję?

- Bieganie. Biegam, bo można to robić wszędzie, bez żadnych nakładów finansowych. Wystarczy chcieć i oczywiście przydadzą się dobre buty. Wcześniej dużo ćwiczyłam. Ostatnio jednak podróżowałam po całej Polsce z planu na plan, więc mogłam to robić tylko w hotelu. Teraz w bagażniku samochodu zawsze wożę ze sobą buty. I biegam, kiedy tylko mogę. Szczerze mówiąc, to wielka przyjemność.

Początki były trudne?

- Zawsze gdy zaczynam biegać, szybko się męczę. Po pierwszych stu metrach wydaje mi się, że już nie dam rady. Po dwustu mam nawet taką pewność (śmiech). Ale mówię sobie: "Przecież to właśnie zgoda na bylejakość. Ludzie biegają po dziesięć i więcej kilometrów, więc chyba mogę i ja". I nagle człowiek przestaje widzieć wszystko wokół. Są tylko czubki własnych butów. Muzyka w słuchawkach. Stopy, które uderzają o drogę. To pewien rodzaj oczyszczenia umysłu. Po prostu przestaje się myśleć. Po prostu się biegnie.

Pani w każdej okoliczności słucha muzyki?

- Jakkolwiek by to banalnie zabrzmiało, nie wyobrażam życia bez muzyki. Ponieważ spędzam dużo czasu z ludźmi, rozmawiając o ich problemach, a moja praca wymaga emocjonalnego zaangażowania, to wytchnieniem jest dla mnie właśnie muzyka. Mam taki program w komórce, który włączam, gdy słyszę jakiś utwór, który mnie poruszy. On natychmiast rozpoznaje wykonawców i w ten sposób zdobywam nowe inspiracje.

To dlatego na każdym zdjęciu ma pani w uszach białe słuchawki.

- Nawet gdy jestem na spacerze z moimi dziećmi. Ale nie znaczy to, że wtedy słucham muzyki. Słuchawki służą mi też do odbierania telefonów. Jestem mamą trzy- i siedmiolatka. I proszę mi wierzyć, że gdy jeden idzie w prawo, to drugi na bank pójdzie w lewo. Muszę mieć wolne ręce.

Niektórzy mówią, że pani nigdy nie wyłącza komórki.

- Niektórzy mają rację. Muszę być gotowa nawet o godzinie 24.00 na odebranie wiadomości np. o zmianie godzin kręcenia zdjęć.

Może stała się pani niewolnicą komórki? Nie ma pani ochoty jej czasem wyrzucić?

- Nie, nie mam. Ale mam czasem ochotę...

No właśnie, na co?

- Szczerze? Zabrać się i wyjechać gdzieś. Dwa dni! Nie więcej.

Za mało!

- W przypadku mojego harmonogramu dwa dni to i tak luksus.

Przy takim trybie życia pewnie siądą pani wkrótce baterie?

- Trening czyni mistrza!

Wypróbowała pani siebie w tej kwestii?

- Nie demonizujmy. Ludzie pracują w takim tempie całe życie. Ja dopiero drugi rok. Muszę przecież zarabiać na siebie i na dzieci. A wracając do tematu komórki, proszę zobaczyć, to zdjęcie moich synów.

Dowiedz się więcej na temat: Małgorzata Rozenek | Perfekcyjna Pani Domu | rozenek | praca | gwiazda | celebryci

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje